Indeks naszych największych spółek rozpoczął poniedziałkową sesję od symbolicznej zwyżki, sięgającej zaledwie kilka setnych procenta. Już po kilkunastu minutach znalazł się pod kreską i przebywał tam przez większą część dnia. Pierwszy atak podaży sprowadził indeks wczesnym popołudniem do 2480 punktu, sprowadzając go 04, proc. poniżej poziomu piątkowego zamknięcia. Nasi inwestorzy ulegli kiepskim nastrojom, dominującym od rana na głównych giełdach europejskich. W końcówce sesji ich pesymizm stawał się coraz większy.

Pesymizmowi przez dłuższy czas nie poddali się gracze operujący na rynku średnich spółek. mWIG40 na otwarciu zyskiwał nieco ponad 0,6 proc., po raz kolejny poprawiając rekord obecnego trendu. Wskaźnik znalazł się na poziomie najwyższym od początku sierpnia 2011 r. Z czasem podaż także zaczęła przyciskać, ale indeks skutecznie bronił się przed zejściem na minus. Skapitulował dopiero pod koniec dnia.

W gronie średniaków wczesnym popołudniem prym wiodły zwyżkujące o niemal 3 proc. papiery Cormay i Getinu, rosnące o prawie 2 proc. walory Echa oraz zwyżkujące po 1,5 proc. akcje Rovese, Kulczyk Oil i ING BSK. Po około 1 proc. w górę szły akcje CD Red, Eurocash oraz Kęt. O ponad 9 proc. zniżkowały akcje Petrolinvestu na wieść o zamiarze przeprowadzenia kolejnej emisji akcji i warrantów o łącznej wartości 400-600 mln zł.

Wśród największych spółek sporymi wahaniami charakteryzowały się notowania GTC. Spółka opublikowała wyniki znacznie gorsze od oczekiwań analityków, jednak wyraźnie lepsze niż poprzednio. Początkowo przeważyło rozczarowanie, związane z niespełnieniem oczekiwań i kurs polecał w dół chwilami o 2 proc. Z czasem zaczęto doceniać poprawę wyników w porównaniu z poprzednim okresem i spadek zamienił się w zwyżkę sięgającą 1,7 proc. Z upływem czasu coraz lepiej radziły sobie papiery PKO. Wczesnym popołudniem zyskiwały one 1,5 proc. W ślad za nimi szły akcje Banku Handlowego. Po kilkudniowym odreagowaniu, do spadkowej tendencji powróciły walory Telekomunikacji Polskiej, tracące momentami ponad 2 proc. W fazie korekty po silnych zwyżkach znalazły się papiery naszych rafinerii, a szczególnie Lotosu, którego walory zniżkowały chwilami o 2 proc.

Powodów nie najlepszych nastrojów na głównych parkietach naszego kontynentu można upatrywać w słabych danych z Azji. W Chinach rozczarowała dynamika produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Nieźle postraszyła inflacja, rosnąc z 2 do 3,2 proc. W Japonii można wręcz mówić o załamaniu zamówień na maszyny i urządzenia. W styczniu były one niższe niż w ostatnim miesiącu ubiegłego roku o 13 proc. a w porównaniu do stycznia 2012 r. o 9,7 proc. Negatywnie zaskoczyła także produkcja przemysłowa we Francji, zniżkując nieoczekiwanie o 1,2 proc. Włoska gospodarka skurczyła się w czwartym kwartale o 2,8 proc., nieco mocniej niż się spodziewano. Nie zawiodły za to Niemcy. Eksport z tego kraju zwiększył się w styczniu o 1,4 proc., a import podskoczył aż o 3,3 proc.

Indeksy w Paryżu, Frankfurcie i Londynie od wczesnego popołudnia trzymały się stabilnie 0,2 proc. poniżej poziomu piątkowego zamknięcia.

Handel na Wall Street rozpoczął się od spadku indeksów po około 0,1-0,2 proc. W pierwszych godzinach sesji zmiany wartości indeksów były niewielkie i trudno było zorientować się, w jakim kierunku będą podążać. Obawy przed wystąpieniem korekty wciąż są uzasadnione.

Na godzinę przed końcem handlu na warszawskim parkiecie indeks naszych największych spółek tracił 0,4 proc., WIG spadał o 0,3 proc., a sWIG80 o 0,1 proc. mWIG40 zyskiwał niecały 0,1 proc. Obroty wynosiły 425 mln zł. 

Roman Przasnyski