Jakie były te pozytywne informacje? Teoretycznie było ich całkiem sporo, poczynając od dobrych wieści z Chin, gdzie opublikowany jeszcze w sobotę oficjalny wskaźnik PMI dla przemysłu wzrósł do 50,6 pkt. z 50,2 pkt. w październiku. Konkurencyjny indeks, jaki publikuje bank HSBC, również pokazał pozytywny odczyt. Ciężko jednak te informacje nazwać szczególnie nowymi. Otóż powszechnie oczekiwano takiego obrotu sprawy i właśnie dlatego od połowy minionego tygodnia wyraźnie zwyżkowała cena miedzi. Wydaje się więc, że to nie Chiny odpowiadały za wzrosty.

Kolejnym teoretycznie pozytywnym czynnikiem były dobre wiadomości z Aten. Poznaliśmy bowiem warunki skupu greckich obligacji, a bank centralny w swoim raporcie rozpisywał się o nowym otwarciu dla przeżywającej potężne trudności gospodarki, która po porozumieniu z pożyczkodawcami może odbić nawet wcześniej, niż się obecnie prognozuje. Ponadto w niedzielę kanclerz Niemiec powiedziała, że pożyczkodawcy Grecji rozważą umorzenie części jej długu, ale pod pewnymi warunkami. Te wiadomości nie mogły jednak wywołać obserwowanej fali zakupów, gdyż wiele nowości w nich nie było. To w większości podanie szczegółów do już znanych informacji, a jedyna nowość w postaci słów Angeli Merkel była obwarowana takimi warunkami i tyczyła się tak odległej przyszłości, że nie mogła wpłynąć na nastroje. 

Ostatnim pozytywnym czynnikiem mogły być wieści z Hiszpanii, która formalnie zgłosiła się po wartą 39,5 miliarda euro pomoc finansową z europejskich funduszy na dokapitalizowanie krajowych banków. Ale to również nie było novum, którym byłaby dopiero pomoc dla samego budżetu państwa, co z kolei wzmogłoby spekulacje o możliwych zakupach obligacji przez EBC w ramach programu OMT. Na ten ważniejszy temat nadal jednak panuje cisza.

Rynki mimo tych banalnych pozytywnych informacji rosły w pierwszej części sesji jak na drożdżach. Zwyżki na parkietach we Frankfurcie, Paryżu czy Warszawie wynosiły po ok. 1%. Inwestorzy z pewnością nie cieszyli się z publikacji wskaźników PMI dla europejskich gospodarek, gdyż choć były pomyślne (publikacja dla strefy euro była najwyższa od ośmiu miesięcy), to potwierdzały jedynie poznane już wcześniej odczyty wstępne. Jedynie indeks dla Polski mógł cieszyć, gdyż wzrósł do 48,2 pkt. wobec oczekiwanej kosmetycznej zwyżki do 47,4 pkt. Rynek jednak na krajowe dane co do zasady nie reaguje.

Końcowa faza notowań przebiegała już nieco gorzej, gdyż wyraźnie rozczarował odczyt indeksu ISM dla amerykańskiego przemysłu, który nieoczekiwanie spadł poniżej 50 pkt. i był najniższy od ponad 3 lat. Kompozycja indeksu była wyjątkowo słaba i spowodowała odwrót od akcji na zachodnich parkietach. Na GPW odbiła się jednak niewielkim echem i indeks WIG20 potrzymał spore wzrosty do końca sesji i zamknął się na nowym rocznym maksimum. Już niewiele brakuje by krajowy indeks opuścił roczną konsolidację górą, czym rozpocząłby nową falę hossy. 

Łukasz Bugaj