Mówi się, że giełda wyprzedza to, co wydarzy się w gospodarce. Jeśli popatrzeć na krajowe indeksy giełdowe, sytuacja wydaje się fatalna. Nie widać końca spadków.
Zmiany w światowej gospodarce nie ominęły Polski. W ostatnich latach można było nabrać przekonania, że pieniądz nie ma żadnej ceny. Stopy procentowe były utrzymywane w okolicy zera, a w dodatku panowało przeświadczenie, że pieniędzy jest dowolna ilość, bo jeśli ich brakowało, to banki centralne je „drukowały”. Było to jednak odwróceniem realiów ekonomicznych. Wszystkie zabiegi stymulowania koniunktury mają uzasadnienie, ale mają też fundamentalną wadę - generują cykle gospodarcze. W pewnym momencie trzeba wydać pieniądze, które się ma, i to generuje inflację. Na to nałożyły się też pandemia i wojna, które zmieniły nastawienie firm i rządów. Obserwujemy także trend w zakresie deglobalizacji.
Polska nie jest wyjątkiem, choć relatywnie późno dołączyła do „drukowania” pieniędzy. Warto pamiętać, że w ostatnich latach staliśmy się bardziej bogaci - nie tylko przez transfery socjalne, ale przez to, że płace rosły szybciej niż inflacja. Teraz pytanie, jak wyjść z tego zakrętu? Wydaje mi się, że idziemy w dobrym kierunku. Inflacja rośnie, ale coraz wolniej. Wszystko wskazuje, że w III kw. będziemy mieli szczyt inflacji. Przez podwyżki stóp spada ilość udzielanych kredytów firmom i gospodarstwom domowym. Kosztem tego jest słabsza aktywność gospodarcza, ale jestem optymistycznie nastawiony do polskiej gospodarki.
Reklama
Martwi mnie jednak sytuacja w strefie euro, swoboda podnoszenia stóp procentowych jest tam dużo mniejsza ze względu na zadłużenie takich państw jak m.in. Włochy. Im mniej efektywna ekonomicznie jest strefa euro, tym gorzej dla nas, bowiem jest to nasz największy partner handlowy. Nie życzę Polsce wejścia do strefy euro, ale samej strefie życzę jak najlepiej.
W tym roku spadła liczba spółek debiutujących na GPW. Już wcześniej widać było trend, że więcej spółek jest ściąganych z giełdy, niż na nią wchodzi. Jak przyciągnąć emitentów?

Reklama
To paneuropejskie pytanie. Coraz więcej krajów zdaje sobie sprawę, że system zdefiniowanego świadczenia emerytalnego w obecnej demografii jest drogą donikąd. Należy więc skupić się na komponencie kapitałowym. Można oczywiście zaoferować przyszłym emerytom ETF na S&P 500, ale to nie przysporzy PKB europejskiej gospodarce. Do tej pory z zerowych stóp procentowych w strefie euro korzystały głównie fundusze private equity. Teraz jest potrzeba, byśmy szli mocniej w fundusze emerytalne, tylko jak to ma przysporzyć wzrostu gospodarczego w Europie, skoro mamy tak słabe rynki kapitałowe?
Na poziomie Komisji Europejskiej narzeka się na małą liczbę małych i średnich emitentów (z wyjątkiem Polski i Skandynawii), a jak dokonuje się reform, to niewiele zmienia się dla tej grupy przedsiębiorstw. Mamy w Europie paradoksalną sytuację, że jest dużo kapitału, który trafia jednak na rynek niepubliczny, bowiem na giełdach brakuje szybko rosnących spółek. Aby więc mieć ekspozycję na dobre, niszowe spółki w Europie, nie można iść na giełdę, bo ich tam po prostu jest bardzo mało.
Większość regulacji wokół rynku kapitałowego powstaje wokół Komisji Europejskiej, ale kierunek zmian nie jest korzystny. W Polsce również staramy się dokonywać zmian, czego przykładem jest Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego. Kierunek jej realizacji jest dobry, ale dynamika nie jest najwyższa. Są oczywiście różnice interesów i na naszym rynku kapitałowym jesteśmy dobrzy w walczeniu o to, jak ma być podzielone ciasto, ale średnio nam idzie to, jak powiększyć ciastko. Jeśli nie zrozumiemy, że trzeba przede wszystkim zwiększyć ciastko, nawet za cenę tego, że dana grupa straci część swojego kawałka tortu, to ciężko będzie odwrócić trend.
Czy inwestorów nie zniechęca element polityczny?
To jest szerszy problem. Decyzje na poziomie krajów i firm nie są już czysto ekonomiczne. Jest niezwykle mocny trend dbania o swoich narodowych czempionów. Widać to również w gronie europejskich giełd. W Europie niesamowicie zaostrzyło się promowanie własnych, lokalnych biznesów pod hasłem zwiększenia krajowego bezpieczeństwa. W decyzjach gospodarczych na świecie wolny rynek ma coraz mniej do powiedzenia.
Spadki na giełdzie to także efekt obciążeń lub kłopotów nakładanych na niektóre branże.
Faktycznie widzimy nakładanie na firmy energetyczne czy banki dodatkowych obciążeń. Z jednej strony to rozumiem, bo w rachunku ciągnionym przełoży się to na korzyść gospodarki i konsumentów oraz tych firm - chodzi mi o dłuższy okres. Nie ma co patrzeć na wyniki z kwartału na kwartał. Ale z drugiej strony pamiętajmy, by nie zamęczyć tego konia, który ciągnie polską gospodarkę.
Jak dziś w sytuacji olbrzymich spadków przyciągać na giełdę inwestorów indywidualnych, w tym przyszłych emerytów? Mamy IKE, IKZE czy PPK, których uczestnicy są narażeni na duże zmiany notowań.
Wyniki PPK na początku były świetne, a teraz - uwzględniając spadki na giełdzie i tak są na 10-proc. plusie dzięki zastosowanemu modelowi dopłat. Nie ma lepszego systemu oszczędzania niż PPK. Mamy największy spadek notowań od 15 lat, a PPK są nadal na plusie.
Postulowałbym, przewija się to już w dyskusji, połączenie w jeden produkt IKE i IKZE. Powinno powstać jedno megakonto emerytalne, dające obie korzyści podatkowe, które dziś są obecne w przypadku IKZE i IKE, czyli odliczenie podatkowe co roku oraz brak podatku od zysków w momencie wypłaty środków. Ludzie nie widzą dziś korzyści, która będzie w przyszłości. Tu kłaniają się finanse behawioralne: chcemy mieć korzyść tu i teraz. Trzeba byłoby także podwyższyć limity wpłat.
Co się dzieje w sprawie rynku GlobalConnect? Kiedy Polacy będą mogli inwestować w akcje zagranicznych spółek na tym rynku i co na tym zyskają?
GlobalConnect to jeden z projektów GPW, nad którym szczególnie intensywnie pracujemy. Już niedługo inwestorzy będą mogli handlować na nowym rynku akcjami spółek zagranicznych. W ramach pilotażu GlobalConnect (zaraz po uruchomieniu) planowane jest wprowadzenie do obrotu akcji kilku europejskich spółek. Następnie planujemy sukcesywne rozbudowywanie oferty o kolejne spółki, a w późniejszym okresie także wprowadzenie akcji amerykańskich. Tempo poszerzania oferty GlobalConnect będzie uzależnione od zainteresowania inwestorów i gotowości animatorów rynku.
Dzięki temu inwestorzy zyskają ekspozycję na spółki zależne od globalnej koniunktury, co będzie dla nich dodatkową możliwością pasywnego inwestowania na zagranicznych rynkach. Niewątpliwą korzyścią będzie też prostota i transparentność funkcjonowania tego rynku: handel akcjami będzie się odbywał podczas sesji giełdowej na GPW, notowania będą w polskim złotym, a prowizje jak w przypadku handlu na Głównym Rynku GPW (nie będziemy pobierać prowizji od animatorów GlobalConnect).
Uruchomienie GlobalConnect stawia GPW na równi z innymi rynkami w Europie, gdzie tego typu rozwiązania funkcjonują z powodzeniem od wielu lat.
Czy jest pan w grupie zwolenników zniesienia podatku Belki?
Mam mieszane uczucia. Uważam, że walka z kryzysami gospodarczymi powinna odbywać się nie tylko przez drukowanie pieniędzy, ale i przez redystrybucję. Popieram progresywne podatki - jestem płatnikiem składki solidarnościowej, choć w niedużej skali. Podatek od zysków kapitałowych jest uzasadniony społecznie. Ludzie, którzy go płacą, mają jakiś majątek i zabezpieczenie tego majątku jest na barkach państwa, więc to sposób na dorzucenie się do budżetu i zapłata za korzystanie z infrastruktury państwa. Ideowo dla mnie podatek jest więc OK.
Jest za to wiele wad szczegółowych - w podatku od zysków kapitałowych nie ma tzw. zbiegów. Jeśli ktoś stracił na jednym instrumencie, a zyskał na drugim, to powinien płacić podatek od zysku netto.
Druga korekta dotyczyłaby tego, że wybrałbym bardzo selektywnie kilka przypadków, kiedy podatek jest odroczony albo nienaliczany. Mogłoby tak być np. w przypadku obligacji rozwojowych. Jeśli firma emituje obligacje na swój rozwój i jeśli byłyby to obligacje publiczne, to wtedy być może warto zwolnić takie papiery z podatku. Podobnie w przypadku podwyższenia kapitału w spółce notowanej, np. po 3-5 latach trzymania akcji nie trzeba byłoby płacić podatku.
Rok 2022 to ostatni rok bieżącej strategii GPW. Co będzie w nowej?
Pracujemy nad tym z międzynarodową firmą doradczą. Jesteśmy po fazie audytu. Poszliśmy w dobrych kierunkach, ale wiele rzeczy nam się nie udało. Powstała luka w przychodach na ponad 70 mln zł. Mniej więcej w jednej trzeciej to są efekty opóźnienia wdrożenia Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, pewną naszą naiwnością było oczekiwanie, że to się wydarzy od ręki. Jedna trzecia to nasze własne decyzje o opóźnieniach projektów, np. pozyskanie pieniędzy z NCBR, pozyskanie lepszego zespołu bądź wymiana zespołu. A jedna trzecia to jakaś nieudolność, zaczynając od prezesa - w paru miejscach okazało się, że przeceniłem możliwość przestawienia firmy z nastawionej na doskonałość operacyjną na projekty. Okazało się, że chęć robienia projektów nie bardzo się przyjęła w organizacji. Wyciągamy wnioski, patrząc w przyszłość: większość projektów będziemy kontynuować, część musieliśmy zawiesić, czekając na zmianę regulacji. W nowej strategii będziemy się mocniej koncentrować na tzw. biznesie podstawowym, to będzie trzy czwarte, a jedna czwarta - dywersyfikacja działalności. W poprzedniej było to w przybliżeniu 50 : 50.
W ramach naszego podstawowego biznesu największy potencjał daje biznes z wykorzystaniem danych. On nas uśpił, bo rośnie co roku o kilka procent i przynosi powtarzalne przychody. Musimy to poprawić, podobnie jak efektywność operacyjną: mamy 40 proc. większe przychody niż giełda w Wiedniu, ale oni mają ok. 90 osób, a my prawie 500. Albo będziemy mocniej zwiększać przychody, albo konieczne będzie dostosowanie po stronie kosztów.
Przejmowanie innych giełd będzie w tej strategii? Niektórzy pytają: po co?
Nauczyliśmy się dużo przez kilka lat. Średnio co kwartał odwiedzałem kogoś, kto potencjalnie mógłby zostać przez nas przejęty. Niestety przejmowanie infrastruktury rynku kapitałowego to sprawa mocno polityczna i trudna do zarządzenia. Za to staniały spółki technologiczne i może w tym obszarze coś się teraz uda przejąć. Mamy apetyt, żeby kupować - nawet jak dostajemy zaproszenie do egzotycznych miejsc, to można się wiele nauczyć. W zakupie giełdy z Armenii chodzi o czysty i rentowny biznes, tam są sprzyjające regulacje, dużo gotówki w spółce. Na nic podobnego jednak nie trafiliśmy.
GPW i jej spółka GPW Benchmark biorą udział w pracach nad zmianą WIBOR-u na inny wskaźnik. Jest tu pewna presja polityczna, bo premier zapowiedział, że od nowego roku będzie inny wskaźnik, korzystniejszy dla kredytobiorców.
Sygnalizowaliśmy, że po naszej stronie jest pełna gotowość do pracy, zresztą realizowaliśmy plan, który powstał w 2018 r. Jest pewne „ale” i niekorzystna sytuacja, bo od przyszłego roku podobny zabieg robi się na dolarze, którzy jest trochę większą walutą niż złoty (śmiech). Nasi partnerzy, londyńskie instytucje finansowe, mówią nam, że WIBOR musi być kontynuowany, jeśli chcemy mieć dalej obligacje Skarbu Państwa ze zmienną stopą procentową i transakcje swapowe dla banków. Dlatego jestem zwolennikiem ewolucyjnego rozstania z WIBOR-em.
Co wydarzy się teraz?
Chciałbym, żeby wszystkie wskaźniki były rynkowe, a przypomnę, że w Polsce nie mieliśmy do czynienia z manipulacjami wskaźnikiem WIBOR, jak to było w przypadku LIBOR-u. Nasz wskaźnik nie jest skompromitowany. Jako urodzony optymista stawiam na to, że WIBOR przetrwa i będzie nam służył jeszcze przez kilka lat do momentu, w którym rynek nowego wskaźnika będzie miał wystarczającą płynność, gdyż założeniem reformy jest stopniowe przechodzenie na nowy wskaźnik. My, jako GPW Benchmark, jesteśmy tylko kalkulatorem (śmiech). ©℗
Rozmawiali Paweł Czuryło i Dominik Osowski