„Taki mamy klimat” – ten bon mot Elżbiety Bieńkowskiej, współpracowniczki Donalda Tuska, powtarzano niegdyś w całej Polsce. Dziś, w obliczu zimy, jakiej nie było od lat, powraca pytanie: „Jak żyć panie premierze”, jak żyć w takim klimacie?

Musimy sobie zadać co najmniej dwa pytania: co sroga zima oznacza dla obywateli, przedsiębiorstw, państwa? I co powinno być zrobione – już teraz oraz w najbliższych tygodniach – by zminimalizować negatywne konsekwencje zimy?

Pierwszą, oczywistą konsekwencją utrzymującej się długo tej zimy mroźnej aury są wysokie nakłady na ogrzewanie domów, firm, instytucji publicznych i państwowych. Koszt energii będzie wielokrotnie wyższy niż w latach ubiegłych. Druga konsekwencja to dodatkowe koszty utrzymania sprawności infrastruktury, transportu oraz zwielokrotnione wydatki użytkowników pojazdów. Trzecią konsekwencją zwiększającą wydatki są awarie, opóźnienia i zaniechania wynikające z niesprawności urządzeń, systemów informatycznych i komunikacyjnych. A na czwartym miejscu należy wymienić wypadki, choroby, różnego rodzaju zimowe przypadłości, których skutkiem może być utrata zdrowia przez wielu obywateli.

Kogo dotkną koszty zimy

Koszty zimy dotkną wszystkich bez wyjątku: obywateli, firmy, samorządy i budżet państwa. Obciążą budżety domowe, zwielokrotniając wydatki na ogrzewanie domów i mieszkań czy usuwanie awarii. Ich dolegliwość będzie tym większa, że trzeba je finansować na bieżąco. Dla większości gospodarstw domowych to wydatek ograniczający bądź zmuszający do rezygnacji z innych zakupów.

Sroga zima wystawi bardzo wysoką fakturę przedsiębiorcom. Trzeba będzie zapłacić drożej za energię, awarie, droższe surowce z powodu wysokich kosztów transportu i inne. Co gorsza, zostanie zaburzona płynność procesów produkcyjnych. Powodem – między innymi brak energii, opóźnienie dostaw, choroby i spóźnienia pracowników. Część z nich trzeba będzie zatrudnić na drugą lub trzecią zmianę, by dotrzymać terminów dostaw. Oznacza to wyższe koszty robocizny.

Wśród branż, które ucierpią najbardziej, należy wymienić przede wszystkim budownictwo. Wiele prac jest i będzie wstrzymanych do wiosennej odwilży. Koszty wzrosną. Sroga zima da się we znaki także handlowcom i sektorowi usług. Przyniesie dodatkowe koszty ogrzewania, oświetlenia, transportu, przechowania i inne. Usługi są tu szczególnie wrażliwe, gdyż rentowność małych firm, często rodzinnych, nie pozwala na wygospodarowanie dużych oszczędności. Kryzys pogłębi się w odniesieniu do polskich sklepów, które nieustannie są wypierane przez markety i sieci franczyzowe. Niemożność obniżenia cen przez polskich handlowców, przegrana walka na promocje z marketami i rosnące koszty mogą oznaczać upadłość i likwidację działalności.

Sroga zima to także poważny problem dla rolnictwa. Hodowcy zwierząt czy fermy drobiarskie poniosą dodatkowe koszty „przetrwania” bydła, trzody, drobiu. Złożą się na nie zarówno większe zużycie energii, pasz, jak i działania profilaktyczne zapobiegające chorobom. Zwiększone koszty poniosą także właściciele szklarni, producenci nowalijek. Problemy rolnictwa nie znikną w przypadku niekorzystnej pogody wiosną. Gdyby wystąpiły roztopy i powodzie, utrudnione będzie rozpoczęcie prac polowych. W tym wypadku skrócony proces wegetacji rzutowałby na wysokość plonów.

Podmiotami szczególnie dotkniętymi, obciążonymi dodatkowymi wydatkami będą samorządy lokalne i jednostki budżetowe. Ogrzewanie domów i obiektów, utrzymanie infrastruktury, dodatkowe nakłady na wynagrodzenia dla pracowników zatrudnionych na drugiej i trzeciej zmianie – to tylko przykłady nadzwyczajnych kosztów wynikających ze srogiej zimy. Samorządy mogą być zmuszone do zadłużania się lub rezygnacji z wcześniej zaplanowanych zakupów. Najprostszym, choć wymuszonym rozwiązaniem może się okazać rezygnacja z lokalnych inwestycji.

Zima wystawi także wysoki rachunek budżetowi państwa. To on w dominującym stopniu finansuje służbę zdrowia, utrzymuje szkoły, instytucje publiczne, płaci zatrudnionym w budżetówce. Problem jest tym poważniejszy, że deficyt rośnie, podobnie jak dług publiczny i koszty jego obsługi.

Wpływ zimy na popyt i konsumpcję

Drugą stroną procesu gospodarczego jest i będzie aktywność konsumentów, przedsiębiorstw, samorządów i państwa po stronie popytu. Wydaje się jednak, że z powodu srogiej zimy skłonność obywateli do zakupów i wydawania pieniędzy obniży się znacząco. Bez trudu można wskazać branże, które dotknie zmniejszenie popytu. To przede wszystkim usługi. Fryzjer, bar, restauracja, taksówka ucierpią z powodu zimna, pogoda odbierze ochotę na wychodzenie z domu. Na drugim miejscu jest handel. Po stronie gospodarstw domowych będziemy mieli do czynienia ze spadkiem popytu wywołanym bezpośrednio pogodą oraz wtórnie brakiem pieniędzy, które wydatkowano już na ogrzewanie, usuwanie awarii i inne. Usługi i handel to dwie branże, gdzie cyrkulacja pieniądza jest najszybsza. Spowolnienie wywołane zimą wpłynie na zmniejszenie obrotów, spadek zysków i być może pojawienie się strat. Pamiętać trzeba, że zatrudnienie w tych branżach jest „wrażliwe” na malejący popyt. Jeśli tak, to część pracowników może utracić pracę.

Spadek sprzedaży w handlu przełoży się na zmniejszenie zamówień w przemyśle. Oczywiście, przez jakiś czas produkcja może być kontynuowana „na magazyn”, ale nietrwale. Tak czy inaczej zmniejszenie produkcji oznacza wzrost kosztów, który, o ile nie zostanie zrekompensowany podwyżką ceny, oznaczać będzie stratę dla producentów. Tu również nastąpi spadek popytu. Mroźna zima utrudni bądź uniemożliwi, a z pewnością opóźni w związku z tym inwestycje modernizacyjne w przedsiębiorstwach.

Dodatkowym problemem jest i będzie agresywna, dumpingowa promocja chińskich towarów przez internet. Czynnikiem ograniczającym popyt, którego znaczenia i rozmiarów nie należy lekceważyć, jest odpływ zagranicznych firm z polskiego rynku pracy w takich dziedzinach jak usługi biznesowe czy produkcja podzespołów i części w przemyśle samochodowym i innych. Jest to efekt beztroskiej polityki podwyższania urzędowej płacy minimalnej i aprecjacji złotówki.

Przestoje i brak zamówień po stronie budownictwa będą miały znaczący wpływ na produkcję materiałów budowlanych, przemysł wyposażenia domów i mieszkań oraz usługi transportowe. Działy te ograniczą swoją aktywność w przeciwieństwie do gospodarczych wyjątków – turystyki górskiej czy części energetyki. Jednak te branże nie zmienią ogólnego obrazu sytuacji.

W całej gospodarce będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem wzrostu kosztów z jednej strony, a spadkiem popytu z drugiej. Obydwa przełożą się na końcowy wynik, czyli obniżenie aktywności gospodarczej, spadek zysków i inwestycji, a w konsekwencji dochodów podatkowych samorządów i budżetu państwa. W dalszej kolejności, najpewniej wiosną, będziemy obserwować wzrost cen detalicznych żywności i usług. Pogorszy się konkurencyjność eksportu. Wzrośnie import relatywnie tanich towarów.

Bezczynność pogłębi zimowy kryzys

Przewidując różne pogodowe scenariusze, już teraz trzeba dobrze przygotować się do wiosennych roztopów i tam, gdzie to możliwe, zapobiec powodziom. Na reakcję czeka polska gospodarka. Swoją misję powinien wypełnić prawdziwy gospodarz, czyli profesjonalny polityk gospodarczy, przed którym stoją trudne zadania. Branże w bezruchu bądź obciążone dodatkowymi wysokimi kosztami trzeba wesprzeć prolongatą rozliczeń podatkowych, a nawet umorzeniem składek ZUS. Firmy usługowe i handlowe, w szczególności polskie sklepy należy wspomóc preferencyjnym kredytem kupieckim, niskooprocentowanym kredytem obrotowym.

Inwestycje samorządów i budżetu państwa w części zostaną wstrzymane bądź spowolnione. Rząd będzie szukał oszczędności w wydatkowaniu pieniędzy z UE. Ale generalnie aktywność gospodarcza po stronie inwestycji zmniejszy się. To bardzo zły sygnał dla rządzących. Polska od lat ma niski współczynnik udziału inwestycji w PKB. Dramat polega na tym, że sektorowi prywatnemu brak motywacji do inwestowania, a państwowy, dysponujący dużymi środkami unijnymi, nie potrafi ich wykorzystać tak, by pobudzić polskie firmy prywatne do aktywności. Co gorsza, zdarza się, że trudno odpowiednio uzasadnić wydatkowanie pieniędzy na określony cel. Obowiązuje zasada – skoro kasa jest, trzeba dać swoim zarobić.

W tym przypadku polityk gospodarczy powinien skoncentrować się na wsparciu i ratowaniu planów inwestycyjnych poprzez ochronę firm najbardziej dotkniętych srogą zimą. Priorytetem rządu powinna stać się obrona polskiej przedsiębiorczości. Jeśli tak, to celem musi być konkurencyjność polskich firm na rynku wewnętrznym i w eksporcie. Bardziej niż kiedykolwiek potrzebne jest utworzenie sieci banków kredytujących małą i średnią przedsiębiorczość. Na potrzeby samorządów terytorialnych należy utworzyć banki komunalne.

Dla wsparcia opłacalności eksportu potrzebna jest zmiana polityki kursu walutowego. Dziś jest ona realizowana pod dyktando importerów i międzynarodowej finansjery. To prezydent USA Donald Trump pokazuje, na czym polega deprecjacja dolara i obrona rynku wewnętrznego przed nieuczciwą, dumpingową konkurencją. Obowiązkiem rządu i NBP jest wyperswadowanie bankom (a w razie potrzeby – wprowadzenia podatku od nadmiarowych zysków), by podjęły rozwiązania wspierające polską przedsiębiorczość. Potrzebne jest objęcie podatkiem przychodowym sieci handlowych i firm importujących towary poprzez internet. Uzyskane wpływy powinny zostać przeznaczone na wsparcie polskiej przedsiębiorczości.

Trzeba też dokonać transparentnego podziału pieniędzy z UE na strategiczne inwestycje rządowe (elektrownia atomowa, modernizacja kolei i sieci energetycznych) oraz fundusze pożyczkowe głównie dla polskich firm i samorządów. Brakuje bowiem całościowej wizji finansowania inwestycji, nie mówiąc już o finansowaniu badań naukowych, wynalazków i patentów.

Radykalnych działań wymaga stan budżetu państwa. Zacząć trzeba od szukania dodatkowych źródeł wpływów i ograniczenia wydatków. W bankach leżą blisko dwa biliony złotych oszczędności obywateli. Te pieniądze dziś i jutro powinny pracować w gospodarce, a nie pracują z powodu braku zachęt do inwestowania, polityki stopy procentowej i innych. Należy utworzyć Fundusz Obrony i Naprawy Polski. Obywatele i osoby prawne zakupujące papiery skarbowe uzyskałyby prawo do dywidendy w wysokości powyżej wskaźnika inflacji, a budżet miałby środki na wydatki obronne i politykę społeczną.

Najsroższa zima ostatnich lat dobitnie pokazała, że polska polityka gospodarcza wymaga radykalnych i jednocześnie odpowiedzialnych działań. Na czcze dyskusje i pomysły z księżyca najzwyczajniej nas już nie stać. Aż strach pomyśleć, jakie oferty i propozycje zgłoszą partie polityczne w kolejnym roku wyborczym. Tym bardziej potrzeba od zaraz odważnego polityka gospodarczego u władzy.