Inwestorzy spodziewają się, że B.Bernanke podtrzyma nadzieje na luzowanie ilościowe, jednak może nie podać szczegółów ani tym bardziej terminów ewentualnych działań. Zasygnalizowanie możliwości przeprowadzenia luzowania na pewno osłabiłoby dolara pomimo, że ruch taki już po części jest w cenach. W takiej sytuacji należy brać pod uwagę test strefy 1,26-1,27 USD. Z kolei jeżeli w Jackson Hole nie zostaną wysłane silne sygnały, że wkrótce może dojść do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej (co według nas jest wysoce prawdopodobne), rynek mocno rozczaruje się, co może skutkować powrotem kursu EUR/USD do strefy 1,23-1,24 USD a po opuszczeniu średnioterminowego kanału wzrostowego nawet do 1,20 USD.

W czwartek traciły giełdy (indeks DJ na zamknięciu spadał o 0,8%, S&P500 o 0,78%, zaś Nasdaq o 1,0% co oznaczało, że wczorajsza sesja była dla niego najgorsza od 23 lipca), taniały też aktywa o podwyższonej wrażliwości na zmiany awersji do ryzyka. Kurs EUR/USD pod koniec handlu w Europie chwilowo spadł nawet poniżej 1,25. Inwestorzy najwyraźniej szykują się na rozczarowanie, choć jeszcze nie panikują. Na rynku zauważa się jednak rosnący sceptycyzm, co do istotnej zmiany sytuacji po popołudniowym wystąpieniu B.Bernanke. W tej atmosferze niepewności zupełnie zlekceważone zostały publikowane wczoraj dane . Niemniej warto odnotować, że w czwartek poznaliśmy kolejne słabe dane ze strefy euro (wskaźniki nastrojów gospodarczych w sierpniu) oraz z USA (tygodniowe dane z rynku pracy i indeks bazowy cen PCE za lipiec). 

W kraju złoty dalej tracił wczoraj na wartości. Kurs EUR/PLN testował opór na 4,20 zaś USD/PLN 3,35. Impuls do dalszej przeceny naszej waluty dały opublikowane jeszcze przed południem dane o PKB za II kwartał. GUS podał, że w ostatnich trzech miesiącach br. gospodarka polska rozwijała się w 2,4% tempie w skali roku, po tym jak w I kwartale wzrost PKB sięgnął 3,5%. Głównym powodem negatywnego zaskoczenia był spadek popytu krajowego (-0,2%), ale zaważyły też, spowalniające inwestycje i konsumpcja.

Jak łatwo zauważyć, to nie tylko najsłabsze dane od trzech lat, ale też znacząco gorsze od prognoz ekonomistów (szacunki rynkowe wskazywały na 2,9% r/r). Gospodarka nasza mocno hamuje, a to może wymusić na RPP szybszą decyzję o obniżce stóp procentowych pomimo wciąż wysokiej inflacji. Niektórzy ekonomiści zakładają, że już w listopadzie zobaczymy niższe stopy NBP (po publikacji najnowszej projekcji inflacyjnej), inni pod uwagę biorą nawet październik. Natomiast już w przyszłym tygodniu realne wydaje się złagodzenie retoryki RPP.

Obecne poziomy notowań EUR/PLN w okolicach 4,20 wydają się odpowiednie do konsolidacji na najbliższe dni. Przewartościowany złoty został urealniony i teraz będzie czekać na impuls. Nie można wykluczyć, że chwilowo rynek zejdzie do 4,15. Okolic 4,05 raczej w najbliższym czasie nie zobaczymy.

Niemniej, z technicznego punktu widzenia wzrost ponad 4,22 PLN otworzyłby drogę do 4,26 PLN i następnie w okolice 4,30 PLN gdzie mogłoby już dojść do uruchomiania automatycznych zleceń sprzedaży stop-loss i ruchu w kierunku 4,40 PLN za euro. W rejonach 4,30-4,33 przebiega bowiem linia trendu spadkowego poprowadzona po listopadowo-grudniowych szczytach z 2011 roku i tegorocznym piku czerwcowym. By jednak tak negatywny dla złotego scenariusz mógł się realizować konieczne byłoby pojawienie się nowych, „czarnych” wizji związanych z sytuacją w Europie. Tu jednak też obecnie zakłada się, że EBC - jak sam zapewniał - „zrobi wszystko” by utrzymać strefę euro. Zapowiedź oczekiwanego skupu obligacji krajów południa Europy pogrążonych w kryzysie zadłużenia podczas wrześniowego posiedzenia EBC umocniłaby złotego. Kurs EUR/PLN miałby wówczas szansę na powrót do/może lekko poniżej 4.10.

W piątek od rana na rynku głównej pary walutowej nadal wyraźnie widać presję na euro. Kurs EUR/USD testuje techniczne wsparcie na 1,25. Do godziny „B.B.”, czyli 16:00 na rynek napłynie sporo twardych danych makro i choć większość z nich będzie dotyczyła amerykańskiej gospodarki (indeks Chicago PMI, indeks U. Michigan, czy zamówienia w przemyśle) to najprawdopodobniej pozostaną one bez wpływu na nastroje. Dzisiaj będzie liczyło się przede wszystkim wystąpienie szefa Fed przed ekonomistami i przedstawicielami banków w Jackson Hole.

Joanna Bachert