Mieli rację ci, którzy nie bali się tego, co może zrobić Fed. Wielkimi wygranymi są inwestorzy z Wall Street i głównych giełd europejskich, gdzie indeksy już przed posiedzeniem rezerwy ustanowiły nowe rekordy lub zbliżył się do tych sprzed kilkunastu dni. Mieli też rację ci, którzy nie stawiali na umocnienie dolara. Właściwie niemal wszystkie rynki, a szczególnie akcji i walutowy, trafnie „dyskontowały” posunięcie Fed. Jedynie w komentarzach dominowało przekonanie, że wrzesień przyniesie początek ograniczania skupu obligacji, z elementami łagodzenia wymowy tego faktu. Niewielu ekspertów w brało pod uwagę możliwość postawienia polityki pieniężnej bez zmian. Dodatkowym argumentem dla byków stało się potwierdzenie przez Baracka Obamę, że najbardziej prawdopodobnym kandydatem na szefa Fed jest gołębio nastawiona Janet Yellen

Skoro rynki właśnie takiej decyzji, czyli pozostawienia skupu obligacji w niezmienionej skali, a przynajmniej gołębiego nastawienia Fed się spodziewały, należy oczekiwać, że reakcja na nią będzie ograniczona. Krótkoterminowo, w horyzoncie od jednej do kilku sesji, można się spodziewać optymizmu, czyli wzrostów na rynkach akcji i surowców oraz osłabienia dolara. Jednak d nieco dłuższej perspektywie można się spodziewać korekty ostatnich wzrostów. Wydaje się bowiem, że rynki akcji poszły zbyt daleko w optymistycznej ocenie stanu gospodarki i perspektyw jej ożywienia. W każdym razie czeka nas dalsze nerwowe śledzenie sytuacji, przede wszystkim na rynku pracy, w oczekiwaniu na dalsze posunięcia Fed.

Pierwsza reakcja Wall Street była wczoraj pozytywna, choć trudno mówić o euforii. Dow Jones i S&P500 tuż po ogłoszeniu decyzji o pozostawieniu skupu obligacji bez zmian, skoczyły raptownie o ponad 1 proc. Po około 2 proc. w górę poszły wskaźniki w Brazylii, Meksyku i Argentynie. Wynika z tego, że inwestorzy działający na emerging markets odetchnęli z ulgą i to właśnie na tych parkietach można się spodziewać najbardziej dynamicznych zwyżek w trakcie najbliższych sesji. Potwierdzają to dzisiejsze poranne notowania na giełdach azjatyckich, gdzie indeksy w Malezji, na Filipinach i Tajlandii rosną po 3-4 proc.

Gwałtownie osłabił się dolar, co skutkowało skokiem notowań na rynkach surowcowych. Ropa naftowa drożała o 2,7 proc., kontrakty na miedź poszły w górę o niemal 3 proc., złoto zwyżkowało o ponad 4 proc., a srebro o ponad 5 proc. Ostatecznie Dow Jones zyskał 0,95 proc., a S&P500 wzrósł o 1,2 proc. W końcówce notowań widać było lekką zadyszkę byków.

Zwyżki miedzi, złota i srebra to oczywiście silny bodziec do wzrostu cen akcji KGHM, które od kilku dni zachowywały się bardzo przyzwoicie, na tle pozostałych spółek, wchodzących w skład WIG20. To powinno poderwać do mocniejszej zwyżki nasz rynek, przynajmniej w segmencie blue chips. Z pewnością skorzystać na tym powinny pozostałe spółki surowcowe. Jednak to, jak wysoko zawędruje WIG20 i pozostałe wskaźniki, zależeć będzie od sytuacji w otoczeniu. Wydaje się, że byki są w stanie pokusić się o podciągnięcie WIG20 przynajmniej do poziomu ostatniego szczytu z połowy sierpnia, czyli w okolice 2450-2460 punktów. Zapał mogą jednak chłodzić słabsze ostatnie dane z naszego rynku pracy, a szczególnie rozczarowująca informacja o mizernym wzroście produkcji przemysłowej.

W kontekście obniżenia przez Fed z 2,3-2,8 proc. do 2-2,3 proc. prognozy tempa wzrostu amerykańskiej gospodarki, szczególnie pilnie będą śledzone dzisiejsze dane zza oceanu. Oczekuje się, że po ubiegłotygodniowym niespodziewanym spadku do 292 tys., liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych powróci w okolice 330 tys. Spodziewany jest niewielki spadek liczby sprzedanych domów na rynku wtórnym. Bez zmian ma pozostać indeks wskaźników wyprzedzających, wzrosnąć zaś indeks Fed z Filadelfii.

Czeka nas prawdopodobnie okres, w którym słabsze dane makroekonomiczne będą pożywką dla byków, ale rynki mogą też skorygować dotychczasowy nadmierny optymizm. Jak opcja przeważy, okaże się już w najbliższych dniach. 

Roman Przasnyski