Od ogłoszenia przez amerykańską rezerwę federalną trzeciej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE) minął dopiero miesiąc. To czas zdecydowanie zbyt krótki, by dokonać oceny wpływu decyzji o skupowaniu obligacji zarówno na gospodarkę, jak i na rynki finansowe, jednak dobra okazja, by porównać reakcje inwestorów na obecne i poprzednie działania stymulacyjne Fed. Ze względu na specyficzne warunki i sytuację, w jakiej znajdowały się rynki i gospodarka w latach 2008-2009, sensowne wydaje się ograniczenie porównań do QE2 i QE3.

Widocznych jest kilka istotnych podobieństw, choć znacznie więcej rysuje się między nimi różnic. Podobieństwo najbardziej rzucające się w oczy to fakt, że w przypadku większości rynków pozytywny wpływ decyzji Fed zauważalny był w okresie przed jej podjęciem, czyli od czasu pojawienia się nadziei, spekulacji bądź zapowiedzi działań amerykańskiego banku centralnego. W obu przypadkach pojawiły się one na kilka miesięcy przed podjęciem decyzji. W przypadku QE2 można przyjąć, że inwestorzy nabrali wiary w działania Fed w maju-czerwcu 2010 roku. Na jej spełnienie czekali do 3 listopada. W tym czasie notowania miedzi i srebra skoczyły o ponad 40 proc., cena złota wzrosła o 31 proc., a ropa zdrożała o 23 proc. Główne giełdowe indeksy poszły w górę po około 17 proc.

Interesujące jest to, że za wyjątkiem cen srebra i ropy naftowej, skala zwyżki była największa właśnie w okresie oczekiwania na decyzję. W przypadku miedzi czas nadziei przyniósł wyraźnie przesadną reakcję, która w kolejnych miesiącach została wyraźnie skorygowana. Także na rynkach akcji widać było stopniowe stygnięcie entuzjazmu. Charakterystyczne jest również to, że w pierwszym okresie po ogłoszeniu decyzji przez Fed nie mieliśmy do czynienia z oznakami euforii na rynkach. W przypadku QE2 w pierwszym miesiącu działania rezerwy, zwyżki notowań w większości przypadków nie przekraczały 6 proc. Decyzja o QE3 spowodowała w pierwszych czterech tygodniach po jej ogłoszeniu wręcz spadkową korektę. Symptomatyczne jest, że zjawisko to dotknęło niemal wszystkich rynków, nie było więc dziełem przypadku.

Także obecna runda luzowania polityki pieniężnej została zdyskontowana przez rynki ze sporym wyprzedzeniem. Podobnie jak dwa lata wcześniej, także i tym razem rachuby na dodruk pieniądza zaczęły pchać notowania w górę już od maja-czerwca. Ponownie największym beneficjentem było srebro, które zdrożało o ponad 30 proc. Pod względem skali zwyżki niewiele ustępowała mu ropa naftowa. Jednym z największych wygranych okazał się też indeks giełdy we Frankfurcie, który zwiększył swoją wartość o ponad 22 proc. i należał do grona najsilniejszych wskaźników na świecie, dorównując nawet tym z najbardziej dynamicznie zachowujących się rynków wschodzących.

Spadki cen większości aktywów po ogłoszeniu decyzji Fed o nieograniczonym skupowaniu obligacji mogą wskazywać, że rynki są już znacznie uodpornione na tego typu działania. Nie oznacza to, że w najbliższych miesiącach nie możemy być świadkami kontynuacji wzrostów. Trudno jednak liczyć na to, że ich skala będzie porównywalna z tą, którą obserwowaliśmy w latach 2010-2011. Tym razem na sytuację na rynkach znacznie większy wpływ mieć informacje o tym, jak na działania Fed reaguje realna gospodarka. Jeśli poprawa zacznie być wyraźnie dostrzegalna, wystąpienie kolejnej fali zwyżek jest bardzo prawdopodobne.

Roman Przasnyski