W trakcie wczorajszej sesji złoty zyskał ok. 0,45% względem zagranicznych walut kontynuując powolny trend aprecjacyjny. Kluczowym wydarzeniem sesji, zgodnie z oczekiwaniami, było pierwsze z dwóch wystąpień Bena Bernanke, tym razem przed Komisją Bankową Kongresu. Kontynuowanie poprzedniej retoryki w formie, która po raz kolejny zakłada „gotowość FED’u” do wsparcia gospodarki w przypadku wzrostu zagrożeń, spowodowała skokowe umocnienie dolara na rynkach i w konsekwencji doprowadziło do testu 1,219 EUR/PLN.

W przypadku złotego ponownie potwierdziły się ostatnie zależności, gdzie notowania EUR/PLN konsekwentnie zniżkują pomimo spadków na rynku eurodolara. Zupełnie inaczej obraz kształtuje się na wykresie USD/PLN, gdzie wczorajszy impuls po godzinie 16:00 przyniósł spadek wartości złotego, aż o 3gr. Handel po godz. 17:00 charakteryzował się już jednak zdyskontowaniem wcześniejszych wydarzeń i złoty ponownie zaczął zyskiwać ustalając bilans dnia na umocnienie rzędu 0,42% wobec dolara amerykańskiego. Ponownie wyraźnie zarysowała się ostatnia tendencja, gdzie wycena złotego jest ścisłe skorelowana z sytuacją na rynku polskiego długu, którego oprocentowania w ujęciu intra-sesyjnym spadło wczoraj do poziomu 4,88% (benchmarkowe obligacje 10-letnie).

Dodatkowo rozpoczęcie budowania przyspieszonej księgi popytu na akcje PKO BP przyczyniło się do wystąpienia przepływów pieniężnych w kierunku złotego, co również wsparło polską walutę.

Równocześnie warto zaznaczyć, iż na złotym od kilkunastu sesji widoczny jest trend, gdzie polska waluta wyraźnie i konsekwentnie zyskuje wobec euro oraz franka szwajcarskiego, a w przypadku notowań z dolarem możemy mówić jedynie o nieznacznym umocnieniu. Powodem tego jest fakt, iż ostatnie kilkanaście tygodni z uwagi na brak stabilizujących impulsów ze Strefy Euro ponownie zmusiło inwestorów do lokowania kapitału w amerykańskim dolarze, zwyczajowo traktowanym jako bezpieczna przystań na rynkach. Pewnym symptomem ewentualnej poprawy nastrojów są wczorajsze aukcje długu europejskiego (Włochy, Hiszpania, Grecja), które wypadły nadspodziewanie dobrze. Równocześnie EFSF zdołał po raz pierwszy w historii uplasować instrumenty dłużne na ujemnych rentownościach (-0,0113%). Są to jednak wydarzenia w dużej mierze marginalne i nie należy traktować ich jak sygnału stabilizacji nastrojów w Strefie Euro.

W trakcie dzisiejszego handlu o godz. 14:00 poznamy następujące dane fundamentalne z gospodarki polskiej: dynamikę produkcji przemysłowej (oczek. 4,00% r/r) oraz dynamikę cen produkcji sprzedanej przemysłu (4,6% r/r), a więc inflację w ujęciu PPI. Pomimo, iż dzisiejsze odczyty będą najprawdopodobniej w najmniejszym stopniu obciążone czynnikami jednorazowymi (odwrotnie niż sprzedaż detaliczna czy inflacja CPI) to nie należy zakładać, że przełożą się istotnie na notowania lub potencjalne stanowiska wśród członków RPP. Powszechnie oczekuje się, iż gospodarka polska wraz z inflacją będzie powoli hamować, a same gremium zdecyduje się najprawdopodobniej na obniżenie kosztu kredytu dopiero w I kw. 2013r.

Wśród wydarzeń na szerokim rynku należy zwrócić uwagę na dzisiejsze wystąpienie szefa FED przed Izbą Reprezentantów oraz dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. Najprawomocniej reakcja na słowa Bena Bernanke będzie zdecydowanie mniejsza niż wczoraj, ponieważ powszechnie oczekuje się, iż zaprezentuje on podobne stanowisko jak przed Kongresem. O godz. 14:30 poznamy dane dotyczące pozwoleń oraz rozpoczętych budów domów w USA, a dodatkowo o godz. 20:00 opublikowana zostanie tzw. Beżowa Księga czyli bieżąca ocena koniunktury w USA przygotowywana zbiorczo przez dwanaście banków Rezerwy Federalnej.

Z technicznego punktu widzenia w ujęciu tygodniowym na EUR/PLN dotarliśmy do kluczowej linii trendu wzrostowego ze stycznia 2011r., gdzie w okolicach 4,155 PLN należy liczyć się z możliwością wystąpienia korekty wzrostowej w kierunku 4,21 PLN. W szerszym ujęciu technicznym sforsowanie ww. poziomu otworzyłoby drogę do testu dołków z marca br. w okolicach 4,08 PLN, co jednak w świetle utrzymujących się negatywnych nastrojów w Strefie Euro wydaje się aktualnie mało prawdopodobne.

Konrad Ryczko