Ostatni dzień minionego tygodnia przyniósł kontynuację zwyżek w Europie, do czego przyczynił się m.in. lepszy od oczekiwań odczyt indeksów wskaźników wyprzedzających w USA. Ale nie cały kontynent pokrył się zielonym kolorem - BUX, WIG czy RTS traciły na wartości. Taka selekcja nie jest oczywiście przypadkowa, choć może wydawać się paradoksalnym, że w tym samym czasie giełdy w Madrycie czy Atenach zanotowały zwyżki, mimo znacznie trudniejszego położenia rządów i gospodarek. Ostatecznie jednak, w Europie Środkowej nie drukuje się pieniędzy na zawołanie, tymczasem nadzieje na skup obligacji przez ECB utrzymują zwyżki w zachodniej Europie już przez 11 tygodni. 

Korekta nie ogranicza się tylko do naszego regionu - spadkowy tydzień zanotowała większość rynków wschodzących, ponieważ - co widoczne jest także w naszym bilansie handlowym - słabość gospodarcza USA i Europy ma poważne konsekwencje w dynamice eksportu i gospodarek.

Choć sesja w USA zakończyła się kolejną zwyżką (S&P zyskał 0,2 proc.), w Azji inwestorzy podchwycili właśnie negatywną wymowę zachowania rynków wschodzących. Indeks giełdy w Szanghaju spadał dziś rano 1,2 proc. na godzinę przed końcem notowań. Przyczyną pogorszenia nastrojów był raport wskazujący na wzrost cen mieszkań w 49 z 70  monitorowanych miast. To największa liczba miast, w których wzrosły ceny od 14 miesięcy. I co w tym złego? W opinii lokalnych komentatorów, wzrost cen mieszkań jest następstwem ostatnich obniżek stóp procentowych w Chinach, a co za tym idzie, Bank Ludowy Chin nie zdecyduje się na kolejne cięcia, ponieważ wysokie ceny nieruchomości oraz kondycja deweloperów jest obecnie jednym z głównych czynników ryzyka dla chińskiej gospodarki. Dalsza obniżka stóp mogłaby pogorszyć sprawę. Hang Seng tracił w tym samym czasie 0,8 proc., natomiast Nikkei dowiózł do końca sesji 0,1 proc. zwyżkę (wcześniej była silniejsza), natomiast Kospi niemal nie zmienił wartości.

W poniedziałek w Europie tematem numer jeden jest brak porozumienia między Merkel i Hollandem w sprawie dalszej pomocy dla Grecji. Jak się zdaje upadłość Aten jest już przez wszystkich wkalkulowana w ceny akcji, więc Grecja nie będzie już być może oddziaływać na globalne rynki. Znacznie ważniejsze są działania ECB na rynku obligacji skarbowych Włoch i Hiszpanii, a w tym przypadku nadzieje wciąż są duże.

Oczekiwania wobec GPW nie powinny być jednak tak wygórowane jak wobec ECB. Przypadła nam rola udziału w koszyku krajów rozwijających się i nic z tym nie zrobimy. Tym bardziej, że fakty ekonomiczne rzeczywiście przemawiają przeciwko nam. Dziś możemy dostać kolejne tego potwierdzenie po publikacji produkcji przemysłowej w lipcu (14:00). Różnica między rozwiniętymi i rozwijającymi się gospodarkami zasadza się na perspektywie - o ile po rynkach rozwiniętych oczekuje się wreszcie poprawy gospodarczej, o tyle rozwijające się są skazywane na dalsze pogorszenie sytuacji jeszcze przez jakiś czas.

Emil Szweda