Można mieć co do tego wątpliwości obserwując jak S&P zatrzymał się wczoraj na pierwszym możliwym przystanku. Strefa 1820-1850 pkt może pełnić rolę silnego oporu, po tym jak indeks nie dał rady jej sforsować przez trzy tygodnie na przełomie roku. Z drugiej strony w szóstym dniu odbicia, rynek gdzieś zatrzymać się musiał, więc o trwałej przewadze podaży nie można przesądzać.

W Azji inwestorzy mają bardziej klarowną opinię na temat tego, czym warto się przejmować, a czym nie. Nikkei stracił dziś 1,8 proc., a Kospi 0,4 proc. Kilka interesujących wiadomości z rynku obligacji dostarczył dziś Bloomberg konstatując, że obligacje dolarowe niektórych chińskich firm osiągnęły dwucyfrową rentowność. Chodzi o nie takie znów małe emisje, warte po 300 mln USD każda. Indeks giełdy w Szanghaju stracił dziś 1,1 proc., choć nie można powiedzieć, że jest to konkretnie efekt obaw inwestorów o wypłacalność lokalnych funduszy (zbierających środki od inwestorów m.in. w formie emisji obligacji). Indeks w Hong Kongu tracił 0,8 proc. na pół godziny przed końcem notowań.

Notowania w Europie rozpoczną się zapewne od spadków, po pierwsze dlatego, że inwestorzy mieli jednak nadzieję na lepsze zachowanie Wall Street (S&P dopiero w końcówce ostatecznie sparował wcześniejsze zwyżki), po drugie dlatego, że kontrakty na S&P spadają dziś rano 0,4 proc. Po trzecie również w Europie po kilku dniach wzrostu indeksom należy się odpoczynek, co może szczególnie dotyczyć GPW. Paliwem do wzrostów na warszawskim parkiecie w ostatnich dniach i tygodniach wydaje się sam fakt, że po przeniesieniu aktywów OFE do ZUS świat finansów się nie zawalił, a inwestorzy finansowi nie wycofali się z rynku, na którym rząd w wybranym przez siebie momencie po prostu umarza obligacje skarbowe. Ale nawet w takich okolicznościach, trudno będzie nam iść pod prąd światowym rynkom.

Po południu o zakończeniu sesji zadecydują dane o zasiłkach dla bezrobotnych w USA oraz dynamika sprzedaży detalicznej w Stanach.

Emil Szweda