statystyki

Gra toczy się także o rozwój amerykańskiego przemysłu

autor: Grzegorz Kowalczyk05.11.2020, 08:51; Aktualizacja: 05.11.2020, 08:57
Jeśli wybory wygra demokrata, będzie chciał się dogadać z Europejczykami

Jeśli wybory wygra demokrata, będzie chciał się dogadać z Europejczykamiźródło: ShutterStock

Sukces Trumpa byłby dobrą wiadomością dla branż energochłonnych i producentów silnych na amerykańskim rynku. Triumf Bidena ucieszy eksporterów i zarabiających na zielonej transformacji.

W przypadku wygranej Donalda Trumpa utrzymanie ceł na stal i aluminium sprawi, że część taniego towaru zamiast do USA wciąż będzie trafiać na rynek europejski. Dzięki temu amerykańskie hutnictwo nie jest tak obciążone jak na Starym Kontynencie. Dodatkowo Trump odrzuca porozumienie o neutralności klimatycznej, z czego korzysta przemysł wydobywczy i tradycyjne firmy energetyczne, które będą ewoluować ku niższej emisyjności we własnym tempie. Joe Biden zapowiedział tymczasem odchodzenie od paliw kopalnych na rzecz energii odnawialnej. Zielony zwrot byłby korzystny np. dla Tesli, która jest największym amerykańskim producentem pojazdów elektrycznych.

Wygrana Trumpa może oznaczać mniej dynamiczny niż w przypadku triumfu Bidena rozwój branż związanych z transformacją energetyczną. Choć obecny prezydent nie negował idei wsparcia dla elektrycznych samochodów, to demokrata zapowiadał wzmocnienie tych działań i rozbudowę infrastruktury. Jak dotąd USA zostają w tyle za Europą w popularyzacji bezemisyjnego transportu. To zresztą może wkrótce stać się polem konfliktu Trumpa z poszczególnymi stanami. Przykładem jest Kalifornia, która ogłosiła, że chce zakazać sprzedaży pojazdów spalinowych do 2035 r. Ograniczenie zielonej rewolucji to jednak szansa dla innych części rynku. Z nadzieją patrzą na to koncerny, które nie będą musiały tak szybko dopasowywać się do kosztownych restrykcji emisyjnych na wzór regulacji z Europy.

Przychylność Trumpa dla paliw kopalnych nie oznacza jednak eldorado dla wszystkich dostawców aut z tradycyjnym napędem. Jego pozostanie w Białym Domu nie poprawiłoby bilansu handlu autami przez Atlantyk. Niemieckie koncerny, jak Daimler czy Volkswagen, od lat liczą na łatwiejszy dostęp do amerykańskiego rynku na podstawie umowy o wolnym handlu. Na tę jednak w obliczu trwającego konfliktu celnego nie ma na razie szans. Jednocześnie Trump jest odpowiedzialny za wyższe ceny stali, co powoduje wzrost kosztów po stronie producentów. Prezydent wcześniej wspominał też o możliwości obciążenia cłami niemieckiej motoryzacji. – Współpraca gospodarcza USA z UE w przypadku zwycięstwa Bidena byłaby łatwiejsza, ale nic nie stanie się automatycznie. Sam kandydat zapowiedział, że usiadłby do rozmów o umowie handlowej dopiero wtedy, gdy zainwestuje w rozwój społeczno-gospodarczy Amerykanów. Nie ulega wątpliwości, że choć będzie ostrożny, to będzie chciał się porozumieć z UE np. w zakresie ceł, choćby po to, by zyskać sojusznika w potyczce z Chinami – wskazuje Marek Wąsiński z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.


Pozostało 69% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane