Świetne claimsy, ale rentowności spadają – dolar traci, akcje w górę

Opublikowane wczoraj dane z amerykańskiej gospodarki z pewnością nie rozczarowały. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 0,6%, zaś w skali roku była wyższa o 4,3% - lepiej w tym roku było tylko w styczniu (4,4%). To sygnał, iż gospodarka radzi sobie z efektami programu automatycznych cięć. Bardzo dobre były też tygodniowe dane z rynku pracy, liczba nowych bezrobotnych na poziomie 334 tys. to trzeci najlepszy w tym roku odczyt, a zarazem potwierdzenie, iż poprawa sytuacji na rynku pracy cały czas ma miejsce.

Wydawać by się mogło zatem, iż dane te są kolejnym kamyczkiem do decyzji o ograniczeniu skupu aktywów. Tymczasem wczoraj rentowności w USA bardzo silnie cofnęły się i to przede wszystkim na krótszym końcu krzywej. Rentowność 10-latki spadła o 7bp, 5-latki o 9bp, zaś kontraktu FRA18x24 aż o 11bp. Oznacza to, iż część graczy wycofała się ze strategii zakładającej szybkie ograniczenie QE. Naszym zdaniem było to nieuniknione, gdyż taka decyzja w czerwcu (posiedzenie mamy w środę) w zasadzie nie wchodzi w grę, a najwcześniej zostanie podjęta prawdopodobnie we wrześniu (wraz z kolejną konferencją Bernanke). Dzięki spadkom amerykańskich rentowności akcje na Wall Street odrabiały straty, zaś złoty umacniał się. Natomiast nie jest to koniec tendencji które dominowały na przełomie maja i czerwca, a jedynie korekta. Jeśli rynek pracy będzie pokazywał systematyczną poprawę, rentowności będą znów rosnąć. Dlatego też osłabienie dolara należy traktować jako przejściowe.

Azja nadal na czerwono

Świetna sesja na Wall Street musiała zaowocować mocnym otwarciem w Azji i tak się stało. W trakcie handlu do głosu doszli jednak ponownie sprzedający, zarówno w Chinach, jak i w Japonii. Sentyment na obydwu rynkach, choć z nieco innych powodów, jest nadal wyraźnie negatywny. Mając na uwadze fakt, iż spadek rentowności w USA jest raczej przejściowy, może to być zbyt mało aby odwrócić bieg wydarzeń ma Dalekim Wschodzie.

Inflacja znów zaskoczyła, obniżka w lipcu realna

Dużym zaskoczeniem, szczególnie dla nas, okazał się odczyt inflacji za maj. Okazało się, iż w minionym miesiącu ceny spadły w relacji do kwietnia, zaś w ujęciu rocznym wzrosły jedynie o 0,5%. Tak niska inflacja to zasługa kilku czynników. Spadku cen paliw można było oczekiwać, ale 4% w skali miesiąca, to więcej niż widać było w danych ze stacji benzynowych. Po drugie, po raz kolejny silnie spadły ceny łączności, sam ten czynnik obniżył wskaźnik o 0,1 pp. Mniej niż w poprzednich latach rosły ceny żywności. Jednak poza tymi „nietypowymi” czynnikami w cenach widać też było słabość popytu. Mając na uwadze, iż od lipca spadną też ceny energii wszystkie te czynniki oznaczają perspektywę inflacji poniżej 1% do końca bieżącego rynku. W tej sytuacji nie trudno dostrzec miejsce dla kolejnej obniżki stóp procentowych, mimo iż już teraz są one rekordowo niskie. Naszym zdaniem Rada może jednak w lipcu zdecydować się na jeszcze jeden ruch, po czym da sobie więcej czasu na obserwację gospodarki i wypatrywanie ożywienia. Dopiero w momencie gdyby to nie nadchodziło, a inflacja miałaby pozostać tak niska jak obecnie lub też gdyby zmieniła się ona w deflację, cykl obniżek zostałby wznowiony.

Dziś dane o produkcji, nastrojach w USA

Uzupełnieniem wczorajszych danych będą publikacje o cenach producenta (14.30), produkcji przemysłowej (15.15) i nastrojach konsumentów (15.55). Mając na uwadze, iż ważniejsze publikacje w dniu wczorajszym nie pomogły dolarowi, dzisiejsze publikacje raczej nie przesądzą o nastrojach na rynku.

dr Przemysław Kwiecień