Początek roku 2026 przyniósł wzrost optymizmu co do kondycji naszej gospodarki. Opublikowane w styczniu dane za grudzień ze sfery realnej pozytywnie zaskoczyły, szczególnie w budownictwie. Konsensus prognoz przebiły też wstępne szacunki wzrostu PKB za IV kwartał 2025 r., jak i całego minionego roku. Efektem były coraz bardziej ofensywnie formułowane prognozy, że w tym roku tempo wzrostu gospodarczego sięgnie co najmniej 4 proc.
Styczeń rozczarował, ale nie zmienia trendu
Styczniowe dane z przemysłu i budownictwa wystawiły jednak ten optymizm na próbę. Produkcja przemysłowa spadła o 1,5 proc. rok do roku (przy oczekiwanym wzroście o 2 proc. r/r), a budowlana o blisko 13 proc. r/r (ponad trzykrotnie silniej, niż oczekiwano). To najsłabsze wyniki odpowiednio od roku i od dwóch lat. Czy w takim razie czeka nas fala rewizji w dół prognoz PKB na ten rok i powrót obaw przed „ciężkimi czasami”?
Na dziś odpowiedź brzmi: nie. Styczeń ma relatywnie niewielkie znaczenie dla całorocznego wyniku gospodarki. W szczególności dotyczy to budownictwa, którego styczniowa produkcja w ostatnich dziesięciu latach stanowiła przeciętnie zaledwie 57 proc. średniej produkcji w pozostałych miesiącach roku. W przemyśle odchylenie w dół jest mniejsze, ale również wyraźne, sięga około 6 proc. Można więc powiedzieć, że jeśli jakiś miesiąc ma rozczarowywać wynikami gospodarczymi, to najlepiej, żeby to był styczeń.
Kluczowe jest jednak to, że źródła styczniowej słabości gospodarczej wydają się przejściowe i w dużym stopniu związane z… pogodą. Silne i długo utrzymujące się mrozy ograniczają możliwość prowadzenia wielu prac budowlanych, zwłaszcza drogowych i infrastrukturalnych. Śnieg był także przeszkodą logistyczną, a to już wyzwanie uderzające nie tylko w branżę budowlaną, ale także w przemysł, co częściowo tłumaczy jego słabość. Co ciekawe, ten negatywny efekt, w połączeniu z kalendarzem zachęcającym do wydłużenia okresu świątecznego do 6 stycznia (Święto Trzech Króli), a więc zmniejszenia efektywnej liczby dni roboczych, był w przypadku przemysłu silniejszy niż gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię i ciepło. Produkcja energii była w styczniu wyższa o blisko 19 proc. r/r.
Pogoda zamiast kryzysu. Dlaczego dane mylą ekonomistów
Dlaczego ekonomiści okazali się równie nieprzygotowani na efekty zimy jak przysłowiowi drogowcy? W ostatnich latach łagodne zimy ograniczyły wpływ warunków meteorologicznych na aktywność gospodarczą. To zmniejszyło w modelach istotność zmiennych pogodowych i osłabiło precyzję oceny co do skali ich oddziaływania. Dziś już wiemy, że luty pod względem pogody i ilości śniegu nie był od stycznia dużo łaskawszy. Efekt pogodowy będzie więc zapewne uwzględniony w prognozach dużo lepiej, co ogranicza ryzyko kolejnych negatywnych zaskoczeń, chociaż same dane najpewniej znów nie zachwycą.
Po niekorzystnym gospodarczo styczniu i potencjalnie lutym przyjdzie jednak marzec, a wraz z nim ma szansę nastać także gospodarcza wiosna. Badania koniunktury pokazują postępującą poprawę oczekiwań przedsiębiorstw we wszystkich głównych sektorach gospodarki. Krajowy optymizm wspierają wskaźniki wyprzedzające ze strefy euro, sygnalizujące wzrost zamówień i aktywności produkcyjnej, co jest istotne dla naszych eksporterów. Krajowi przetwórcy zwiększają swoje plany inwestycyjne. Fundamenty wzrostu gospodarczego pozostają więc solidne – nawet jeśli chwilowo przysypał je śnieg. ©℗