Popyt na pożyczki pozabankowe spadł w kwietniu aż o 64 proc. – wynika z danych BIK.
DGP
Według danych Biura Informacji Kredytowej w kwietniu firmy pożyczkowe sprawdzały swoich potencjalnych klientów ponad 99 tys. razy, a w kwietniu 2019 r. prawie 275 tys.
Reklama
Liczba takich zapytań może pokazywać, jaki jest popyt na pożyczki, bo firmy badają tylko tych, którzy złożyli wniosek o udzielenie finansowania. Skoro ta liczba maleje, to znaczy, że zainteresowanie pożyczkami spadło. Eksperci BIK zwracają przy tym uwagę, że gospodarka była zamrożona przez cały poprzedni miesiąc, stąd jednoznacznie można wiązać ten wynik ze skutkami pandemii.
A te działają w dwóch kierunkach. Pierwszy to spadek popytu. – Ograniczony popyt wiąże się ze zmniejszeniem konsumpcji spowodowanej spadkiem dochodów i brakiem możliwości korzystania z usług i zakupów w modelu sprzedaży bezpośredniej, w sklepach, punktach handlowych – mówi Waldemar Rogowski, główny analityk BIK. Drugi sposób oddziaływania pandemii to ograniczenie podaży. BIK przypomina, że część firm pożyczkowych działa stacjonarnie, czyli udziela pożyczek przez brokerów, którzy kontaktują się z klientami bezpośrednio.
– Część firm pożyczkowych działa w tradycyjnym modelu biznesowym i nie mogła prowadzić działalności w wyniku ograniczeń poruszania się w dobie pandemii – mówi Rogowski. A Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, skupiającej firmy pożyczkowe, w tym największego na rynku Providenta, podkreśla, że z powodu zamrożenia działalności stacjonarnej trudno traktować spadek liczby sprawdzeń klientów w BIK jako wyznacznik zmniejszenia popytu.
– Faktyczny popyt nie do końca jest odzwierciedlony w bazach BIK. Zapytania dotyczą tych klientów, którzy przeszli wstępny etap weryfikacji po złożeniu wniosku o pożyczkę. A część wniosków nie przechodzi tej wstępnej selekcji i nie jest później sprawdzana – mówi. Według niej trudno powiedzieć, jak kształtuje się w tej chwili faktyczne zainteresowanie pożyczkami. – Oczywiście ono musiało spaść ze względu na okoliczności. Ale nie sądzę, by stało się to w takim stopniu, jak pokazują dane z baz – komentuje Wachnicka.
Te okoliczności to złe nastroje konsumentów, które mogą powodować spadek popytu. Ludzie w obawie o utrzymanie pracy i dochodów będą mieli większą skłonność do oszczędzania niż wydawania, zwłaszcza na kredyt. Pogorszenie nastrojów widać w kwietniowych badaniach koniunktury konsumenckiej, która się praktycznie załamała. O tym, że decyzje o wydatkach, szczególnie tych, bez których można się obejść, są odkładane, mogą świadczyć również inne dane z BIK, opublikowane wczoraj. To duży spadek popytu na kredyt mieszkaniowy. Liczba osób, które w kwietniu złożyły taki wniosek w banku, była niższa o 34,6 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Uwzględniając wartość kredytów (jednostkowo ta wzrosła) indeks popytu mierzony przez BIK był najniższy w historii i wyniósł minus 27,6 proc.
Agnieszka Wachnicka uważa, że nawet odmrożenie gospodarki nie spowoduje, że rynek pożyczek pozabankowych odbuduje się do stanu sprzed pandemii. Choćby dlatego, że część firm, które je oferują, wycofa się na skutek niekorzystnych dla nich zmian w prawie. Rząd ograniczył maksymalne koszty kredytów konsumenckich, co uderzy w rentowność pożyczkodawców. Niekorzystnie na biznes może też wpłynąć ustawowe uregulowanie wakacji kredytowych. – Na razie obserwujemy sytuację. W tej chwili sprzedaż pożyczek to ok. 30 proc. tego, co przed pandemią. Będzie dobrze, jeśli rynek w tym roku dociągnie do 50 proc. To wariant optymistyczny – ocenia Wachnicka.