S&P500 w poniedziałek zniżkował o 0,35 proc. i zaliczył drugi z rzędu spadek. DAX w miniony piątek podskoczył o 1,3 proc., ale w poniedziałek stracił prawie 1,5 proc. Patrząc na wykresy nie ma wątpliwości, że Wall Street znajduje się w łagodnym krótkoterminowym trendzie wzrostowym, a Frankfurt porusza się w bok. Większa dynamika zmian na głównych parkietach naszego kontynentu świadczy jedynie o nerwowości i niepewności panującej wśród tutejszych inwestorów.

Różnice między rynkiem europejskim a amerykańskim są co prawda dość subtelne, bo S&P500 w ciągu kilku ostatnich dni zyskał 1,6 proc. a DAX 1 proc., ale przewaga jest po stronie Amerykanów. Tym bardziej gdy zauważymy, że w tym samym czasie CAC40 zniżkował o 3 proc., a w Paryżu nerwowość jest większa niż na charakteryzujących się tradycyjnie większą zmiennością rynkach wschodzących. W trakcie ostatniej sesji wrześniowej wskaźnik spadł o 2,5 proc., październik rozpoczął zwyżką o 2,4 proc. W miniony piątek wzrósł o 1,6 proc., wczoraj stracił 1,5 proc.

Trudno się tym zmianom dziwić, bo to Europejczycy mają więcej powodów do zmartwień i strachu. Amerykanie deklarują, że się boją kłopotów i w Europie i w Azji, ale na rynku tego nie widać. W najbliższym czasie sytuacja na obu półkulach będzie jednak równie napięta i niepewna. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie sygnały popłyną z Grecji i Hiszpanii, ani jakie będą reakcje na publikacje wyników finansowych amerykańskich firm. Sezon publikacji raportów rozpoczyna się dziś wieczorem.
Inwestorzy na giełdach azjatyckich kompletnie nie przejęli się obniżeniem przez Bank Światowy prognoz dla gospodarki ich kontynentu. Sytuacja jednak była zróżnicowana. Na godzinę przed końcem handlu Nikkei zniżkował o 1 proc. Indeks w Hong Kongu rósł o 1 proc., ale na Tajwanie mieliśmy spadek o 0,3 proc. W Chinach prawie euforia. Shanghai Composite szedł w górę o 2 proc, a Shanghai B-Share o ponad 1 proc.

Zwyżkujące po 0,2-0,3 proc. kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy sugerują pomyślny dla byków początek dzisiejszej sesji. Może on przynieść odreagowanie poniedziałkowych sporych spadków we Frankfurcie i Paryżu.

Nasz rynek wyszedł z wczorajszej przeceny obronną ręką. Trzeba jednak zauważyć, że zawdzięczamy to dobremu zachowaniu zaledwie jednej spółki. Chodzi o mocno zwyżkujące na przekór wszystkim papiery PZU. Od kilku dni mamy do czynienia z sytuacją, w której ton w trakcie poszczególnych sesji w gronie blue chips nadają dwie-trzy spółki, a jednocześnie wyraźnie zwiększa się zainteresowanie firmami średnimi i małymi. W czasie gdy WIG20 "klei" się do 2400 punktów i nie może się od tego poziomu oderwać, mWIG40 i sWIG80 dynamicznie idą w górę. Zbyt wcześnie na daleko idące wnioski, ale tej obserwacji ignorować nie sposób.

Roman Przasnyski