W zakończonym tygodniu uwaga rynków znów skupiła się na bankach centralnych, ale najwięcej emocji musiała wzbudzić Rezerwa Federalna, która publikowała komunikat kończący posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) na dwa dni przez informacjami Departamentu Pracy. W efekcie większość pytań skupiła się wokół terminu, w jakim Fed może zacząć redukować trzecią rundę luzowania ilościowego (QE3). Obrazowo rzecz ujmując przed publikacja komunikatu FOMC i danych z rynku pracy strzałka oczekiwań zbliżyła się w stronę wrześniowego posiedzenia Komitetu a w piątek znów przesunęła się raczej na koniec roku. Bilansem tygodnia jest przekonanie, iż Fed nie zacznie redukować QE3 przed grudniowym posiedzeniem FOMC. W efekcie w grze pojawia się nowy czynnik, którym jest zmiana na stanowisku szefa Rezerwy Federalnej i potencjalny kalendarz redukowania QE3 musi zostać uzupełniony już nie tylko o czynniki ekonomiczne, ale również polityczne, jak i psychologiczne.

Już dziś wiadomo, że Ben Bernanke nie skorzysta z możliwości pozostania na trzecią, siedmioletnią kadencję i ustąpi z posady 31 stycznia 2014 roku. W efekcie świat inwestycyjny rozpalił się falą spekulacji, kto zajmie fotel szefa Fed i stanie się twarzą polityki monetarnej w kolejnych – przynajmniej – siedmiu latach. Naprawdę jednak mniej ważne jest dzisiaj to, kto zostanie szefem Fed a ważne, czy Bernanke będzie chciał dowieźć własną politykę do końca swojej kadencji. Kalendarz jest bezlitosny. Do końca władzy obecnego szefa Fed zostały jeszcze cztery posiedzenia FOMC – wrześniowe, październikowe, grudniowe i styczniowe – i już teraz można założyć, iż im dalej w czasie będzie odsuwana decyzja o początku wygaszania QE3, tym większe prawdopodobieństwo, iż Bernanke zostawi podjęcie decyzji swojemu następcy. Trudno zatem nie wykluczyć, iż przy kolejnych letnich raportach z rynku pracy, jak piątkowy, Fed nie zacznie redukować QE3 przed marcem 2014, kiedy odbędzie się pierwsze posiedzenie FOMC pod przewodnictwem nowego szefa Rezerwy Federalnej.

Przy zaistnieniu takiego scenariusza rynek amerykański potrzebuje tylko poprawnego trzeciego kwartału ze strony spółek i danych z gospodarki, które są ani dobre, ani złe, by wykreślone właśnie rekordy w trendach przez indeksy zostały poszerzone a rok skończył się na poziomach wyższych niż obecne. Nie znaczy to, iż droga na północ będzie prosta, jak nowa autostrada. Już miniony tydzień pokazał, iż gospodarka potrafi zaskoczyć danymi tak dobrymi, jak odczyt indeksu ISM dla przemysłu, które będą podnosiły rynkowe obawy przed końcem QE3. Z kolei słabe dane będą podnosiły prawdopodobieństwo zarysowanego wyższej scenariusza i odsuwały początek końca QE3 na kolejny rok. Owocem będzie zmienność na rynkach akcji, która wymiesza się ze zmianami nastrojów na rynku amerykańskiego długu i relacji pomiędzy dolarem a innymi walutami. Inaczej rzecz ujmując zmienności nie braknie a potencjalne wzrosty będą przerywane nerwowymi korektami. Niemniej sięgnięcie przez S&P500 1750 pkt. wydaje się coraz łatwiejsze.

Adam Stańczak, Analityk DM BOŚ SA