W efekcie indeks największych spółek skończył dzień tracąc 0,68 z obrotem na poziomie 364 mln złotych, z czego przeszło 100 mln przypadło na końcowy fixing. Pomijając skokowe podniesienie obrotu w finale dnia, łącznie na sesjach czwartkowej i piątkowej obrót w WIG20 wyniósł około 570 mln, co zwykle udaje się wykonać w trakcie jednego dnia. 

Już tylko z tego powodu nie warto przykładać większej wagi do zachowania rynku na ostatniej sesji roku. Niemniej z kronikarskiego obowiązku do odnotowania są wyznaczone dziś nowe maksima trendu wzrostowego, nowy szczyt fali wzrostowej oraz najwyższy poziom w zakończonym roku. W takim kontekście piątkowe notowania były prostą konsekwencją końcówki bardzo dobrego roku i doskonałego kwartału. Od początku 2012 roku indeks największych spółek zyskał przeszło 20 procent, z czego niemal połowa przypadła na IV kwartał. W istocie tylko w grudniu indeks największych spółek zyskał 6,7 procent. W tej perspektywie zakończony remisem tydzień można uznać za neutralny i niewiele wnoszący do obrazu rynku, który z optymizmem może spoglądać w rok 2013.

W bliskiej perspektywie ryzyka są na tyle oczywiste, iż nie trudno zrozumieć chęć do realizacji zysków, jaka pojawiła się na GPW jeszcze przed świętami i znalazła kontynuację w dzisiejszej końcówce. W momencie zamykania roku w Warszawie, nie były znane nowe propozycje podatkowe prezydenta USA, więc część graczy słusznie założyła, iż brak sesji poniedziałkowej wymusza wyjście z rynku. W istocie jeszcze w poprzendim tygodniu jasne było, że lepiej przeczekać świąteczną przerwę bez podejmowania poważniejszych decyzji i wrócić do gry, gdy globalne rynki akcji zdecydują, jak reagować na brak lub kształt porozumienia w sprawie tzw. klifu fiskalnego, który może zepchnąć amerykańską gospodarkę ze ścieżki ożywienia a nawet sprowadzić krótką recesję.

Adam Stańczak