Co ciekawe, jeszcze przed tygodniem, możliwe przykręcenie kurka z gotówką z amerykańskiego banku centralnego wywoływało euforię na Wall Street - bo jak inaczej zinterpretować silne wzrosty indeksów w USA po wyraźnie lepszych od prognoz danych z tamtejszego rynku pracy? Ale do tego, że giełdy są niezmienne w swojej zmienności powinniśmy się już przyzwyczaić.

Obecnie nastroje wśród posiadaczy akcji nie są najlepsze. Część z nich, przed ostatnim w tym roku posiedzeniem Komitetu Otwartego Rynku, zdecydowała się zredukować swoje zaangażowanie w notowanych spółkach. W efekcie, na giełdach od Ameryki po Azję, dominują spadki. Po ponad -1 proc. spadku indeksu S&P500 w środę i podobnej przecenie japońskiego indeksu Nikkei dziś rano, scenariusz na otwarcie europejskich notowań nie wygląda zbyt optymistycznie. Niestety, oczekuję że na GPW w Warszawie także będzie dominować podaż.

Od strony technicznej, indeks największych spółek naszego parkietu może spaść do poziomu ok. 2430 punktów a następnie nawet do ok. 2400 punktów. Gdyby na rynku nadal utrzymywała się niewielka aktywność strony popytowej - to spadek WIG20 do ok. 2350 punktów jest jak najbardziej prawdopodobny. Nieco lepiej mogą poradzić sobie małe i średnie spółki, choć i w ich przypadku, na spektakularne wzrosty bym nie liczył. Niestety, koniec tygodnia na GPW nie zapowiada się najlepiej dla inwestorów. Po nieudanym początku miesiąca, na przysłowiowy "rajd św. Mikołaja" nie należy liczyć  - co zważywszy chociażby na aurę panującą za oknem, nie powinno dziwić.

Piotr Krawczyński