ESM będzie miał licencję?
Pomimo bardzo słabych danych, które wczoraj napłynęły z Europy (o czym poniżej), nastroje na rynkach nie były najgorsze. Wszystko z powodu kilku słów, które członek Rady EBC – a zarazem szef Banku Austrii – powiedział dla Bloomberg TV. Ewald Nowotny powiedział, iż istnieją argumenty za przyznaniem funduszowi ESM licencji bankowej, choć dodał jednocześnie, iż prace nad tym nie są obecnie w EBC prowadzone. Jego wypowiedź należy uznać zatem bardziej za teoretyzowanie, ale rynki tej „drobnej” różnicy nie zauważyły. Pokazuje to, jak bardzo na rynku szuka się impulsu, który na zasadzie wiadra z wodą miałby ugasić problem rosnących rentowności na południu Europy.

Do uzyskania przez ESM licencji bankowej jest jednak jeszcze bardzo daleka droga. Część konserwatystów w Europie nie będzie chciała się zgodzić na to z kilku powodów. Po pierwsze, Niemcy nie kwapią się nawet do wykorzystania obecnych funduszy ESM na zakup hiszpańskich obligacji, a co mówić o większej skali z wykorzystaniem pieniędzy EBC (głównym celem przyznania ESM licencji byłaby możliwość pożyczania przez fundusz środków w EBC, tym samym skala interwencji mogłaby być teoretycznie niemal nieograniczona). Po drugie, wykorzystanie lewarowania z EBC to tak naprawdę drukowanie tylnymi drzwiami, co więcej, w odróżnieniu od sytuacji z USA, Wielkiej Brytanii czy Japonii, gdzie teoretycznie kupuje się bezpieczne papiery, tu ESM i (pośrednio) EBC brałyby na siebie duże ryzyko. Może się zatem okazać, iż radość rynku była przedwczesna. 

Słabe dane z Niemiec, fatalne z Wysp
Potwierdziło się to (o czym pisaliśmy wczoraj), iż niemiecki indeks Ifo jest nieco opóźniony wobec przemysłowego PMI dla tego kraju. Wczoraj ten barometr koniunktury dla niemieckiej gospodarki odnotował spory spadek – o równe dwa punkty, do 103,3 pkt., niejako nadrabiając stracony czas z wiosny kiedy indeks jeszcze rósł, mimo iż PMI sygnalizował pogorszenie koniunktury. 

Znacznie bardziej niepokojący okazał się raport o brytyjskim PKB za drugi kwartał. Produkt krajowy obniżył się aż o 0,7%, najmocniej od pierwszego kwartału 2009 roku. Jednocześnie był to trzeci kolejny spadek, w wyniku którego brytyjski PKB jest obecnie najniższy od pierwszego kwartału 2010 roku. To zaś niesie za sobą kilka bardzo niepokojących implikacji. Po pierwsze, oznacza to, iż polityka zacieśnienia fiskalnego – nawet przy bardzo ekspansywnej polityce monetarnej – nie zdaje egzaminu wobec słabej koniunktury.

W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o tym, iż MFW ostrzegł brytyjski rząd, iż być może będzie musiał zmienić podejście do konsolidacji fiskalnej. To oznacza natomiast większe ryzyko obniżenia brytyjskiego ratingu, który nadal jest na najwyższym możliwym poziomie w przypadku wszystkich trzech agencji. Wreszcie, dane pokazują, iż na moment obecny sytuacja w Europie jest bardzo zła i stanowią ostrzeżenie przez piątkowym raportem z USA – gdyby w tym przypadku doszło do rozczarowania nawet nieco mniejszej skali (wystarczyłby wzrost poniżej 1% w ujęciu anualizowanym), na rynku mogłoby zrobić się bardzo nerwowo.

Dane z USA i sprzedaż w Polsce
W USA o 14.30 opublikowane zostaną dwa ciekawe raporty – liczba nowych zarejestrowań bezrobotnych oraz zamówienia na dobra trwałego użytku. W pierwszym przypadku – po dwóch tygodniach z nieco zniekształconymi danymi – rynek będzie chciał ocenić aktualną kondycję rynku pracy. Konsensus przesunął się w górę do 380 tys., więc jest tu pewna szansa na pozytywne zaskoczenie lub przynajmniej neutralne dane. Dane o zamówieniach (konsensus +0,4% m/m) będą ostatnią podpowiedzią przed piątkowym raportem o PKB. W Polsce (godz. 10.00) poznamy dane o sprzedaży detalicznej – nasza prognoza to +8,9% R/R i dokładnie na tym poziomie kształtuje się konsensus rynkowy. 

dr Przemysław Kwiecień