Wtorkowa sesja w ostatecznym rachunku przyniosła rozdźwięk między wskaźnikami głównych giełd europejskich a parkietem w Nowym Jorku. Publikowane wczoraj za oceanem optymistyczne informacje poprawiły nastroje na naszym kontynencie. Zwyżki sięgały co prawda zaledwie po kilka dziesiątych procent, ale jednak. Początkowo rosły też indeksy na Wall Street. Ale nieoczekiwanie zakończyły dzień na sporych minusach. Dow Jones zniżkował o 0,75 proc., Nasdaq poszedł w dół aż o 1,4 proc., a S&P500 stracił 1,05 proc. To największe jednosesyjne spadki od dwóch miesięcy.

Korekta wzrostowej fali staje się więc faktem. Pytanie dotyczące najbliższej przyszłości brzmi: czy będzie tuzinkowa, jak poprzednia z przełomu sierpnia i września, gdy trwała dwanaście sesji (przyniosła spadek S&P500 o zaledwie 16 punktów, czyli 1,1 proc.), czy przerodzi się w nietuzinkową, podobną do tych kilkusesyjnych bardziej dynamicznych tąpnięć, typowych dla okresu od maja do sierpnia. Na razie wiadomo, że trwa ona siedem sesji i w tym czasie uszczupliła S&P500 o 23 punkty, czyli o 1,6 proc.

Wszystko wskazuje na to, że warunki do kontynuacji spadków są korzystne. Skoro bowiem inwestorzy ignorują dobre informacje i zaczynają się karmić obawami o stan globalnej gospodarki. Spadek w końcowej części handlu przypisuje się także wypowiedzi szefa Fed z Filadelfii, który wyraził wątpliwości czy QE3 doprowadzi do poprawy w gospodarce i na rynku pracy. Morale byków musi być w kiepskim stanie, skoro tego typu opinie doprowadzają do sporej wyprzedaży.
Dziś europejskie parkiety będą musiały się zmierzyć z tą nową sytuacją rynkową i zapewne skorygować wczorajszy powiew optymizmu. Wszystko wskazuje, że podążą śladami giełd azjatyckich, które mocno przejęły się amerykańskim ochłodzeniem. Na godzinę przed końcem handlu Nikkei tracił ponad 2 proc. W Szanghaju spadki sięgały 1,2-1,4 proc. Niewielka nadzieja na spokojny początek sesji na naszym kontynencie płynie z obserwacji zachowania się kontraktów terminowych na europejskie indeksy. Rano znajdowały się w okolicach poziomu z wtorku, a amerykańskie były nawet minimalnie na plusie, sugerując możliwość odreagowania wczorajszych spadków.

Nasz rynek we wtorek należał do najsilniejszych, więc dziś byki mogą mieć kłopot. Jednodniowe pokazy zdarzają się nam dość często, ale to za mało, by wnioskować o kondycji parkietu. Patrząc z perspektywy ostatnich kilku dni, nie wygląda ona najlepiej. Po dwóch podskokach do 2416-17 punktów, WIG20 zjechał do poniedziałku o 50 punktów, czyli o 2 proc. Z tego punktu widzenia o żadnej sile mówić nie można. Wręcz przeciwnie.
Dziś danych makroekonomicznych będzie niewiele, ale na nastroje mogą mieć wpływ informacje o zamieszkach przed hiszpańskim parlamentem, skierowanych przecie oszczędnościowym planom rządu.

Roman Przasnyski