Szacunki ile dokładnie potrzebują hiszpańskie banki nie są jeszcze gotowe, możliwe, że ich potrzeby są znacząco niższe niż 100 mld euro, ale ministrowie finansów woleli nie bawić się z rynkami w kalkulację. 100 mld ma załatwić sprawę obaw o los hiszpańskich banków raz na zawsze. Oczywiście nie załatwia, bo nie pożyczek potrzebują te instytucje lecz zwiększenia kapitałów własnych (pożyczki mogą mieć charakter podporządkowany i zostać zaliczone do kapitałów zapasowych, ale to jednak nie to samo, co podwyższenie kapitału), a po drugie ten kapitał własny też musi zostać gdzieś ulokowany. Gdzieś czyli w obligacje skarbowe... i koło się zamyka. To rząd musi podjąć kroki, które wzmocnią wiarygodność kredytową Hiszpanii i ustabilizują ceny obligacji, aby dokapitalizowanie banków w jakiejkolwiek formule, miało większy sens.

Ale na dziś liczy się fakt 100 mld EUR pomocy, do której przyjęcia hiszpański rząd został niemalże zmuszony, natomiast w gronie podejmujących decyzje już dziś ujawniają się różnice poglądów (Finlandia domaga się gwarancji dla swojego wkładu).

Informację o pomocy dobrze przyjęto w Azji, gdzie Hang Seng zyskiwał 2,4 proc. na kwadrans przed końcem notowań, Kospi wzrósł o 1,7 proc., a Nikkei o 2 proc. W Szanghaju indeks rósł nieco wolniej - o 0,8 proc. na kwadrans przed końcem - ze względu na słabsze od oczekiwanych dane o wzroście produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. 15-proc. wzrost eksportu nie rekompensował rozczarowania.

Europa ma szansę na zwyżki w poniedziałek rano, sprzyja im także poziom wyprzedania i spore "zasoby" strachu związanego ze słabymi danymi makro i niepewną sytuacją finansową południa Europy. Inwestorzy mogą dojść jednak do wniosku, że spowolnienie gospodarcze to jednak nie katastrofa. U nas WIG20 będzie miał raz jeszcze okazję, by podkreślić swoją relatywną siłę wobec rynków zachodnich, ale zarówno on jak i WIG zbliżyły się na mniej więcej 1 proc. do linii trendu spadkowego, który dominuje od połowy marca. Trudno liczyć na jej pokonanie z marszu.

Emil Szweda