Po wczorajszym odczycie wstępnego PKB za I kwartał, który wzrósł zaledwie o 0,4 proc. w relacji rocznej, dziś poznaliśmy dane o inflacji. W kwietniu, jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 0,8 proc. r/r, co było zgodne z naszą prognozą, o której wspominaliśmy m.in. w dzisiejszym komentarzu porannym. Konsensus rynkowy kształtował się natomiast na poziomie 0,7 proc.

Dzisiejszy odczyt pokazuje, że mamy do czynienia z najniższą inflacją od czerwca 2006 roku. To z kolei, w połączeniu z niskim PKB, może wywierać presję na Radę Polityki Pieniężnej, która może dalej obniżać stopy procentowe, ponieważ osiągnięcie celu inflacyjnego (1,5-3,5 proc.) w przeciwnym razie będzie dość trudne. Naszym zdaniem zobaczymy jeszcze jedną obniżkę o 25 pb. w czerwcu lub lipcu. Powyższe publikacje nie mogą wspierać polskiej waluty. Co więcej, złotemu z pewnością nie pomagają dane z Europy. 

PKB strefy euro w I kwartale spadł o 0,2 proc. m/m, a w relacji rocznej o 1 proc. W rezultacie euro wciąż traci do dolara i kurs EURUSD znalazł się poniżej poziomu 1,2900 (najniżej od początku kwietnia).

Z technicznego punktu widzenia notowania par USDPLN oraz GBPLN zbliżają się do istotnych miejsc. Mowa tutaj o szczytach z początku kwietnia. Dla kursu USDPLN (po ostatnim przełamaniu oporu przy 3,20) kolejna bariera wypada w rejonie 3,28. Z kolei dla GBPPLN istotne miejsce to okolice 4,97-5,00. Natomiast para EURPLN nadal pozostaje w szerokiej wielomiesięcznej konsolidacji 4,05-4,21, zbliżając się do jej górnego ograniczenia.

Na czwartek zaplanowane są odczyty wielkości inflacji konsumenckiej w strefie euro oraz w Stanach Zjednoczonych, poznamy także wielkość inflacji bazowej w Polsce. Dodatkowo z ciekawszych publikacji ukażą się cotygodniowe dane dotyczące ilości złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA - w ubiegłym tygodniu złożono najmniej wniosków od ponad 5 lat, stąd też zainteresowanie inwestorów tą publikacją powinno być dość duże. Reakcja na dane z USA jest ostatnio dość prosta.

Gorsze informacje przeważnie oznaczają osłabienie dolara, a lepsze jego umocnienie. W środę o godzinie 16:14 euro kosztowało 4,18 złotego, dolar 3,25, frank 3,36, a funt 4,95 złotego.

Daniel Kostecki