Wczorajsza decyzja amerykańskiego Komitetu Otwartego Rynku nie była już tak gremialnie oczekiwana jak ta z września, na której zapadała decyzja o uruchomieniu QE3. Tym niemniej istotne było co zrobi Fed, szczególnie w kontekście zbliżającego się wielkimi krokami końca roku, kiedy klif fiskalny miał się nałożyć na zakończenie operacji twist. Powszechnie oczekiwano, że Ben Bernanke będzie chciał utrzymać stymulację monetarną na niezmienionym poziomie, co oznaczało zwiększenie zakupów obligacji długoterminowych w kwocie 45 mld dolarów miesięcznie. Tak też się stało.

Ponadto zmienił się język komunikacji Komitetu z rynkiem, gdyż zmieniono ustaloną wcześniej spodziewaną datę zakończenia stymulacji monetarnej na klarowny cel, jaki Fed chce osiągnąć zanim podniesie stopy. Ten cel to obniżenie stopy bezrobocia poniżej 6,5%, tym niemniej jeżeli prognozowana inflacja na okres od 1 do 2 lat wzrośnie powyżej 2,5%, to era niskich stóp będzie musiała się zakończyć.

Teoretycznie oczekiwania inwestorów zostały w pełni zrealizowane, ale na konferencji prasowej po decyzji FOMC wrócił strach o klif fiskalny. Cała konferencja zdominowana była bowiem pytaniami o potencjalne skutki tego klifu i co Fed może zrobić by im zapobiec. Ben Bernanke nie powiedział nic nowego, ale przypomniał, że klif fiskalny już ma negatywny wpływ na aktywność gospodarczą (choćby poprzez obawę przed nowymi inwestycjami) oraz że łagodna polityka pieniężna nie jest w stanie zrekompensować negatywnego wpływu zaostrzenia polityki fiskalnej. Te słowa wykorzystane zostały do realizacji wcześniejszych zysków.

Na GPW oznaczało to spadek cen po otwarciu rynku, ale nie był on ani głęboki bądź potwierdzony większym obrotem. Podobnie przebiegał handel na innych rynkach, gdzie co prawda nastroje nie były najlepsze, ale szczególnie złymi także ich nie można było nazwać. Zresztą początkowa słabość szybko została opanowana i dalsza cześć sesji polegała na mozolnym wzroście w kierunku otwarcia.

Publikowane dzisiaj dane nie miały wpływu na notowania, ale warto wspomnieć, że inflacja w naszym kraju spowolniła w listopadzie do 2,8% r/r, czyli jest najniższa od 2 lat. Były to dane nieco niższe od prognoz i w pełni umożliwiające dalsze obniżki stóp procentowych. Publikacje z USA teoretycznie były mieszane, gdyż sprzedaż detaliczna wzrosła o 0,3% m/m wobec prognoz zwyżki o 0,5%, ale wyłączając spadek sprzedaży paliw (w większości efekt spadku ich ceny), sprzedaż wzrosła aż o 0,8%, co było już wynikiem dobrym.

Z kolei cotygodniowa ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nieoczekiwanie spadła do poziomu z początku 2008 roku, co było zdecydowanie lepszych wynikiem od prognoz. Inwestorzy jednak nie wykorzystali tych publikacji do podniesienia cen i obserwowaliśmy spokojne zakończenie sesji kosmetycznym spadkiem o niecałe 0,3%. Do końca roku pozostało zaledwie 8 sesji, więc taki zachowawczy handel nie mógł specjalnie dziwić. 

Łukasz Bugaj