Wtorkowa sesja za oceanem dostarczyła nieco wrażeń jedynie w pierwszych godzinach handlu. Indeksy zaczęły dzień od niewielkiej zwyżki, ale chwilę później ruszyły w dół. W najgorszym momencie S&P500 dotarł do 1345 punktów, tracąc 0,6 proc. Gdy wydawało się, że wytrącone z równowagi przez Bena Bernanke byki nie będą miały siły ani ochoty do walki, nastąpił zwrot sytuacji. Indeksy nie tylko odrobiły wcześniejszy spadek, ale ustanowiły nowe szczyty.

Dow Jones wzrósł ostatecznie o 0,6 proc. a S&P500 o 0,7 proc. Odreagowanie po niedawnych zniżkach jest więc kontynuowane. Zaledwie 10 punktów brakuje do tego, by ich efekt został całkowicie zniwelowany. Zwiększyłoby się wówczas prawdopodobieństwo większego ruchu w górę. Mógłby on doprowadzić S&P500 w okolice 1400 punktów, czyli do poziomu, z którego rozpoczęła się majowa szarża niedźwiedzi.

Co mogłoby taki ruch inspirować, na razie nie wiadomo. Ale jakiś pretekst zawsze się znajdzie. Na razie nie daje go Ben Bernanke, choć w końcówce handlu byki robiły dobrą minę do niepewnej gry. Wczoraj przed senacką komisją nie powiedział niczego nowego, co mogłoby wlać nadzieję w inwestorów liczących na kolejną rundę drukowania pieniędzy. To, że Fed jest gotów do działania, gdy zajdzie potrzeba, wiadomo już od dawna. Jednak chodzi o to, by zrobił to jak najszybciej. Może pod koniec dnia uwierzyli, że tak się stanie.

Nie wiadomo, w co wierzyli wczoraj inwestorzy europejscy, bo zmiany wartości indeksów na naszym kontynencie były kosmetyczne. W Paryżu spadek nie przekraczał 0,1 proc., a we Frankfurcie zwyżka ledwie dotarła do 0,2 proc. Dostosował się do tego wskaźnik naszych największych spółek, rosnąc o 0,09 proc.Trudno przewidzieć, jaki będzie kierunek ruchu w trakcie środowej sesji. Trwająca od dwóch dni równowaga rynkowych sił jest bardzo krucha. Nawet niewielki impuls jest w stanie ją zaburzyć i popchnąć indeksy w dowolną stronę. Zniżkujące rano po 0,2-0,3 proc. kontrakty na główne indeksy nie wskazywały na optymizm, ale kontrakty nie zawsze mają rację.
Sytuacja na parkietach azjatyckich na godzinę przed końcem handlu była niezbyt dobra. Nikkei zniżkował o 0,3 proc., indeksy w Szanghaju spadały po 1 proc., zniżki w Hong Kongu i na Tajwanie sięgały 0,9-1,1 proc.

Rynki znów będą czekać na Bena Bernanke oraz publikację raportu Fed o stanie amerykańskiej gospodarki. Dopiero na podstawie tego dokumentu będzie można cokolwiek wnioskować o terminie szansach druku pieniędzy. Informacje o sytuacji na amerykańskim rynku nieruchomości będą jedynie skromnym supportem przed występem szefa Fed. 

Na warszawskim parkiecie niepewność wiąże się z wtorkową wieczorną informacją o wystawieniu przez Skarb Państwa na sprzedaż pakietu akcji PKO o wartości około 3 mld zł.

Roman Przasnyski