Wczorajsze notowania w Europie zakończyły się spadkami najważniejszych indeksów w okolicach 1 proc., do czego rękę ponownie przyłożyli Amerykanie, bowiem obawy przed posiadaniem akcji widać było zwłaszcza w końcówce notowań, gdy Wall Street już rozpoczęła handel i rozpoczęła go od spadku S&P. Z drugiej strony indeksy giełd amerykańskich przyspieszyły marsz na południe po zamknięciu giełd w Europie, więc nie można powiedzieć, by strata S&P została w pełni zdyskontowana. Na tle rozwiniętych rynków błyszczał nasz region - BUX, WIG20, RTS zyskały na wartości mimo niekorzystnego otoczenia. Moda na rynki Europy Środkowej wciąż się utrzymuje.

S&P stracił ostatecznie 1,4 proc., Dow Jones 1,7 proc., a indeks transportowy nawet 2,5 proc. Warto odnotować, że rynki wschodzące Ameryki Południowej także doznały bolesnych strat (Bovespa o 2,1 proc., Merval 1,4 proc.), co odróżnia nasz region nie tylko w skali Starego Kontynentu, ale wręcz globalnie. Oczywiście pojawia się pytanie, jak głęboko S&P może zejść pod wpływem obaw o klif fiskalny.

Jedną ze zmian podatkowych, których obawiają się inwestorzy przede wszystkim, będzie wzrost podatku od zysków kapitałowych. Nic więc dziwnego, że realizacja zysków następuje teraz. Jest zarazem pewną wskazówką. Kiedy S&P zbliży się do tegorocznego dna (są to właśnie okolice majowo-czerwcowych dołków) nie będzie już czego realizować, bo trzeba założyć, że mniejszy podatek chcą zapłacić inwestorzy o relatywnie krótkim horyzoncie. Dlatego zatrzymania przeceny należałoby oczekiwać właśnie w tych rejonach, to jest w okolicach 1300 pkt (raczej powyżej niż poniżej tego poziomu).

Rynki azjatyckie wolne są od tego rodzaju kalkulacji. Nowy przywódca chińskiej partii komunistycznej Xi Jinping został przywitany przez rynek spadkiem indeksu w Szanghaju o 1,2 proc. To oczywiście nie świadczy o nastawieniu rynku do nowego przywódcy - Kospi także stracił 1,2 proc., a w Seulu Xi nie będzie rządził. Nieoczekiwanie globalnej przecenie oparł się Nikkei, który zyskał 1,9 proc. To zasługa… sondażu wyborczego, którego wyniki stwarzają szansę na zmianę rządu, a w ślad za tym także i stylu walki ze spowolnieniem.

Europa rano odpokutuje słabość Wall Street. Później spadki nie muszą być kontynuowane. Inwestorzy poznają dynamikę PKB Włoch i całego eurolandu (11:00), a ponadto S&P dotarł już do pierwszej linii wsparć, o których pisałem wyżej, zatem jakiś odpór podaży powinien pojawić się choć na chwilę. Zwłaszcza, gdyby odczyty indeksów Empire State czy Fed Filadelfia dawały podstawy do optymizmu. Mimo wszystko traktowałbym odbicie jako chwilowe (nawet gdyby miało potrwać kilka dni). S&P zrobił już zbyt potężną wyrwę w zasiekach obrońców trendu, by dało się ją załatać w ekspresowym tempie. Emocjonujące tygodnie jeszcze przed nami. WIG20 zaś tkwi w konsolidacji i jest to najlepsze miejsce na przetrwanie światowych zawirowań.

Emil Szweda