Piątkowe notowania były niezbyt udaną imitacją czwartkowej sesji. Indeksy w Europie ponownie zanotowały więc wzrost na otwarciu, który jednak pod koniec dnia został podkopany przez zachowanie Wall Street (wyraźna przewaga sprzedających po otwarciu handlu). W efekcie piątkowe zwyżki miały skalę mniejszą niż w czwartek, niemniej udało się je zachować, a scenariusz przebiegu sesji okazał się zbliżony do czwartkowej. CAC40 i FTSE zyskały po 0,3 proc., natomiast DAX 0,2 proc. WIG20 także wzrósł o 0,3 proc., a najmocniejszy na kontynencie był tym razem moskiewski RTS, który wzrósł o 1,7 proc.

W Nowym Jorku początkowych strat nie udało się już później odrobić – próba została podjęta, ale ostatecznie S&P zakończył dzień poniżej poziomu otwarcia i notując 0,4 proc. straty wobec czwartkowego zamknięcia.

Na rynkach azjatyckich indeksy tym razem rozjechały się w przeciwnych kierunkach. Nikkei stracił 0,7 proc. po publikacji niższej od oczekiwań dynamiki PKB, która w II kwartale wyniosła (dane annualizowane) 2,6 proc. wobec oczekiwanych 3,6 proc. i 3,8 proc. w pierwszym kwartale. Kospi zyskał dziś 0,2 proc., tymczasem na pół godziny przed końcem notowań Hang Seng zyskiwał 2 proc., a Shanghai Composite 1,9 proc. Ostatnie dane z Chin (produkcja przemysłowa i eksport) wzbudziły w inwestorach przekonanie, że chińskie parkiety wyceniały zbyt głębokie spowolnienie gospodarki w stosunku do stanu faktycznego. Stąd spory zapał do kupowania akcji.

W Europie aż takiej determinacji inwestorów nie należy się spodziewać, niemniej mogą pojawić się zakupy obliczone na korzystną publikację danych o PKB Niemiec i Francji. Te jednak poznamy dopiero w środę. Dziś dane o PKB opublikuje Grecja, ale tu wpływ na rynki powinien być ograniczony.

Emil Szweda