Presja podaży była wczoraj nieco słabsza na światowych rynkach i to było widać, głównie po próbach stabilizacji indeksów w końcowych godzinach notowań (choć nie w informacjach mediów mainstreamowych). Niemniej, próby odbicia na niewiele się zdawały, przynajmniej w Europie, gdzie DAX stracił 0,5 proc., FTSE 1,1 proc., a CAC40 0,4 proc. WIG20 spadł o 1,25 proc. po przegranej walce w środku dnia o odbicie.

Lepiej sytuacja wyglądała na Wall Street, gdzie S&P stracił 0,5 proc., ale od połowy sesji przeważali kupujący, którzy poddali się dopiero w ostatniej godzinie notowań. Być może najlepiej poprawę nastrojów, rozumianą bardziej jako próbę polowania na odbicie widać było na rynkach wschodzących – Merval wzrósł o 1,1 proc. (po stracie ok. 10 proc. od czwartku do wczorajszego dołka intra-day, od którego odbił się o 2 proc.), zaś Bovespa straciła 0,2 proc.

Dziś rano informacją dnia jest nieoczekiwana podwyżka stóp procentowych w Indiach, która ma zatrzymać spadek notowań rupii. Być może na podobny krok zdecyduje się turecki bank centralny na nadzwyczajnym posiedzeniu. Władze Argentyny wolą na razie mówić o ataku spekulantów. Inna pozytywna informacja to spadek notowań CDSów (kontraktów ubezpieczających od bankructwa) na chiński dług, po tym jak zagwarantowano spłatę jednostek jednego z funduszy powierniczych, który stracił blisko 0,5 mld dolarów. Niemniej, poprawa nastrojów nie oznacza zwrotu o 180 stopni. Indeks w Szanghaju wzrósł o 0,3 proc., a Kospi o 0,4 proc. Nikkei spadł zaś o 0,4 proc., podczas gdy Hang Seng znajdował się po nieznacznie ujemnej stronie na pół godziny przed końcem notowań.

Można oczekiwać płaskiego otwarcia w Europie. Inwestorzy będą teraz oczekiwali na ostatnią decyzję Fed pod wodzą Bena Bernanke (oczekiwane jest zmniejszenie QE3 o kolejne 10 mld USD - decyzja w środę) oraz na działania i ich efekty banków centralnych rynków wschodzących. Po południu liczyć się będą dane dotyczące zamówień na dobra trwałe w USA (14:30) oraz indeks Conference Board (16:00).

Emil Szweda