Na to, że obecny lockdown słabiej niż poprzednie wpływa na mobilność społeczną, zwracają też uwagę ekonomiści Credit Agricole Bank Polska. Przeanalizowali oni dane z raportów, które regularnie publikuje Google. Firma na podstawie logowań sprzętu użytkowników (tych, którzy mają włączoną historię lokalizacji) mierzy odwiedzalność miejsc, dzieląc je na kilka kategorii: handel i rozrywka, sklepy spożywcze i apteki, parki, stacje i przystanki, miejsca pracy oraz miejsca zamieszkania. Punktem odniesienia są dane z pierwszej połowy lutego ub.r., kiedy to pandemia nie miała jeszcze wpływu na zachowania społeczne.
Po analizie eksperci Credit Agricole Bank Polska doszli do wniosku, że w drugiej połowie marca i w pierwszej połowie kwietnia mobilność społeczna była wyraźnie wyższa niż w tym samym okresie 2020 r. Wtedy trwał już pierwszy lockdown. Ekonomiści podkreślają, że – uwzględniając inny rozkład Świąt Wielkanocnych – rzadziej niż rok temu pracujemy zdalnie.
– Warto również zwrócić uwagę, że w okresie przedświątecznym ruch w sklepach spożywczych i aptekach był w tym roku nie tylko wyższy niż przed poprzednimi świętami Wielkiejnocy, ale również wyższy niż w okresie bazowym. Sugeruje to, że tegoroczne święta spędzane były w większym gronie – podają w opublikowanym wczoraj raporcie.
Trwające zamknięcie gospodarki największy wpływ ma na handel i rozrywkę, których działalność została administracyjnie ograniczona – ludzie nie chodzą do galerii handlowych, skoro te są zamknięte. Ale generalnie wpływ restrykcji nie przekłada się na tak duży spadek mobilności jak przed rokiem. Co, w ocenie ekonomistów, może wynikać z mniejszego strachu przed zakażeniem (liczba ozdrowieńców i zaszczepionych jest coraz większa), ale też adaptacji społecznej do pandemii. W efekcie wpływ restrykcji administracyjnych na konsumpcję słabnie.
Podobne spostrzeżenia mają ekonomiści Banku Pekao SA. Wzięli oni pod lupę płatności kartami, jakich dokonywali klienci banku w czasie poszczególnych lockdownów. Analizując informacje o wielkości tych wydatków w czasie zamknięcia względem ich poziomu z początku każdego lockdownu, doszli do wniosku, że w przypadku obecnie obowiązujących obostrzeń zmiana jest mniejsza niż wiosną 2020 r. Ich zdaniem oznacza to, że wpływ obecnych obostrzeń jest wyraźnie mniejszy niż rok wcześniej, widać też pierwsze oznaki odbicia – choć to akurat może być zaburzone przez efekt odreagowania po Wielkanocy.
Wnioski? Jeśli zestawić informacje o coraz większej adaptacyjności gospodarki na COVID-19 z opublikowanymi wczoraj danymi o liczbie nowych zakażeń i hospitalizacji, wskazujących, że trzecia fala pandemii stopniowo opada, oraz komunikatami ze strony rządu o planach szerokiego otwarcia szczepień dla osób powyżej 18. roku życia już od 11 maja, to można postawić tezę, że jesteśmy u progu dynamicznego gospodarczego odbicia. Taką właśnie stawiają ekonomiści Pekao SA. Ale nie tylko oni.
– To, co się obecnie dzieje, mieści się w moich założeniach, że gospodarka się adaptuje, co widać m.in. w nastrojach konsumenckich czy innych badaniach koniunktury. Pandemia jest bardzo kosztowna w wymiarze demograficznym, ale jej ekonomiczne koszty nie rosną już tak szybko – mówi Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.
Jego zdaniem czeka nas konsumpcyjny zryw po zniesieniu obostrzeń – choć pewnie nie będzie on tak mocny, jak po II kwartale 2020 r. Perspektywy są jednak dobre, bo jest wiele czynników, które będą konsumpcję wspierać: stabilna sytuacja na rynku pracy, poprawa dochodów, rekordowo tani kredyt, oszczędności zakumulowane przez gospodarstwa domowe. Głęboko ujemne realne stopy procentowe dodatkowo nie zachęcają do ich utrzymywania.
– Na to trzeba też nałożyć mocną konsumpcję u naszych partnerów handlowych, co wspiera nasz eksport. To wszystko powoduje, że komfortowo czujemy się z naszą prognozą wzrostu na poziomie 4 proc. PKB w tym roku. Bo na razie wiele wskazuje na to, że po majówce obostrzenia będą stopniowo znoszone – uważa Grzegorz Maliszewski.
Większymi optymistami są eksperci Banku PKO BP, którzy prognozują wzrost na 4,7 proc. w tym roku. Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka banku, podaje te same argumenty: brak restrykcji (lub ich znaczne ograniczenie) w drugiej połowie roku, wzrost stopy oszczędności czy możliwość umorzenia pomocy z tarcz. Bank początkowo zakładał, że nastąpi to wcześniej niż w drugim półroczu i dlatego rewidował swoją prognozę w dół. Ale nadal jest to jedno z bardziej optymistycznych oczekiwań na rynku.
– Zgadzam się, że każda kolejna fala COVID-19 w coraz mniejszym stopniu przekłada się na szeroko rozumianą aktywność gospodarczą. Z drugiej strony odreagowanie po zniesieniu obostrzeń też może być słabsze, co widzieliśmy już w lutym, kiedy to luzowanie restrykcji nie przełożyło się na odbicie w zakupach towarów tak bardzo jak wiosną i jesienią ubiegłego roku – mówi Marta Petka-Zagajewska. Jej zdaniem teraz może być lepiej: jeśli szczepienia staną się powszechne i wzrosną szanse, że zniesienie obostrzeń nie będzie chwilowe, to gospodarstwa domowe chętniej będą wydawały pieniądze. W tym zwiększą wydatki na usługi, co też będzie podbijać konsumpcję prywatną.
– Same wyniki sprzedaży w sklepach nie będą mówiły wszystkiego o potencjale wzrostu konsumpcji. Liczymy na to, że wraz z poprawą nastrojów wydatków na usługi powinno przybywać – ocenia ekonomistka.
Wpływ restrykcji administracyjnych na konsumpcję słabnie