– Nie obawiamy się tego – stwierdził Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich, w odpowiedzi na pytanie o możliwe nowe pozwy ze strony frankowiczów związane ze zmianą stawki służącej do wyliczania oprocentowania kredytów denominowanych w szwajcarskiej walucie. Chodzi o zastąpienie stopy LIBOR stawką SARON, o czym kilka tygodni temu zdecydowała Komisja Europejska.
W konsultacjach projektu unijnego rozporządzenia zabierali głos klienci banków z Polski. Argumentowali przede wszystkim, że decyzja KE oznaczałaby zewnętrzną ingerencję w ich umowy kredytowe. Ich zdaniem taka zewnętrzna zmiana byłaby niedopuszczalna. Podobny jest tok myślenia frankowiczki Beaty Sołowicz, która w ubiegłym tygodniu poinformowała o złożeniu skargi na rozporządzenie KE do Trybunału Sprawiedliwości UE. Mariusz Korpalski z kancelarii Komarnicka Korpalski wskazywał też, że stopa SARON jest wyliczana inaczej niż LIBOR. Sposób określania wysokości stawki jest według niego na tyle skomplikowany, że konsument nie jest w stanie sprawdzić, czy wyliczenia SARON są prawidłowe. Brak możliwości uzupełnienia umów „z zewnątrz” jest powodem unieważniania hipotek frankowych przez sądy, uznające, że banki w nieprawidłowy sposób definiowały w umowach z klientami sposób ustalania kursu szwajcarskiej waluty.
Białek uważa skargę za „PR-owy ruch jednej z kancelarii frankowych”. – Komisja będzie w tej sprawie przedstawiać swoje stanowisko. Nie obawiamy się, aby TSUE miał decyzję uznać za niezgodną z przepisami, zwłaszcza że Komisja korzystała z jasnej delegacji określonej w unijnych regulacjach do wydania rozporządzenia dokonującego zamiany wskaźnika – stwierdził we wtorek przedstawiciel ZBP. Sposób wyliczania stawek LIBOR został podważony po wybuchu globalnego kryzysu finansowego sprzed niemal półtorej dekady. LIBOR był określany na podstawie deklarowanych (a nie „transakcyjnych”) stawek oprocentowania pożyczek międzybankowych w Londynie. Zmieniono administratora stawek. Później brytyjski nadzór zdecydował o wyłączeniu większości stawek LIBOR w związku z wycofywaniem się kolejnych banków z przekazywania danych do ich wyliczania. LIBOR dla franka szwajcarskiego, ale też dla euro oraz wybranych terminów innych walut, zniknie z końcem roku.
Reklama
Wyliczana w Szwajcarii stopa SARON jest oparta na oprocentowaniu jednodniowych pożyczek międzybankowych. Stawki jednodniowe są później „składane” i tak wylicza się stawki jedno-, trzy- czy sześciomiesięczne. – Treść rozporządzenia chyba dla nikogo nie była zaskoczeniem, ponieważ ono było już wcześniej oficjalnie konsultowane. Komisja Europejska wyznaczyła zamiennik dla LIBOR frankowego we wszystkich tenorach, tzn. jednomiesięcznym, trzy-, sześcio- i dwunastomiesięcznym, w postaci odpowiedniej stawki składanej SARON przy uwzględnieniu wskaźników korygujących dla różnych tenorów – powiedział Norbert Jeziolowicz z ZBP. Dodał, że zmiana dotyczyć będzie tych umów, które nie zawierają tzw. klauzul awaryjnych. Według niego nawet w umowach z konsumentami sprzed kilkunastu lat „mogą się zdarzyć” takie klauzule.
Od połowy listopada banki prowadzą, głównie w mediach społecznościowych, akcję informacyjną dotyczącą przejścia na SARON. Została zaplanowana na dwa miesiące. Według ostatnich dostępnych danych (z połowy ubiegłego tygodnia) trzymiesięczny LIBOR dla franka, najpopularniejsza stawka, według której jest określane oprocentowanie hipotek w szwajcarskiej walucie, wynosiła –0,78 proc. Stawka SARON dla tego samego okresu wynosiła –0,71 proc. Tzw. spread korygujący w przypadku trzymiesięcznej stopy wynosi 0,0031 proc. Obecnie hipoteki są udzielane w walucie, w której klient zarabia. Według ZBP w tym roku liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych może przekroczyć ćwierć miliona, a ich wartość – 80 mld zł. Całkowite zadłużenie z tytułu hipotek to ponad 500 mld zł. Liczba takich kredytów przekracza 2,5 mln. W związku z podwyżkami stóp procentowych bankowcy spodziewają się większego zainteresowania klientów kredytami o stałej stopie przez pierwsze pięć do siedmiu lat trwania umowy.