Poniedziałek - zamiast oczekiwanej przeze mnie flauty - przyniósł najsilniejsze od trzech tygodni spadki indeksów w Europie. Trudno powiedzieć, co konkretnie spłoszyło inwestorów na kontynencie, bo ani obniżki ratingów dla hiszpańskich banków, ani kolejnej wypowiedzi Angeli Merkel przeciwko emitowaniu euroobligacji, nie można nazwać zaskakującymi wydarzeniami. Rynki nie zawsze potrzebują pretekstów (już prędzej potrzebują ich analitycy by wytłumaczyć działanie rynkowych sił:-) ), ważniejsze od przyczyn są zwykle konsekwencje.

A te ustawiają zdecydowaną większość indeksów w Europie, ale także w USA, na poziomie dołków z okolic połowy czerwca, kiedy wzbierająca fala wzrostów napotkała pierwszą kontrę podaży. Jest to właściwie jedyne istotne wsparcie i jego ewentualne przełamanie mogłoby szybko sprowadzić indeksy do minimów osiągniętych na przełomie maja i czerwca. 

Przy Wall Street dołki sesyjne zostały osiągnięte w połowie dnia (w Europie w końcówce), ale późniejsze odbicie było rachityczne i przebiegało z widocznymi trudnościami. I jest to mniej więcej ten rodzaj odbicia, który oczekiwany jest dziś w Europie. Sprzyjać mu będą notowania kontraktów na S&P (zyskują 0,2 proc.) oraz zachowanie inwestorów w Azji, gdzie początkowe straty indeksów zostały albo ograniczone, albo nawet przemienione w zwyżki. Nikkei tracił 0,8 proc., a Kospi 0,3 proc. na kilka minut przed końcem notowań, indeks giełdy w Szanghaju tracił 0,1 proc., a w Hong Kongu zyskiwał w takim samym stopniu na godzinę przed zamknięciem rynków. Zwyżki indeksów - choć skromne - notowano także w Dżakarcie i Singapurze. 

W Europie wobec braku nowych negatywnych sygnałów (wystąpienie Cypru o unijną pomoc nie mogło nikogo zaskoczyć) możliwe jest stonowane odbicie, ale zapał kupujących będzie skutecznie tłumiony przez licznie cytowanych ekonomistów wskazujących Francję jako kolejne słabe ogniowo unijnego łańcucha, kraje nadbałtyckie jako przykład, gdzie cięcie wydatków do kości przyniosło widoczne efekty (z naciskiem na cięcie wydatków), czy też przewidujących - znowu - rozpad całej strefy. Tymczasem przed unijnym szczytem sugeruje się, że w kompetencji EU byłoby ingerowanie w krajowe budżety centralne, jeśli nie spełniałyby one celów fiskalnych. Inwestorzy mogą powątpiewać, czy tego rodzaju rozwiązania mają szansę zostać przeforsowane, bo trudno wyobrazić sobie potulną postawę Greków czy Włochów wobec postulatów tego rodzaju. Nie mówiąc o wprowadzeniu ich z postanowień do realizacji. 

Dziś odbędzie się aukcja bonów hiszpańskich, poznamy odczyty indeksów zaufania konsumentów w Niemczech i Francji (jeszcze przed sesją, odczyt niemieckiego indeksu wypadł powyżej oczekiwań, francuski nie jest znany w momencie powstawania komentarza), dynamikę sprzedaży detalicznej w Polsce, a także odczyt indeksu cen nieruchomości w USA. Jest więc kilka czynników, które mogą umocnić nastroje. Czy je odmienić? Jeśli dane będą naprawdę mocne.

Emil Szweda