Ostatnia faza czwartkowego handlu na europejskich parkietach może być przedsmakiem tego, co czeka rynki w najbliższych dniach. Lokalnych powodów do pesymizmu, spychającego wskaźnik w Paryżu o 1 proc. w dół, a DAX-a aż o 1,6 proc., nie było widać. Przyczyn tej zapaści należy więc upatrywać za oceanem.

A tam początek sesji był fatalny. Dow Jones w ciągu półtorej godziny zjechał poniżej 13 tys. punktów, a S&P500 przełamał 1400 punktów. Ostatecznie oba indeksy zniżkowały po około 0,8 proc., zaliczając największe od kilku dni spadki. Widać, że cierpliwość inwestorów się wyczerpała, a wątpliwości co do spodziewanych sygnałów z Jackson Hole wzrosły. Trwające od dłuższego czasu kupowanie plotek nieco przedwcześnie przeszło w fazę sprzedawania faktów. To zły znak. Przecież fakty jeszcze nie są znane. Może więc w ostatniej chwili zmieniły się plotki? Prawdopodobieństwo, że znane powiedzonko będzie można odwrócić na wersję: sprzedawaj plotki, kupuj fakty, jest niewielkie.

Na tle fatalnych nastrojów na wszystkich bez wyjątku giełdach naszego kontynentu, warszawskie indeksy zachowywały się wyjątkowo dobrze. WIG20 zniżkował o niespełna 0,4 proc., plasując się w europejskiej czołówce, obok wskaźników w Bukareszcie, Rydze, Tallinie i Bratysławie. Trudno jednak liczyć na to, że oprze się presji ze strony giełdowych tuzów w najbliższych dniach.

Choć niewątpliwie głównym piątkowym wydarzeniem będzie wystąpienie Bena Bernanke, nie można też pomijać ewentualnego wpływu na rynki wcześniejszych wydarzeń i informacji. 

Te z Japonii nie były optymistyczne. Wydatki gospodarstw domowych zwiększyły się o 1,7 proc., czyli bardziej niż się spodziewano, ale produkcja przemysłowa spadła o 1,2 proc., mocno rozczarowując. W efekcie Nikkei tracił 1,5 proc. Na pozostałych parkietach azjatyckich zmiany były niewielkie.

Także dane o dynamice sprzedaży detalicznej w Niemczech były złe. Liczono, że sprzedaż wzrośnie o 0,2 proc., a zmniejszyła się o 0,9 proc.

Tuż przed Bernanke show poznamy sierpniową wartość indeksu aktywności gospodarczej w rejonie Chicago i nastroje konsumentów, a w jego trakcie dynamikę zamówień w przemyśle i na dobra trwałego użytku. Oczekuje się stabilizacji indeksu PMI, poprawy humorów konsumentów oraz sporego wzrostu popytu ze strony przemysłu. Zamówienia na dobra trwałe ratować mają środki transportu, ale bez ich uwzględnienia oczekuje się niewielkiego spadku, jednak znacznie mniejszego niż przed miesiącem. Trudno sądzić, że Bernanke będzie modyfikował swoje wystąpienie w ostatniej chwili, uwzględniając te informacje, ale to przecież na posiedzeniu Fed w połowie września będą zapadać decyzje.

Roman Przasnyski