Premier David Cameron przegrał głosowanie w brytyjskim parlamencie w sprawie interwencji w Syrii. Również Kongres wysyła negatywne sygnały. Czy to wystarczy, by zażegnać niepokój na rynkach?

Wczorajsze zwyżki na giełdach europejskich mogą świadczyć o tym, że rynki już wcześniej przewidywały rozwój sytuacji politycznej. Sprzeciw społeczny, a co za nim idzie, także parlamentarny, był zapewne możliwy do przewidzenia i wynik głosowania w brytyjskim parlamencie, gdzie wniosek premiera o wszczęcie interwencji wojskowej przepadł po raz pierwszy od 150 lat, potwierdził słuszność toku rozumowania rynków. FTSE zyskał wczoraj 0,75 proc., DAX 0,45 proc., a CAC40 0,65 proc. Warto jednak odnotować, że spora część tego wzrostu miała miejsce w popołudniowej części notowań.

Impulsem do końcowej zwyżki był start notowań w USA, gdzie S&P zaczął dzień z przytupem. Liczba wniosków o zasiłki nieznacznie spadła, ale co ważniejsze zrewidowany odczyt PKB wskazał na jego wzrost o 2,5 proc. (oczekiwano 2,1 proc. po pierwotnym odczycie 1,8 proc.) w II kwartale (q/q). To dało impuls do zwyżek, zwłaszcza, że największy wkład w rewizję miały wyniki eksportu, a nie popytu wewnętrznego, co z kolei daje mandat Fed do utrzymania polityki pieniężnej bez zmian. Ale po południu S&P oddał kilka punktów, ograniczając skalę zwyżki do 0,2 proc. z wcześniejszych 0,56 proc.

W Azji nastroje były mieszane dziś rano. Kospi zyskał 1 proc., ale już Nikkei stracił 0,5 proc. po informacji o wzroście inflacji do 0,7 proc. (największy wzrost od 2008 r.) oraz wzroście produkcji o 3,2 proc. Consensus rynkowy zakładał niższą inflację i wyższy wzrost produkcji. Co ciekawe, produkcja w Korei spadła o 0,1 proc., co nie przeszkodziło rynkowi w zwyżce. Na pół godziny przed końcem notowań indeksy w Hong Kongu i Szanghaju traciły po 0,2 proc.

Reklama

Kontrakty na najważniejsze indeksy europejskie wskazują na możliwość ich nieznacznego spadku na otwarciu, co byłoby bardziej reakcją na końcówkę notowań w USA (trzeba ją przecież jakoś uwzględnić) niż na wynik nocnego głosowania w brytyjskim parlamencie. Akurat na nim rynki powinny korzystać (wcześniej w tym tygodniu traciły przecież głównie z powodu sytuacji w Syrii). Czynnikiem ściągającym indeksy mogą być dane o spadku sprzedaży detalicznej w Niemczech o 1,4 proc. m/m (oczekiwano wzrostu o 0,4 proc.). O końcówce notowań mogą zadecydować dane o wydatkach Amerykanów, oraz oczywiście postawa kongresmenów wobec prezydenckich nacisków na akcję przeciwko reżimowi al-Assada.

Emil Szweda