WIG20 i reszta warszawskich indeksów zdołały w czwartek wybronić się przed większą przeceną i zakończyć sesję spadkami po około 0,3 proc. Trudno to nazwać sukcesem byków, tym bardziej, że osiągnęły go w trakcie końcowego fixingu, a nie w ciągu regularnego handlu. W ciągu dnia wskaźnik największych spółek zniżkował w najgorszym momencie o 1,3 proc. i znalazł się na moment kilka punktów poniżej 2300 punktów. Ten poziom zyskuje coraz większe znaczenie, także psychologiczne. Można więc sądzić, że bardziej zdecydowane oddalenie się od niego w którąkolwiek stronę, będzie sygnałem wskazującym kierunek obrany przez rynek. Na razie minimalną przewagę zdają się mieć byki, ale to może zmienić się w jednej chwili.

Czynniki około rynkowe nie sprzyjają ruchowi w górę. WIG20 przespał okazję podłączenia się do tendencji wzrostowej na głównych giełdach. Gdy na nich pojawi się korekta, nasz wskaźnik może znaleźć się w okolicach dołka z końca czerwca, czyli w pobliżu 2150 punktów, a taki ruch może spowodować, że inwestorom puszczą nerwy. Nasz sezon publikacji wyników, w odróżnieniu od amerykańskiego, przynosi głównie rozczarowania, a co za tym idzie przeceny blue chips, ciągnące indeks w dół. Co prawda polska gospodarka zaczyna wysyłać pierwsze nieśmiały sygnały, wskazujące na możliwość pojawienia się poprawy, ale za to mimo szczerych chęci, stan finansów państwa trudno uznać za zadawalający. Wreszcie styl, w jakim prowadzona jest dyskusja o zmianach w systemie emerytalnym powoduje, że można być pełnym najgorszych obaw.

Choć w trakcie wczorajszej sesji przecena traktowała niemal równo większość walorów dużych spółek, to jednak w końcowym rozliczeniu najwięcej straciły walory KGHM, PKN Orlen i Telekomunikacji Polskiej. O ile ponad 2-proc. spadek tej ostatniej można częściowo traktować jako rykoszet po niepomyślnych informacjach dotyczących Orange, głównego akcjonariusza naszego telekomu, to surowcowo-paliwowy tandem cierpi z powodu słabych wyników lub perspektyw. Mimo złej sytuacji na rynku surowców, szef miedziowego kombinatu wciąż zapowiada rezultaty zgodne z wcześniejszymi prognozami. Rozczarowanie mogłoby być dla inwestorów bardzo kosztowne.

Trudno prognozować, w którą spółkę uderzy dziś podaż, która tradycyjnie od kilku dni upatruje sobie swojego ulubieńca i przecenia jego akcje. Poza reprezentantami branży surowcowej i paliwowej, można by stawiać na banki, których wynikom nie sprzyjają rekordowo niskie stopy procentowe, ale to zbyt niejednorodna grupa. W czwartek mocno traciły papiery Banku Handlowego (spadek o 2 proc.), zaś walory BRE jeszcze mocniej zyskiwały (zwyżka o 2,7 proc.). Dzień wcześniej akcje Handlowego rosły jednak o 2,8 proc. Podobną huśtawkę obserwujemy w przypadku PKO, gdzie po środowej przekraczającej 2 proc. zniżce, wczoraj widzieliśmy wzrost o 1,7 proc. Trudno też ocenić na ile trwałe jest uspokojenie sytuacji w przypadku JSW i spółek energetycznych i przewidzieć, czy z ich strony nie nadejdzie kolejne zagrożenie dla WIG20.

Mimo początkowych spadków, indeksy na Wall Street zakończyły jednak czwartek niewielkimi zwyżkami. Bykom pomagały umiarkowanie dobre dane makroekonomiczne oraz wyniki spółek. Wczorajszy wzrost o niczym jednak nie przesądza i w kolejnych dniach możemy mieć do czynienia z kontynuacją korekty, której możliwość amerykański parkiet zaczął ostatnio sygnalizować. Dziś opublikowany zostanie jedynie wskaźnik nastrojów konsumentów.

Ewentualną poprawę sytuacji może na początku notowań nieco hamować niemal 3-proc. spadek indeksu giełdy japońskiej. Tamtejszych inwestorów zmartwił prawdopodobnie wyższy niż się spodziewano wzrost cen. Japończycy nie są do takiego zjawiska przyzwyczajeni, więc choć do ustalonego przez Bank Japonii celu inflacyjnego jeszcze bardzo daleko, zareagowali nerwowo, obawiając się przystopowania działań stymulacyjnych banku centralnego. 

Roman Przasnyski