We wtorek sytuacja na warszawskim parkiecie wyraźnie się pogorszyła. Na razie podaż skoncentrowała się na największych spółkach. Indeksy małych i średnich firm zdołały obronić się przed spadkami, ale jeśli korekta będzie się rozwijała i w tych segmentach trzeba liczyć się z podobnym scenariuszem. Samo korygowanie się rynku nie byłoby niczym groźnym, gdyby nie jego geneza i dynamika. Fala wyprzedaży zainicjowana została po ogłoszeniu dobrych wyników przez Pekao i szybko rozprzestrzeniła się na pozostałą część rynku dużych spółek. Ten impuls, który powinien sprzyjać zwyżkom, można więc uznać jedynie za pretekst. Banki, które do tej pory publikowały raporty, przyzwyczaiły inwestorów do miłych niespodzianek, po których kursy szły w górę. Tym razem stało się inaczej.

Rzeczywistą przyczyną była więc raczej chęć realizacji zysków oraz obawa przed sygnalizowaną korektą na głównych giełdach. Podaż trafiła więc w najmocniejszy ostatnio segment naszego parkietu, a spadek przybrał spore rozmiary. Niedawno zdobyty przez WIG20 poziom 2400 punktów zdołał się utrzymać jedynie przez dwie sesje, a teraz indeks wyraźnie się od niego oddalił. Niepokoi też powrót silnych spadków notowań akcji KGHM. Na szczęście przecena nie jest aż tak powszechna, jak to zdarza się w okresie typowych korekt. Wczoraj bardzo dobrze zachowywały się papiery PGNiG i w mniejszym stopniu Tauronu i Lotosu. Straty odrabiały też walory Eurocash, które mocno zniżkowały w poprzednich dniach. Może to sugerować, że korekta nie będzie zbyt mocna i długotrwała, choć patrząc na zakres i skalę przeceny walorów banków, trudno spodziewać się szybkiej i radykalnej poprawy.

Zachowanie WIG20 wyprzedziło wydarzenia na głównych giełdach europejskich, na których początkowo nastroje były nienajgorsze. Podaż przycisnęła tam dopiero pod koniec wtorkowej sesji. Szczególnie mocno ucierpiał wskaźnik we Frankfurcie. Także za oceanem przerwana została dobra passa. Dow Jones zniżkował o 0,6 proc., S&P500 stracił niemal tyle samo, spadając poniżej 1700 punktów. Wczoraj kolejni szefowie regionalnych oddziałów Fed sugerowali, że skup obligacji może zostać ograniczony już po wrześniowym posiedzeniu rezerwy.

Podobnie jak dzień wcześniej, dziś także niewiele będzie publikacji makroekonomicznych. Poznamy jedynie dynamikę produkcji przemysłowej w Niemczech i wniosków o kredyt hipoteczny za oceanem. Oczekuje się, że w czerwcu niemiecki przemysł wyprodukował o 0,3 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Sądząc po zaskakująco wysokim wzroście zamówień, można spodziewać się lepszych danych. Czy spowodują one reakcję na rynkach, to już całkiem inna kwestia. Wczorajsza bardzo dobra informacja o zamówieniach dostarczyła bykom paliwa jedynie na krótki i niezbyt dynamiczny zryw. Korekta rządzi się swoimi prawami i do jej przerwania potrzebny byłby naprawdę istotny impuls.

Pogarszają się też wyraźnie nastroje w Azji. Już we wtorek część wskaźników mocniej zniżkowała. Dziś na godzinę przed końcem handlu Nikkei tracił ponad 3,5 proc., o 1,5 proc. w dół szedł indeks na Tajwanie. Na niewielkich minusach trzymał się Szanghaj. Kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy sugerują spadkowy początek sesji na naszym kontynencie.

Roman Przasnyski