Na usprawiedliwienie należy jednak przywołać nie tylko doświadczenia z wielu poprzednich pierwszych piątków miesiąca, ale również spokój rynków otoczenia, które ignorowały przecenę hiszpańskich obligacji, która przełożyła się na wzrost rentowności do psychologicznej bariery 7 procent.

Sytuacja uległa radykalnej zmianie po 14:30. Opublikowane w USA dane okazały się nie tylko gorsze od podnoszonych do ostatnich godzin prognoz, ale również gorsze od ostrożnych szacunków, wedle jakich operował rynek na początku tygodnia. Wzrost liczby etatów poza rolnictwem o ledwie 80 tys. okazał się również niewiele lepszy od danych z miesiąca poprzedniego. W praktyce oznaczało to, iż wzmocnione na rynku zostało przekonanie, iż w II kwartale 2012 roku amerykańska gospodarka zwolniła i szybko znalazło to przełożenie na rynek pracy. Giełdy zareagowały mocnymi przecenami, które mogą dziwić, gdy przypomnieć nadzieje, jakimi operowano po słabych danych z miesiąca maja.

Problem w tym, iż opublikowane właśnie dane nie wnoszą wiele do obrazu gospodarki i polityki amerykańskiego banku centralnego. Już zeszłomiesięczny odczyt liczby miejsc pracy poza rolnictwem był równie słaby a jednak Fed nie zdecydował się na uruchomienie trzeciej odsłony programu luzowania ilościowego uznając, iż nie dane nie są tak słabe, jak chce tego rynek. W efekcie dziś rynki znalazły się w najtrudniejszym położeniu - słabe dane podkreślają słabość gospodarki a jednocześnie nie są tak słabe, by Rezerwa Federalna szybko przystąpiła do działania.

Bilansem jest mocna przecena cen akcji na świecie, która Warszawa z ochotą powieliła i WIG20 oddał 0,62 procent, co w skali tygodnia dało spadek indeksu o 0,1 procent. Pomijając fixingową zwyżkę, która zawsze rodzi pytania o wiarygodność techniczną zamknięcia, warto podkreślić, iż zakończenie tygodnia na poziomie 2273 pkt. daje neutralny dla techników finał. Na dziś rynek pozostaje na bezpiecznych poziomach w ramach wielomiesięcznej konsolidacji. Margines przyda się w przyszłym tygodniu, w którym GPW zostanie poddana zmiennym nastrojom kreowanym przez sezon wyników kwartalnych w USA. 

Adam Stańczak