Soda miała tanieć, a drożeje. Między innymi za sprawą Państwa Środka. Korzystają na tym producenci z innych regionów świata, w tym z Polski.
Reklama



Notowania Ciechu – drugiego w Europie producenta sody kalcynowanej wykorzystywanej do produkcji szkła, papieru, ale też mydła czy środków piorących – są na najniższym poziomie od niemal półtora roku. W środę kurs spadł o 2,9 proc., do 52,2 zł. Wartość rynkowa spółki, która w I półroczu przekraczała 4 mld zł, teraz wynosi 2,75 mld zł. Wycenie mogły szkodzić obawy o wzrost kosztów i nadprodukcję sody na świecie. Te ostatnie nie znajdują jednak na razie potwierdzenia w rzeczywistości.
Konsumpcja sody na świecie wynosi 57 mln ton rocznie. Rynek ten co roku rośnie o ok. 2 proc. Globalny popyt zwiększa się więc każdego roku o 1,2–1,3 mln ton.

Reklama
Spóźnione inwestycje
Od dłuższego czasu spodziewano się spadku cen sody, a tym samym pogorszenia kondycji jej producentów w związku z planowanym uruchomieniem dużych mocy w Turcji. Zagrożenie jednak odsuwa się w czasie. Powód? Opóźnienia w procesie inwestycyjnym. W marcu tego roku ruszyły tam instalacje wytwarzające 0,5 mln ton sody rocznie, a niedawno oddano do użytku linie wytwarzające kolejne 0,8 mln ton. Ze względu na problemy technologiczne działają one jednak tylko częściowo. Cały program rozbudowy opiewa na 2,5 mln ton – ma być kontynuowany w przyszłym roku.
Ważniejsze od tego, co dzieje się w Turcji, są wydarzenia w Chinach, które są kluczowym graczem w branży. – W tym kraju jest zainstalowanych ok. 50 proc. światowych mocy produkcyjnych sody kalcynowanej. Efektywność instalacji jest zróżnicowana – mówi Artur Osuchowski, członek zarządu Ciechu. I to jest kluczowy czynnik. Chińskie władze kładą coraz większy nacisk na aspekty środowiskowe działalności lokalnych fabryk i prowadzą wzmożone kontrole w zakładach. Powodują one zamykanie instalacji największych trucicieli. Spada też opłacalność produkcji ze względu na obserwowany tam dynamiczny wzrost cen surowców – kamienia wapiennego, węgla, koksu i antracytu. Proces wytwórczy w Państwie Środka stał się drogi, szczególnie na przestarzałych liniach.
– Kolejny niesprzyjający czynnik to technologia. Sodę w Chinach wytwarza się głównie dwiema metodami: metodą Solvaya, jak w Europie, oraz stosowaną praktycznie tylko w Chinach metodą Hou. W tym drugim przypadku produktem ubocznym jest chlorek amonu, czyli nawóz oparty na azocie. W założeniach sprzedaż chlorku amonu miała poprawiać efektywność produkcji, ale tak się nie dzieje ze względu na spadki cen nawozów azotowych – mówi Osuchowski.
A popyt na sodę w Chinach wzrasta m.in. za sprawą rynku szkła. Rośnie on o ok. 6 proc. w skali roku. Aby zaspokoić popyt wewnętrzny, Chiny ograniczają eksport. Według Jakuba Szkopka z Domu Maklerskiego mBanku, analityka zajmującego się sektorem chemicznym, od początku tego roku eksport sody z Chin spadł o ok. 25 proc. Kraj ten coraz szerzej otwiera się jednocześnie na import. – Ceny spotowe na tamtym rynku wzrosły wyraźnie, do ok. 300 dol. za tonę. Są najwyższe od 2011 r. – mówi Szkopek.
Niezłe perspektywy
Analityk szacuje, że moce europejskich producentów sody są wykorzystywane w ok. 94 proc. Według niego również w przyszłym roku obłożenie nie powinno spaść poniżej 90 proc., mimo planowanego uruchamiania kolejnych linii w Turcji. W efekcie ceny sody raczej nie spadną, a mogą nawet lekko wzrosnąć. Spółka odczuwa co prawda wzrost cen surowców energetycznych, w tym węgla koksowego i energetycznego, ale – jak zakłada Szkopek – ta presja w przyszłym roku nie powinna być już aż tak dotkliwa jak w bieżącym. – Według moich prognoz w 2017 r. zysk operacyjny Ciechu wyniesie 754 mln zł, a w 2018 r. – 765 mln zł. Ten przewidywany symboliczny wzrost i tak jest dość zaskakujący, bo rynek zakładał spadek wyniku w przyszłym roku – mówi analityk.
Ciech, poza sodą kalcynowaną, produkuje też sodę oczyszczoną, sól, żywice, środki ochrony roślin oraz produkty szklane i inne chemikalia.