Ostatnią sesję tygodnia warszawscy inwestorzy rozpoczęli niewielką zwyżką, ale wielkiego entuzjazmu początkowo nie było widać. Pojawił się dopiero tuż po południu. Indeksy odważniej ruszyły w górę, tym razem niemal bez wyjątku i bez różnic między głównymi wskaźnikami. Minimalnie słabiej zachowywał się jedynie sWIG80, ale ani przez moment nie miał kłopotów z utrzymaniem się wyraźnie nad kreską, co poprzednio zdarzało mu się dość często.

WIG20 na otwarciu zyskiwał nieco ponad 0,4 proc. i przez trzy godziny tkwił niemal w miejscu, w okolicach 2483 punktów. Chwilę później w szybkim tempie byki podciągnęły wskaźnik o niespełna 10 punktów i zwiększając skalę zwyżki do 0,7 proc. Można by powiedzieć, że to żadna rewelacja, jednak pocieszające było to, że wyskok ten nie był inspirowany sytuacją na głównych giełdach naszego kontynentu, lecz impuls popytowy miał swojski charakter. Niestety nie przetrwał długo, a o ataku na poziom 2500 punktów nie było mowy, choć brakowało do niego zaledwie 8 punktów.

W gronie największych spółek nie było widać zbyt wielu gwiazd, choć sytuacja poszczególnych papierów była zróżnicowana. Początkowo wyróżniały się sięgającymi około 1 proc. zwyżkami akcje Lotosu, Pekao, Telekomunikacji Polskiej i TVN. Walory dwóch ostatnich firm z czasem zmniejszyły skalę wzrostu o połowę. Za to lotos wyrósł na lidera, ze zwyżką sięgającą wczesnym popołudniem ponad 3 proc. O połowę mniej zyskiwały papiery Pekao i JSW. Po ponad 1 proc. w górę szły walory Banku Handlowego, KGHM, PGE i PKN Orlen. Wśród tuzów naszego rynku na niewielkim minusie notowane były akcje PKO, PZU i Tauronu. Pod koniec dnia walory gdańskiej rafinerii zwyżkowały już o ponad 5 proc., a po piętach zaczęły im deptać rosnące o 4 proc. akcje PGNiG.

Na rynku małych spółek uwagę zwracał 10 proc. skok notowań akcji DSS. Od końca lutego poszły one w górę o prawie jedną trzecią. Po niefortunnej przygodnie z budową autostrad firma powoli dochodzi do siebie. Akcje PBG, kolejnego budowniczego dróg, taniały o 6 proc. po informacji o wszczęciu postępowania komorniczego wobec spółki. Nie widać końca przeceny walorów CEDC, firmy mającej kłopoty z potężnym zadłużeniem. Nie pomagają informacje, że chętnych do jej ratowania nie brakuje. W piątek jej papiery taniały momentami o 8 proc., zbliżając się do historycznego minimum, osiągniętego pod koniec 2000 r. W tym czasie kurs akcji przebył drogę od poniżej 2 zł do prawie 160 zł i z powrotem. Ponad 7 proc. zwyżką mogli się cieszyć posiadacze akcji Emperii.

Do wczesnego popołudnia na głównych giełdach europejskich nie działo się zbyt wiele, choć trudno mówić o nudzie. DAX, CAC40 i FTSE zaczęły dzień od wzrostów po 0,4-0,6 proc., jednak już wkrótce ich drogi się rozeszły. W Londynie wskaźnik już od pierwszej godziny zaczął słabnąć i ta tendencja trwała niemal do końca dnia. Indeks we Frankfurcie po porannym pokonaniu poziomu 8000 punktów nieznacznie się cofnął i trwał uparcie w okolicach 7987 punktów. Nie wzruszyły go ani słabsze dane z rodzimej gospodarki, ani rewelacyjne informacje zza oceanu. Z kolei inwestorzy w Paryżu przebudzili się z marazmu po sygnale z amerykańskiego rynku pracy, podwajając skalę zwyżki. CAC40 zyskiwał około 1,3 proc.

Informacje z europejskiej gospodarki nieodmiennie nie napawają optymizmem. Produkcja przemysłowa w Niemczech w styczniu ani drgnęła w porównaniu do grudnia, a spodziewano się jej wzrostu o 0,5 proc. Za to w Stanach Zjednoczonych wyraźnie poprawia się sytuacja na rynku pracy. Piątkowe dane były zaskakująco dobre. Stopa bezrobocia spadła z 7,9 do 7,7 proc., a tu zmian się nie spodziewano. Liczba etatów w sektorze pozarolniczym zwiększyła się o 236 tys., podczas gdy oczekiwano przyrostu sięgającego 160 tys. Sektor prywatny utworzył w lutym 246 tys. nowych miejsc pracy (liczono, że przybędzie ich 170 tys.).

Doskonałe informacje zza oceanu nie zrobiły początkowo (za wyjątkiem Paryża) większego wrażenia na inwestorach z naszego kontynentu. Po chwili namysłu mocniej w górę poszły indeksy w Warszawie. Pierwsze minuty sesji na Wall Street przyniosły zwyżki wskaźników po około 0,4 proc., więc także trudno było mówić o euforii.

Na półtorej godziny przed końcem handlu WIG20 i WIG zyskiwały po 0,9 proc., mWIG40 rósł 1 proc., a sWIG80 o 0,6 proc. Obroty wynosiły 635 mln zł. 

Roman Przasnyski