Paweł Czuryło, Dziennik Gazeta Prawna: Niedawno był pan w Brazylii i Londynie na spotkaniach z inwestorami, w tym funduszami hedgingowymi, opowiadając o polskiej gospodarce. Jak zarządzający funduszami, którzy szukają miejsca do inwestycji, patrzą na nasz kraj i perspektywy polskiej gospodarki?

Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska: Są zaniepokojeni. Wynika to m.in. z globalnego kontekstu: ogólnie na świecie sytuacja jest bardzo złożona, a Europa stoi w obliczu namacalnego niedoboru energii na zimę. W wielu krajach rządy zmagają się z dylematem co w takiej sytuacji zrobić, w wielu krajach decydują się na pomoc gospodarstwom domowym, nie tylko tym najbardziej potrzebującym. Więc ta fala pomocy płynie szerokim strumieniem, co zwiększa obawy o źródła finansowania tych wydatków. Pojawiają się pytania czy to ma sens przy narastającym problemie inflacji. W ostatnich dniach mieliśmy doskonały przykład z Wielkiej Brytanii. Jeśli pomysły rządu idą za daleko, to nawet tak rozwinięty rynek może przeżyć olbrzymie turbulencje, w tym osłabienie waluty.

Polski rząd też planuje kolejne dodatki związane z kryzysem energetycznym, a także choćby 13. czy 14. emeryturę w 2023 roku.

Reklama

- Polityka gospodarcza w Polsce nie idzie optymalnym kursem, ale inwestorzy na razie uważnie przyglądają się nam. To nie jest tak, że już pali się nam czerwona lampka, raczej wciąż miga pomarańczowe światło ostrzegawcze. Narastają obawy o to czy scenariusz ekonomiczny, który odbywa się warunkach kampanii wyborczej nie doprowadzi do zjawisk, które będą niebezpieczne.

Nie wszyscy są przekonani, że to będzie katastrofa. Opinie są zróżnicowane, zależnie gdzie się jest. W Brazylii, gdzie jest dużo funduszy hedgingowych, inwestorzy są przekonani, że w Polsce stopa NBP nie zatrzyma się na ok. 7 proc. (obecnie główna stopa NBP to 6,75 proc.). Zresztą oni od ponad roku grają (i wygrali na tym spore pieniądze) na to, że stopy będą większe, niektórzy wręcz stawiali na to, że będą nawet dwucyfrowe. Warto pamiętać, że Brazylijczycy mają doświadczenia z wysoką inflacją i dlatego są dziś przekonani, że do opanowania inflacji potrzebne będą wyższe stopy, a jak nie to złoty będzie jeszcze słabszy.

Reklama

Na o zwracają uwagę inwestorzy z Londynu?

- Tam usłyszeliśmy wiele o poluzowaniu polityki fiskalnej i pogorszeniu bilansu płatniczego. W sytuacji rozkręcającej się kampanii wyborczej inwestorzy zastanawiają się jak mocno rząd będzie chciał zmniejszyć troski obywateli strumieniem pieniędzy. To co stało się w Wielkiej Brytanii pokazało, że jeśli inwestorzy tracą wiarę, mogą przestać kupować rządowe obligacje. W naszym przypadku jest na razie wiele deklaracji, nie znane są szczegóły rządowych pomysłów. Na razie też nikt nie obstawia takich scenariuszy jak w Wielkiej Brytanii, a plany polskiego rządu na papierze nie wyglądają źle. Choć wciąż nie wiadomo czy np. polski windfall tax, czyli tzw. podatek Sasina zacznie obowiązywać czy może jednak nie.

Ale obawy o pogorszenie kondycji polskich finansów są – nie da się bowiem zjeść ciastka i mieć ciastko: w naszym przypadku zwiększać wydatków i ograniczać inflacji. Ostatnie dane pokazały wyraźnie, że inflacja dalej rośnie i jest poza kontrolą, choć wielu – w tym my – myśleliśmy, że jesteśmy świadkami jej stabilizacji. Trzeba zdecydowanej walki z inflacją, zwłaszcza w sytuacji gdy wyraźnie sygnalizują, to inne banki centralne.

Ale przecież nasza sytuacja fiskalna nie jest taka zła, choćby dług jest zdecydowanie niższy niż w innych krajach UE.

- Tak, tu raczej chodzi o kierunek zmian, bo – faktycznie - punkt wyjściowy nie jest zły. To dziedzictwo lepszej polityki z przeszłości. Resort finansów ma sporą poduszkę płynnościową, a Polska nie jest Węgrami jeśli chodzi o deficyt obrotów bieżących czy Włochami jeśli chodzi o dług, albo Turcją jeśli chodzi o inflację czy kurs waluty. Jednak dziś na rynku ustawia się kolejka po „płynność”. To nie jest tak, że w obecnej sytuacji można emitować nieskończenie wiele długu i ktoś go kupi.

Proszę jednak zwrócić uwagę, że polski budżet na rok 2023 nie mówi nic o przedłużeniu tarczy antyinflacyjnej, nie ma tam np. 14. Emerytury czy działań osłonowych dla firm. Na papierze łatwo jest wszystko zapisać i nawet jak finansowanie będzie poza budżetem centralnym to trzeba zadać pytanie kto będzie kupować papiery BGK czy PFR? Jeśli w USA stopy procentowe wzrosną do 5 proc. i dojdziemy z rentownością obligacji powyżej 5 proc. to część inwestorów może się zastanawiać jaki sens ma mieć inwestowanie w polskie papiery na poziomie 7 proc. Wtedy polskie papiery będą musiały być jeszcze tańsze, czyli oferować wyższą rentowność.

Trudno raczej spodziewać się, że w roku wyborczym rząd będzie ograniczał programy wsparcia i szukał oszczędności.

- To będzie oznaczać, że trudniej będzie wygasić inflację. Taka będzie cena wspierania budżetów gospodarstw domowych. Pamiętajmy też, że jeśli w Europie zabraknie energii na zimę to także przełoży się na wyższą inflację. Możemy mieć bowiem do czynienia z obniżeniem możliwości produkcyjnych i zwiększeniem zasobności gospodarstw domowych, czyli nadmiarem popytu nad podażą. Ta układanka nie idzie zatem w dobrą stronę. Wydaje się coraz mniej prawdopodobne, że banki centralne na świecie niebawem zatrzymają się z podwyżkami stóp, a inflacja będzie spadać przez niższy popyt.

Co w takim razie będzie się działo z polską inflacją?

- Nasze modele pokazują, że w najbliższych miesiącach inflacja może się zatrzymać w okolicach 17 proc., ale chwilę temu pokazywały jeszcze, że zatrzyma się przy 15-16 proc. zatrzyma. Nasze modele nie potrafią więc przewidzieć uporczywości tej inflacji. Jeszcze chwilę temu wydawało się, że inflacja będzie stabilna do końca roku, a 2023 r. to będzie spadek. Teraz widać, że być może dużo wyżej niż 17-18 proc. nie zajedziemy, ale potem przez długi czas będziemy wysoko i możemy nie zejść poniżej 10 proc. na koniec 2023 r. Opadanie inflacji się więc oddala, impuls inflacyjny narasta. Wyraźnie dżin wymknął się z butelki.

Tymczasem miesiąc temu prezes NBP sugerował, że pod koniec 2023 r. możemy wręcz zobaczyć obniżkę stóp procentowych.

- To czas próby dla banku centralnego i jego prezesa. RPP powinna podnieść stopy, a prezes NBP zrezygnować z zapowiadania końca cyklu. Tu trzeba powiedzieć ludziom wprost: będziemy zdecydowanie walczyć z inflacją. W przeciwnym razie możemy widzieć nakręcające się oczekiwania inflacyjne.

Dlatego spodziewamy się, że RPP podwyższy główną stopę NBP w środę o 0,5 pkt proc. z obecnych 6,75 proc. Kolejne decyzje będą zależały od napływających danych. Ostatnio bardzo czytelnie komunikowana była intencja banku centralnego by się zatrzymać i zobaczyć co wydarzy się dalej. Ale ostatnie wydarzenia wskazują na zmianę sytuacji, do której należy dostosować działania. Szansa, że uda się opanować inflację z główną stopą w okolicach 7 proc. jest coraz mniejsza. Można powiedzieć, że jesteśmy trochę ofiarami własnego sukcesu. Inwestorzy nie myślą o tym, że polska gospodarka zapadnie się w głęboką recesję. Nawet jak spowolnimy, ludzie mają poduszki finansowe, bezrobocie jest niskie, a rząd dba o to by dosypać pieniądze gospodarstwom domowym. Dlatego wiara w to, że przy spowolnieniu inflacja zacznie gasnąć jest mała. To może nie wystarczyć.

Rozmawiał Paweł Czuryło