We wtorek najważniejszym wydarzeniem w kalendarzu makroekonomicznym była publikacja indeksu instytutu ZEW, który ponownie pozytywnie zaskoczył i ukształtował się na poziomie 48,2 pkt (35 pkt prog). Jest to najwyższy odczyt od kwietnia 2010 r., a skala odbicia od dna (ponad 70 pkt) przypomina sytuację sprzed roku. Jest to optymistyczny wstęp do publikacji ważniejszych indeksów PMI i instytutu Ifo w dalszej części tygodnia. Niemniej, z optymizmem nie należy przesadzać, gdyż pierwsze styczniowe twarde dane makro z niemieckiej gospodarki pojawiają się dopiero jutro (dynamika inflacji CPI).

W Polsce dla odmiany opublikowany został raport GUS na temat produkcji w przemyśle za styczeń. W ujęciu rocznym jej dynamika wyniosła 0,3 proc. (-3,2 proc. r/r prog) i -2,5 proc. r/r po wyeliminowaniu czynników sezonowych. Wzrost odnotowano w nieco ponad połowie gałęzi przemysłu i jest to z pewnością odczyt lepszy niż grudniowy, lecz oznacza on raczej osłabnięcie tempa pogarszania koniunktury, aniżeli sygnał do trwałej poprawy. Dane te nie powinny sprzyjać przerwaniu cyklu obniżek już na marcowym posiedzeniu, kiedy spodziewane jest kolejne cięcie stóp o 25pb, lecz może być argumentem za pauzą po tej decyzji.

W trakcie sesji nasiliły się plotki o możliwym obniżeniu ratingu Wielkiej Brytanii przez S&P już dzisiejszego wieczora, lecz informacja ta po południu została zdementowana przez agencję ratingową. Niemniej, kurs GBP/USD po fatalnym zeszłym tygodniu obecny także rozpoczął nie najlepiej i oscyluje wokół minimów 1,5437 USD. 

Kurs EUR/USD także po powrocie amerykańskich inwestorów utrzymał się w wąskim trendzie bocznym 1,3315-1,3375 USD. Górne ograniczenie zostało przetestowane po publikacji indeksu ZEW, a po otwarciu handlu za oceanem rynek ponownie próbuje zmierzyć się z tym poziomem. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem pozostaje obserwacja dalszego rozwoju wypadków. Warto jednak dodać, że w przypadku przebicia 1,3315 USD otwarta zostanie droga do testu ważnego wsparcia 1,3250 USD oraz 7-miesięcznej linii trendu wzrostowego przebiegającej nieznacznie poniżej. 

Po poniedziałkowym wzmocnieniu na warszawski parkiet powróciła relatywna słabość względem zachodnich rynków. Indeks WIG20 w trakcie sesji nie potrafił zdecydowanie zaatakować 2500 pkt, podczas gdy imponujące odbicie od 7600 pkt notował zarówno DAX, rosnąc o ok. 1,5 proc., jak i francuski CAC40 (ok. 1,8 proc. na plusie). W układzie technicznym sytuacja jest dość klarowna, gdyż z jednej strony notowania utrzymują się nad wsparciem 2443 pkt, a z drugiej ograniczone są główną linią trendu spadkowego (2525 pkt), lecz wyraźnie brakuje impulsu do testu któregoś z tych poziomów. Dzisiejsze dane i powrót Amerykanów także go nie dostarczyły.

W Stanach Zjednoczonych natomiast nie słabnie optymizm i indeks S&P 500 mozolnie pnie się ku górze osiągając nowy szczyt (1527 pkt) tuż po otwarciu. Ostatnim zwyżkom sprzyjał trwający sezon wyników, podczas którego ok. 64 proc. spółek pokazało lepsze od prognoz wyniki zarówno w przypadku zysku netto jak i przychodów. W pierwszym przypadku jest to najlepszy rezultat od IV kwartału 2010 r.

Sebastian Trojanowski