Na mapie biznesowego ryzyka, o której nakreślenie poprosiliśmy firmy zajmujące się ubezpieczaniem należności, pojawią się nowe rafy.
Reklama
DGP
Budownictwo i handel to branże, które zajmujący się ubezpieczaniem należności zazwyczaj wskazują jako ryzykowne. W 2020 r. również będą je mieć na radarze. Mniejsza liczba niedziel handlowych może się odbić na wielkości sprzedaży sklepów. Ciągła presja na wzrost płac jest zagrożeniem dla rentowności budowlanki.
Problemów może być więcej. Jak np. skutki wyższych cen prądu, które – wiele na to wskazuje – nie zostaną zrekompensowane firmom. Nasi rozmówcy są zgodni: drożejąca energia może nadszarpnąć stabilność finansową w branżach energo chłonnych. W sektorze chemicznym energia stanowi około jednej trzeciej kosztów. Hutnictwo jest też energochłonne, a jeszcze cierpi z powodu nadprodukcji stali.

Reklama
– Firmy z branży stalowej już w 2020 r. wchodzą mocno poobijane, po dużych spadkach cen stali znaczna część branży poniosła wysokie straty. To przekłada się m.in. na ich możliwości pozyskiwania nowego finansowania od banków czy ubezpieczycieli – zwraca uwagę Magdalena Szewczyk, zastępca dyrektora biura analiz i monitoringu ryzyka w firmie Euler Hermes.
A Grzegorz Kwieciński, dyrektor departamentu ryzyka ubezpieczeniowego Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, dodaje, że hutnictwu nie pomoże także wprowadzony w listopadzie obowiązkowy split payment. – Powoduje on napięcia w płynności producentów – mówi ekspert.
Jeśli ten trend się utrzyma, to może wystąpić „efekt zarażania” w branżach pokrewnych. Taką diagnozę stawia Aleksandra Chamier-Gliszczyńska, dyrektor departamentu oceny ryzyka w firmie Atradius. – Problemy hutnictwa mogą negatywnie wpłynąć głównie na dostawców, zarówno usług, jak i surowców. Chodzi np. o punkty skupu złomu – mówi.
Dodaje też kolejny punkt na mapie ryzyka: to problemy z finansowaniem działalności i wzrost kosztów, wywołane coraz bardziej wyśrubowanymi normami ochrony środowiska. Według Chamier-Gliszczyńskiej uderzy to w część firm przetwórstwa przemysłowego (które dodatkowo będą się musiały zmierzyć, jak wszyscy przedsiębiorcy, z rosnącymi kosztami pracy). Przykładem mogą być branże motoryzacyjna i maszynowa.
– Wyzwaniem będzie konieczność dostosowania do nowych standardów emisji dla pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi oraz nacisk na rozwiązania proekologiczne – mówi i podkreśla, że to wszystko będzie się odbywało przy spadającym popycie w zachodniej Europie. Co wynikać będzie nie tylko z gospodarczego spowolnienia, lecz także coraz większej popularności e-mobilności.
Uzależnienie od popytu zewnętrznego i konieczność przeprowadzenia inwestycji, by nadążyć za strukturalnymi zmianami tegoż popytu, jest ryzykowne zarówno dla fabryk składających samochody, jak i sektorów współpracujących z nimi.
Eksperci od ubezpieczeń należności pod lupę zamierzają również wziąć górnictwo i powiązane z nim branże. Grzegorz Kwieciński z KUKE wyjaśnia, że oprócz narastającej presji konkurencyjnej (import węgla), kosztowej (głównie przez wzrost kosztów pracy) i w tym przypadku znaczenie będzie miała coraz większa presja na ochronę środowiska.
– Dla producentów maszyn górniczych alternatywą pozostaje eksport, bowiem w wielu regionach świata wciąż stawia się elektrownie węglowe: w Chinach uruchamiane są projekty o mocy 148 gigawatów, czyli równowartość istniejącej mocy węglowej w UE, a w innych rejonach powstają elektrownie o mocy 105 gigawatów – zaznacza Kwieciński.
W podobnym tonie wypowiada się Magdalena Szewczyk z Euler Hermes. – Na Zachodzie powoli odwracają się od finansowania paliw kopalnych. W Polsce również wszyscy patrzą na sektor z uwagą, a to może mieć przełożenie nie tylko na spółki węglowe, lecz także na firmy z nimi współpracujące – mówi.
Uwaga zajmujących się ubezpieczaniem należności skupiona będzie na jeszcze jednym obszarze: branży przetwórców spożywczych, a konkretnie mięsa wieprzowego. Od wiosny 2019 r. znaleźli się oni w potrzasku: z jednej strony drożeje surowiec ze względu na duży popyt z Azji, z drugiej odbiorcy (handel) nie chcą podwyższać cen na półkach.
Magdalena Szewczyk podkreśla, że dodatkowo sytuację komplikuje pojawienie się wirusa ASF – afrykańskiego pomoru świń w Wielkopolsce, która odpowiada za jedną trzecią krajowej produkcji wieprzowiny. Z taką opinią zgadza się Grzegorz Kwieciński z KUKE, choć jego zdaniem moda na wegetarianizm i niekorzystny wizerunek branży wywołany jej wpływem na zmiany klimatyczne w dłuższym czasie zapewne będzie wpływać na spadek popytu.