Reklama
Największe wyzwanie dla nowego głównego księgowego kraju to wyprostowanie sytuacji z Polskim Ładem i zapewnienie stabilności finansów politycznych. A wszystko to w obliczu zbliżających się wyborów.
Dotychczas funkcję ministra przy Świętokrzyskiej pełnił premier Mateusz Morawiecki. Wymieniany jako potencjalny następca Artur Soboń w MF jest od niedawna – przyszedł, by korygować Polski Ład. Sebastian Skuza odpowiedzialny jest za realizację budżetu; o Magdalenie Rzeczkowskiej jako o pewniaku napisał w zeszłym tygodniu serwis Polskathetimes.pl.
Premier usiłował namówić do kierowania resortem szefową ZUS Gertrudę Uścinską, ale wszystko wskazuje na to, że bez powodzenia. Na dziennikarskiej giełdzie pojawiło się także nazwisko prezes Banku Gospodarstwa Krajowego Beaty Daszyńskiej-Muzyczki. Ale zdaniem naszych rozmówców z otoczenia premiera ten wariant nie wchodzi w grę. – Prezes BGK odpowiada za finansowanie wielu istotnych przedsięwzięć, teraz do tego dochodzi jeszcze fundusz na wydatki obronne – mówi jeden z nich.
Nominacja – ktokolwiek to będzie – nie będzie oznaczała rewolucji, bo szef rządu ma utrzymać resort w swojej domenie. Od kilku lat Ministerstwo Finansów odgrywa rolę służebną wobec ośrodka kierowania polityką gospodarczą w kancelarii premiera. Takie zapisy znajdowały się w programie PiS jeszcze sprzed 2015 r. Mimo to nowy minister będzie miał przed sobą trzy poważne zadania.

Reklama

Ład(nie) skończyć reformę

Po pierwsze, wyprowadzić Polski Ład na prostą. – Dużym wyzwaniem jest przeprowadzenie polskiej gospodarki i firm przez korektę Polskiego Ładu, tak by ograniczyć niepewności i wątpliwości podmiotów gospodarczych dotyczące tego, jak się będą rozliczać w tym i w kolejnym roku – mówi Jakub Borowski główny ekonomista Crédit Agricole Bank Polska.
W piątek rząd przyjął projekt ustawy po konsultacjach. Generalny kurs został utrzymany – to obniżka do 12 proc. podstawowej stawki PIT plus preferencyjna, limitowana możliwość odliczenia składki zdrowotnej dla osób na podatku liniowym, karcie podatkowej oraz ryczałcie. Teraz projektem ma się zająć Sejm. Wprowadzone zmiany mają uspokoić nastroje po niefortunnym styczniowym starcie nowego systemu podatkowego. W wyniku krytyki premier zapowiedział wprowadzenie ulgi dla klasy średniej, której wdrożenie w formie, o jakiej mówił, okazało się niemożliwe.
Stąd radykalny zwrot i obniżka stawki zamiast ulgi plus korekta innych krytykowanych rozwiązań, jak np. przywrócenie możliwości wspólnego rozliczenia osoby samotnej z dzieckiem. Efekty odczują przede wszystkim ci, którzy zarabiają w okolicach średniej i powyżej. Na przykład klin podatkowy dla zarabiających połowę przeciętnego wynagrodzenia (a więc w okolicach pensji minimalnej 3100 zł) praktycznie się nie zmieni. Zmniejszy się natomiast w przypadku średniej krajowej lub powyżej. MF wylicza, że beneficjentami zmian będzie ponad 26 mln podatników. Dla budżetu oznacza to tylko w tym roku ubytek 6,7 mld zł; w kolejnym – już ponad 23 mld zł. Łącznie z poprzednią wersją Polskiego Ładu roczne koszty to sporo ponad 30 mld zł.

Budżety dwa

To prowadzi do wyzwania numer dwa. Nowy minister będzie miał do przygotowania dwa budżety naraz – nowelizację tegorocznego i budżet na 2023 r. Na razie resort finansów jest beneficjentem inflacji, która przekłada się na wysokie wpływy podatkowe. Na koniec lutego były one prawie o 20 mld zł wyższe niż rok wcześniej. Ale równocześnie rośnie presja płacowa w sferze budżetowej, dlatego postulaty opozycji o podwyżce 20 proc. mogą padać na podatny grunt. Jednocześnie w przyszłym roku z automatu rośnie wiele wydatków indeksowanych inflacją. Przykład to waloryzacja rent i emerytury. Już w tym roku, by zrekompensować inflację, rząd podniósł ją do 7 proc. W przyszłym będzie znacznie wyższa i może sięgnąć dwucyfrowych wartości. Do tego dojdzie m.in. zwiększenie transferów na obronę do 3 proc. PKB.
Z powodu wojny gospodarka ma zwolnić, więc dochody podatkowe nie będą już tak wysokie – trudniej będzie pokryć wszystkie wydatki. Jak szacują ekonomiści, deficyt całego sektora finansów publicznych liczony metodą unijną może urosnąć z obecnych 1,8 proc. PKB do nawet 4 proc., choć zdaniem naszego rozmówcy z otoczenia premiera ten wynik będzie niższy – o ok. 2,8 proc. Jednocześnie pozyskiwanie pieniędzy przez sprzedaż obligacji już stało się drogie.
– Nowy minister będzie miał wyzwanie, jak sfinansować deficyt. I to w momencie, gdy ze świata spadających przeszliśmy do świata rosnących stóp procentowych. Nie można tu liczyć – jak w pandemii – na pomoc ze strony NBP. To nie ułatwia zwiększania podaży długu – mówi Piotr Bielski z Santander Bank Polska. W ostatni czwartek MF sprzedało obligacje łącznie za 7,7 mld zł przy pierwotnie zadeklarowanej podaży na 7 mld zł. Taki wynik świadczy o popycie na polskie papiery. Równocześnie jednak rentowność obligacji utrzymuje się powyżej poziomu 6 proc.

Do tego wybory

– Dużym wyzwaniem będzie pogodzenie troski o stabilność finansów publicznych i koordynacja polityki fiskalnej z pieniężną wraz z oczekiwaniami politycznymi. Wyborczy kontekst powoduje, że ta rola będzie bardzo trudna – zaznacza Piotr Bielski. W przyszłym roku, a może już w tym, odbędą się wybory parlamentarne. PiS przyzwyczaił się do kosztowanych „cukierków” dla wyborców – tak było do tej pory w każdej kampanii. Nowy minister będzie musiał wytłumaczyć, dlaczego na takie prezenty już budżetu nie stać. Jak wynika z wysyłanych z kancelarii premiera sygnałów – wojna będzie najważniejszym argumentem. Warunkiem Nowogrodzkiej jest jednak to, by robił to w sposób przekonujący wyborców PiS. To dlatego można było usłyszeć, że szefem MF powinien być polityk.
– W obecnym modelu minister finansów nie jest architektem polityki gospodarczej, oczywiście musi dbać o stabilność finansów publicznych, ale moim zdaniem jego największym wyzwaniem jest przywrócenie im przejrzystości – mówi Jakub Borowski. Według niego nie da się przywrócić w pełni budżetowego finansowania, ale powinien np. wprowadzić precyzyjną cykliczną informację na temat tego, jakie wydatki są w budżecie, a jakie poza nim.