Niemalże każdy poprzedni szczyt Unii Europejskiej poprzedzony był mniej lub bardziej rozbudzonymi nadziejami na przełom.

Jeszcze w minionym tygodniu wydawało się, ze teraz będzie podobnie i inwestorzy ulegną słowom polityków. Tak się jednak nie stało i większość komentarzy mówi o możliwym fiasku. Mowa nie tylko o analitycznych notach, ale nawet o słowach takich osobistości jak George Soros. Znany inwestor mówił w tonie zbliżonym do niemalże grobowej atmosfery wprowadzonej przez The Economist przed grudniowym szczytem w ubiegłym roku. Przypomnę, że dziennik dawał strefie euro kilka dni na podjęcie kluczowych decyzji by przetrwać. 

Zły nastój najwidoczniej udzielił się inwestorom, których oczekiwania wobec szczytu szybko się zmniejszyły. Wraz z obniżoną poprzeczką dla polityków spadały giełdowe indeksy, najsilniej te na południu Europy, gdzie zniżki sięgały nawet 4%. Niemiecki DAX czy francuski CAC40 były co prawda w nieco lepszej kondycji, ale spadki i tak wyniosiły ok. 2%. W tym środowisku na GPW panowała oaza spokoju. Indeks krajowych blue chipów przez cały dzień niczym przyklejony trzymał się okolic 2220 pkt, czyli mikroskopijnego, jak na zewnętrzne nastroje, spadku o 1%.

Jeszcze lepiej prezentowały się indeksy mniejszych i średnich spółek, gdzie skala zniżek była zdecydowanie mniejsza. Ponadto samych chętnych do sprzedaży akcji było niewielu, licznik obrotów poruszał się leniwie i potwierdzał spokojną naturę handlu przy Książęcej mimo sztormu na innych rynkach. 

Samych istotnych wiadomości było dzisiaj niewiele, a te które się pojawiły były oczekiwane. Spodziewano się bowiem oficjalnego wystąpienia Hiszpanii o pomoc dla swojego sektora finansowego, co nastąpiło dzisiaj o poranku. Specjalnym zaskoczeniem nie mogły być również plotki krążące po rynku jakoby Moody’s miał wieczorem po zamknięciu Wall Street obniżyć ratingi dla grupy hiszpańskich banków o kilka stopni.

Byłaby to prosta konsekwencja wcześniejszej decyzji agencji o obniżeniu oceny kraju. Bez echa przeszły bardzo dobre dane o sprzedaży nowych domów w USA, które po wzroście o 7,6% m/m okazały się najlepsze od ponad dwóch lat.

Liczyły się jedynie europejskie niepokoje, którym towarzyszył dobrze wszystkim znany ruch w górę na rentownością obligacji państw południa. Gdyby nie fatalny fixing, to problemy strefy euro byłyby dzisiaj na warszawskim parkiecie niewidoczne. Ostatecznie WIG20 zamknął się jednak na minimum dnia oznaczającym stratę 1,5%. Tym niemniej był to i tak jeden z lepszych wyników w Europie. 

Łukasz Bugaj