Co zatem było powodem środowej wyprzedaży na GPW? Na pewno nie były to dane gospodarcze – wczorajsze kalendarium było bowiem pod tym względem ubogie, a odczyty niemieckiego indeksu zaufania konsumentów czy sprzedaż nowych domów w USA okazały się być lepsze od prognoz. Moim zdaniem, początkowo była to chęć realizacji dotychczasowych zysków przez inwestorów – indeks największych spółek zyskał bowiem od końca stycznia ponad 200 punktów. Tąpnięcie jakie obserwowaliśmy po godz. 15 to już efekt nerwowej wyprzedaży. Wtedy część inwestorów uświadomiła sobie, że „...nic nie może przecież wiecznie trwać...". Nawet wzrosty na GPW. 

Osobiście korekty spodziewałem się kilka dni wcześniej, dlatego nadal aktualnym pozostaje scenariusz spadku indeksu WIG20 do najbliższych poziomów wsparcia przy 2470 i 2450 punktach. Patrząc na to z jaką łatwością padła wczoraj bariera 2500 punktów, większej aktywność „byków" oczekiwałbym przy 2450 punktach. Przysłowiowe „lizanie ran" musi chwilę potrwać, choć w przyszłym tygodniu nie wykluczałbym próby powrotu do wzrostów. Dużo zależeć będzie jednak od otoczenia naszej giełdy.

Dzisiaj swoje raporty finansowe opublikują kolejne spółki z GPW. Szczególną uwagę zwróciłbym na wyniki Boryszewa, banku BZWBK, Cyfrowego Polsatu oraz Zakładów Azotowych Puławy. Po południu, nastroje inwestorów kształtować będą publikacje makroekonomiczne zza oceanu. W kalendarium znajdziemy m.in. dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku oraz liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Ważne będzie również wystąpienie prezes FED przed Bankową Komisją Senatu. Już po zamknięciu notowań w Europie uwaga skupiać będzie się na wystąpieniach członków FED oraz szefa ECB.

Piotr Krawczyński