Terminal naftowy w Luizjanie, który przez lata był symbolem uzależnienia USA od importu ropy, dziś myśli o przestawieniu się na eksport tego surowca.

Przez ponad 30 lat terminal naftowy w Luizjanie był symbolem zależności USA od importu ropy. To do Louisiana Offshore Oil Port (LOOP) trafiały największe na świecie tankowce, transportujące ropę naftową z Nigerii i Arabii Saudyjskiej. Surowiec następnie był przenoszony do wielkich zbiorników w południowej Luizjanie.

Dziś, kiedy produkcja ropy naftowej w USA jest najwyższa od 28 lat, władze portu naftowego zastanawiają się nad tym, co wcześniej było nie do pomyślenia. Chodzi o wprowadzenie możliwości eksportu północnoamerykańskiej ropy.

Aby jednak tego dokonać, niezbędne są inwestycje w infrastrukturę. W optymistycznym scenariuszu zanim port będzie w stanie załadować tankowce, upłynie co najmniej rok.

Reklama

Sam fakt, że władze tego wielkiego portu naftowego, który jako jedyny w USA jest zdolny do obsługi ultra dużych oraz bardzo dużych tankowców, myślą o zmianie kierunku transportu ropy, pokazuje doniosłość łupkowej rewolucji, która dokonała się za Oceanem w ciągu kilku ostatnich lat.

Pomysł budowy terminalu naftowego w Luizjanie urodził się w 1972 rok – na rok przed wprowadzeniem arabskiego embargo na ropę. Obiekt otwarto prawie 10 lat później – w 1981 roku. Jego właścicielem są spółki powiązane z Marathon Petroleum, Valero Energy i Royal Dutch Shell. Terminal do dziś jest jedynym w USA, który jest w stanie obsługiwać ultra duże i bardzo duże tankowce.

>>> Czytaj też: Energia rozsadza TGE. W tym roku może paść rekord