W powszechnym przekonaniu zakończony tydzień na rynkach akcji miał być tygodniem mocnej wyprzedaży. W istocie większość ważnych indeksów straciła na wartości, ale spojrzenie np. na DJIA pozwala na tezę, iż za całość strat w skali tygodnia odpowiada ledwie jedna sesja, wtorkowa. Proste porównanie zmian w punktach z poszczególnych dni ujawnia, iż w poniedziałek i piątek rynek zadowolił się kosmetycznymi przesunięciami a spadek ze środy został w całości odrobiony w czwartek. W efekcie 236 punktów poniesionej straty to głównie efekt wtorkowego spadku o 243 punkty. Analogicznie wygląda sytuacja w przypadku S&P500 i jeszcze kilku innych równie ważnych indeksów na świecie, które reagując na słabość Wall Street oddały równowartości tygodniowej straty.

Zasadnym jest zadać pytanie, czy jedna sesja powinna być elementem pozwalającym kreślić pesymistyczne scenariusze, gdy oczywistym faktem jest, iż we wtorek nad rynkami zebrała się perfekcyjna mieszanka podażowych czynników. W istocie we wtorek rynki zderzyły się ze słabymi wynikami kwartalnymi spółek, powrotem obaw o kondycję strefy euro i wreszcie technicznym przesileniem na wykresach indeksów, które mają za sobą okres skorelowanego wzrostu w miesiącach letnich. Naprawdę zeszłotygodniowe spadki są częścią ruchu, który trwa na giełdach już trzeci tydzień i jest niczym więcej niż korektą letniego optymizmu. Sezon wyników kwartalnych w USA został w klasyczny sposób wykorzystany do realizacji zysków mimo tego, iż w szczegółach nie jest tak zły, jak wcześniej oczekiwano - przy blisko połowie spółek z indeksu S&P500, która już ogłosiła wyniki niemal 40 procent pobiło prognozy rynku.

Paradoksalnie, obserwowana przecena dobrze rokuje na przyszłość. Zredukowanie wycen i zwyżek indeksów buduje przestrzeń do rozgrywki pod końcówkę kwartału i roku. Tegoroczna zwyżka DJIA została zredukowana do 7,3 procent, gdy szeroki S&P500 chwali się zwyżką od 1 stycznia o 12,3 procent. Na dziś Nasdaq Composite jest na blisko 15-procentowym plusie, gdy w szczycie tegorocznej fali wzrostowej zyskiwał przeszło 20 procent. Dysproporcja pomiędzy DJIA i dwoma średnimi to w dużej mierze efekt zwyżki ceny Apple, która nie wchodzi w skład indeksu Dow Jonesa. Właśnie Apple wydaje się być jedną z lokomotyw, która pociągnie indeksy w końcówce kwartału. Mimo zdystansowanego przyjęcia raportu kwartalnego spółki, Apple pojawia się na rynku z nowymi produktami na progu sezonu przedświątecznej gorączki zakupowej i już teraz można powiedzieć, że nowe iPady i iPhone kolejnej generacji będą hitami sprzedaży.

Przy okazji warto wspomnieć, iż Apple ma za sobą piąty tydzień przeceny a cena akcji spółki spadła z 700 dolarów do 600 dolarów i dla wielu graczy wycena robi się więcej niż atrakcyjna. Ciekawostką jest to, iż tylko w październiku akcje Apple oddały blisko 10 procent – więcej od rynku - ale w zeszłym tygodniu strata była o połowę mniejsza od strat indeksów DJIA i S&P500, które spadały głównie na fali słabości spółek surowcowych. W istocie bez zeszłotygodniowej przeceny ropy o blisko 5 procent i spadku cen innych towarów, które razem złożyły się na blisko 2-procentową stratę sektora surowcowego w indeksach, wtorkowa przecena na rynkach akcji byłaby tylko krótkim epizodem. To kolejny element, który zmusza do spokojnego spojrzenia na wydarzenia minionego tygodnia. W bliskim terminie ważniejszym od zeszłotygodniowego przebłysku strony podażowej będą wyniki wyborów prezydenckich, które przesądzą o tym, jak amerykańska klasa polityczna upora się z przeszkodą znaną, jako fiscal cliff.

Adam Stańczak, Analityk DM BOŚ SA