W niedawnej wypowiedzi dla nas zadeklarował pan: „Obecnie w stosunku do całej legislacji kierujemy się zasadą, że nie wprowadzamy żadnych regulacji, które mogą zwiększać inflację, podatki i inne obciążenia”. Co to w praktyce oznacza?
Oznacza to, że projekty, które niosą takie skutki, mają w rządzie czerwone światło. W konsekwencji pandemii koronawirusa, a teraz dodatkowo wojny, którą Rosja rozpętała na Ukrainie, Polska - podobnie jak cała Europa - boryka się z problemem inflacji. W tej sytuacji rząd nie może dolewać oliwy do ognia.
Naszą reakcją była obniżka podatków w ramach tarczy antyinflacyjnej - na paliwo, energię i żywność. Kolejnym krokiem jest zmiana modelu podatkowego, którą ostatnio zaproponował premier. W efekcie możemy uczciwie powiedzieć, że nasza ekipa rządząca najbardziej po 1989 r. obniżyła podatki. Dziś - właśnie ze względu na inflację - być może nie odczujemy tak bardzo tych pozytywnych zmian. Zakładam, że te rozwiązania zostaną jednak w naszym systemie podatkowym na długo i przyczynią się do szybszego odbicia gospodarczego.
Reklama
Czy możemy sprowadzić to do konkretów? Jakie inicjatywy nie mają szans na przejście przez to antyinflacyjne sito?
W tej chwili rząd nie proceduje projektów, które przeczyłyby tej zasadzie, czyli groziły zwiększeniem inflacji. To też sygnał dla wszystkich ministrów, że projekty, które mogłyby nakręcać spiralę inflacyjną, nie będą realizowane. Poza tym nie ma zgody na powiększanie zatrudnienia w administracji oprócz absolutnie wyjątkowych sytuacji.

Reklama
Oczywiście czasami jesteśmy postawieni w sytuacji bez wyjścia ze względu na konieczność dostosowania prawa do wymogów unijnych. W takich przypadkach - czego przykładem był tzw. pakiet mobilności - staramy się jednak przygotowywać rozwiązania w konsensusie z biznesem, tak by jak najmniej uderzały one w polskie firmy. W tym kierunku idzie też, obecnie procedowana, reforma podatkowa.
Jednak eksperci wskazują, że propozycja „odwrócenia” Polskiego Ładu przyczyni się do wzrostu konsumpcji, a - co za tym idzie - inflacji. Pytanie, co was skłoniło do tej rewolucji akurat w momencie, gdy temat Polskiego Ładu przyćmiła wojna w Ukrainie.
To, że wojna w Ukrainie przyćmiła wszystkie inne tematy, nie oznacza, że wszystkie dotychczasowe problemy uległy cudownemu rozwiązaniu. Wbrew krzywdzącym opiniom, że rząd zajmuje się tylko Ukrainą i uchodźcami, my cały czas pracujemy nad ważnymi dla Polaków rozwiązaniami. Takimi są na pewno kwestie podatkowe. To, że przedstawiamy nowe propozycje w tym zakresie, nie powinno nikogo dziwić - tym bardziej po tym, jak minister i wiceminister finansów, odpowiedzialni za Polski Ład, zostali zdymisjonowani.
Propozycja ta faktycznie jest rewolucyjna. 12-proc. podatek dochodowy to coś, czego Platforma Obywatelska nawet nie obiecywała. Nie zapominajmy też o 30 tys. zł kwoty wolnej od podatku i podniesieniu drugiego progu podatkowego z 85 do 120 tys. zł.
Powód tej inicjatywy jest prosty. Nasze społeczeństwo zmaga się ze skutkami inflacji, poza tym jesteśmy w awangardzie państw, które domagają się twardych sankcji wobec Rosji. Przedstawiliśmy ścieżkę odchodzenia od zakupów surowców od Rosji. Zdajemy sobie sprawę, że odbije się to na polskiej gospodarce. Podobnie jak obniżone plony w Ukrainie.
Z drugiej strony zasadniczy cel Polskiego Ładu, czyli zmniejszenie degresywności naszego systemu podatkowego oraz zapewnienie finansowania NFZ, jest utrzymany. 9-procentową składkę zdrowotną zapłacą wszyscy.
Ale efekt proinflacyjny tego, że ludzie dostaną więcej pieniędzy, będzie.
Nie jestem przekonany, że te zmiany przyniosą efekt proinflacyjny. Poza tym byłoby nieuczciwością pozostawić ludzi, także klasę średnią, którą chcemy wspierać i wzmacniać, bez wsparcia, w sytuacji gdy więcej płacimy za energię, gaz, węgiel etc. Musimy brać pod uwagę mniej optymistyczne scenariusze, także w związku z sytuacją geopolityczną, że inflacja nie skończy się w pół roku, lecz pozostanie z nami przez najbliższych kilka lat.
Reasumując, obniżenie podatku PIT daje też nadzieję na większe i szybsze odbicie. Myślę, że jest lepszą metodą niż np. wielki program redystrybucyjny. Jest też bardziej uczciwe i sprawiedliwe, a także tańsze i prostsze w obsłudze, bo obejmuje wszystkich, a nie tylko wybrane grupy.
Rzeczywiście głównym beneficjentem najnowszej propozycji podatkowej jest zamożniejsza część klasy średniej. Zdaniem ekspertów oznacza to odwrót od progresywności. Z wyliczeń Grant Thornton wynika, że na zmianie Polskiego Ładu zdecydowanie korzystają lepiej sytuowani. Na przykład miesięczna korzyść przy dochodach w wysokości 4 tys. zł brutto wynosić ma 35 zł, a przy 13 tys. zł brutto ‒ 375 zł, czyli ponad 10 razy tyle.
To jednak pewne nieporozumienie. Prawdziwy obraz tej reformy zobaczymy, jeśli porównamy najnowsze zmiany w stosunku do sytuacji sprzed wprowadzenia Polskiego Ładu, czyli roku 2021. Zobaczmy, co wyjdzie, jeżeli weźmie się to pod uwagę, że do 30 tys. zł rocznie nie zapłacimy w ogóle podatku dochodowego. W efekcie emeryt otrzymujący 2,5 tys. zł miesięcznie wypłaty z ZUS w ogóle nie zapłaci PIT, a przy 3 tys. zł emerytury zysk wyniesie ok. 170 zł miesięcznie. Pracownik na minimalnej krajowej (3010 zł) będzie miał w portfelu ok. 155 zł miesięcznie więcej, a ten zarabiający 9 tys. zł ‒ ok. 100 zł.
A czy ogromne wyzwania, przed którymi stawia nas wojna, nie powinny raczej skłaniać do poszukiwania źródeł dochodów do budżetu. Potrzebujemy przecież pieniędzy nie tylko na armię, ale także - ze względu na napływ masy uchodźców - ochronę zdrowia czy system edukacji. Czy na pewno mamy zatem dobry moment na obniżanie podatków, czy teraz nie powinno się raczej apelować do poczucia odpowiedzialności obywateli za państwo?
Jeżeli chodzi o ochronę zdrowia, to nakłady na ten cel systematycznie rosną. Program jest rozpisany - dochodzimy do poziomu 7 proc. PKB na zdrowie. Zdaję sobie sprawę z tego, że przeciętny Polak odczuwa ten wzrost nakładów w minimalny sposób. Jednak - gdyby te wydatki nie rosły - znacząco by odczuł pogorszenie sytuacji. Gdyby nie podwyżki dla pielęgniarek i lekarzy, to wielu z nich byłoby dziś poza granicami Polski. Podobnie kwestia inwestycji w infrastrukturę szpitali czy znacznie zwiększoną liczbę przyjęć na studia medyczne, z czego jednak będziemy czerpali profity dopiero za kilka lat.
Uważam, że dobre są podatki niskie, ale egzekwowane od wszystkich. Sytuację, w której część osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą rok do roku wykazywało straty, bądź minimalny zysk, i w efekcie bliskie zeru wpływy podatkowe, należy uznać za niepożądaną - zarówno w odniesieniu do uczciwych ludzi prowadzących swój mały biznes, jak i pozostałych podatników. Dziś każdy pozostający na skali podatkowej, czy to pracownik na umowie o pracę, czy przedsiębiorca, zapłaci równo po 9 proc. składki zdrowotnej.
Poza tym, im więcej pieniędzy zostawionych w kieszeni ludzi, tym lepiej. Trzeba robić wszystko, by Polacy mogli się bogacić. Przez ostatnie siedem lat po zarobkach Polaków widać, że to się udaje.
Myślę, że w ostatecznym rozrachunku okaże się, że budżet wcale nie poniesie tak dużych strat, jak to się może wydawać. Do tej pory żadne kasandryczne wizje, np. dotyczące wypychania kobiet z rynku pracy w efekcie programu „Rodzina 500 plus”, nie sprawdziły się. Także, gdy po wybuchu pandemii wprowadzaliśmy tarczę antykryzysową, by ratować miejsca pracy, mówiono, że jest nietrafiona, i znów okazało się, że to my mieliśmy rację. Dziś mamy jedną z najniższych stóp bezrobocia w UE.
A macie jakieś plany legislacyjne, które pomogą nam stawić czoła takim problemom, spotęgowanym przez napływ uchodźców, jak np. dostępność mieszkań? Sytuacja jest bardzo trudna. Ostatnio NIK opublikował miażdżącą ocenę realizacji programu „Mieszkanie plus”. Od wybuchu wojny z rynku zniknęło 70 proc. mieszkań na wynajem.
Rzeczywiście mamy w Polsce kłopoty na rynku mieszkaniowym, a ponad dwa miliony uchodźców z Ukrainy go nie zmniejszą. Receptą na ten problem są m.in. społeczne inicjatywy mieszkaniowe czy umożliwienie budowy domów do 70 mkw. bez pozwolenia. Bardzo ważną rolę mają tu do odegrania samorządy we współpracy z lokalnym biznesem, przy wsparciu państwa. Ta kombinacja umożliwia zaoferowanie mieszkań na lepszych warunkach niż stricte rynkowe.
Rozumiem, że żadnych więcej rewolucji w polityce mieszkaniowej nie należy się spodziewać w tej kadencji?
Aktualnie jesteśmy w przededniu uruchomienia programu zakładającego gwarantowany wkład własny. Ministerstwo Rozwoju ma także inne plany, ale jest jeszcze zbyt wcześnie, by o nich mówić.
W trudnych czasach grupą szczególnie wrażliwą są konsumenci. Sejm pracuje nad ustawą antylichwiarską, w konsultacjach są przepisy regulujące lombardy. Co jeszcze planujecie, co z ustawą regulującą windykację, z przepisami, które mają umożliwić notariuszom dokonywanie wpisów do ksiąg wieczystych?
Kontynuujemy prace nad tymi propozycjami. Jeżeli chodzi o ustawę antylichwiarską, jednym z jej celów jest zabezpieczenie ludzi przed wpadaniem w spiralę zadłużenia. Myślę też, że - pod wpływem tych regulacji - branża nie upadnie. Koszty pozaodsetkowe na poziomie 10 proc. - dziś 25 proc. - to wcale nie jest tak mało, szczególnie przy rosnących stopach procentowych.
Z kolei ustawa lombardowa jest komplementarna wobec antylichwiarskiej. Wprowadza jasne zasady prowadzenia tej działalności, która dotychczas pozostawała kompletnie nieuregulowana. Projekt jest na finalnym etapie prac legislacyjnych w rządzie i mam nadzieję, że szybko znajdzie się w Sejmie.
Jeżeli chodzi o projekt windykacyjny, to będzie on przedstawiony niebawem. Podobnie z umożliwieniem notariuszom elektronicznego dokonywania wpisów w księgach wieczystych. Obydwie ustawy wniosło już Ministerstwo Sprawiedliwości i - jak sądzę - niebawem projekty mogą uzyskać wpis do wykazu prac legislacyjnych. Będzie to kolejne ułatwienie po szerokiej cyfryzacji usług publicznych czy uruchomieniu e-KRS, które udało nam się już przeprowadzić. Cyfryzacja, dzięki której nie trzeba miesiącami czekać na proste rzeczy, jest szczególnie ważna dla premiera Mateusza Morawieckiego. Mobilizuje on do działań w tym kierunku wszystkich ministrów. ©℗
Rozmawiała Sonia Sobczyk-Grygiel