Pół roku przed wybuchem afery z udziałem windykatora KNF miała szansę powstrzymać dalsze emisje obligacji i wykryć, że Idea Bank sprzedaje je bez zezwolenia
Gdyby nadzór lepiej wywiązywał się z obowiązków, straty inwestorów byłyby mniejsze – ocenia NIK. I wskazuje, że Komisja Nadzoru Finansowego miała wiele okazji na wykrycie oszustw. Udało nam się dotrzeć do wystąpienia pokontrolnego NIK, która sprawdzała, jakie działania podejmowała KNF wobec notowanej na giełdzie spółki GetBack. W kwietniu ubiegłego roku windykator przestał spłacać obligacje, zostawił na lodzie prawie 10 tys. ich nabywców i kilka tysięcy akcjonariuszy. „KNF i jej urząd nie wykryły na odpowiednio wczesnym etapie nieprawidłowości (...), polegających w szczególności na wykonywaniu operacji i prezentacji ich wyników w sposób fałszywie przedstawiający wyniki grupy kapitałowej GetBack” – to główna konkluzja z kontroli. Z naszych informacji wynika, że także Prokuratura Regionalna w Warszawie sprawdza, czy urzędnicy dopełnili obowiązków.
Zarzuty Najwyższej Izby Kontroli wobec Komisji Nadzoru Finansowego dotyczą nie tylko zajmowania się GetBackiem, ale także podmiotami, które oferowały i sprzedawały jego obligacje. Kontrolerzy zauważają też, że nadzór nie skupiał się na tym, jak windykacyjna spółka zarządza funduszami sekurytyzacyjnymi. Te znajdowały się w TFI współpracujących z GetBackiem i do nich trafiały portfele wierzytelności, które spółka kupowała od banków czy firm telekomunikacyjnych, by następnie odzyskiwać przedawnione długi.