"Biorąc pod uwagę poranne spadające wartości kontraktów na zachodnioeuropejskie i amerykańskie indeksy, także ujemne zakończenia sesji w Azji należy spodziewać się dziś negatywnego rozpoczęcia sesji notowań ciągłych w Warszawie" - poinformował analityk BDM Krzysztof Zarychta.

Analityk przypomniał, że wczoraj nie wiele brakowało, aby prestiżowy indeks warszawskiej giełdy przebił na zamknięciu linię 2100 pkt. Niestety w końcowej fazie sesji bykom zabrakło sił i ostatecznie wykres zyskał symboliczne 0,16% notując poziom 2099,75 pkt. W okolicach zera swój handel zakończyły także indeksy w Stanach Zjednoczonych.

Na zamknięciu DJIA spadł o 0,01%, S&P 500 wzrósł o 0,05%, a Nasdaq Composite stracił 0,29%. Należy jednak zwrócić uwagę, że jeszcze ok. 21.00 naszego czasu amerykańskie indeksy były znacznie powyżej poziomów z zamknięcia. "Marazm inwestorów był prawdopodobnie reakcją na słowa jednego z greckich polityków, mówiące o coraz bliższej możliwości wyjścia Grecji ze Strefy Euro.

Wydaje się, że w obecnej nerwowej sytuacji (dodatkowo niemiecki rząd z kanclerz Angelą Merkel na czele zdecydowanie odrzuca pomysł wspólnych europejskich obligacji jako metody walki z kryzysem w Strefie Euro) trudno będzie znaleźć zainteresowanie i paliwo do inwestycji w akcje. Być może więc kilka poprzednich sesji odreagowania było dobrą okazją do wychodzenia z papierów i realizacją krótkoterminowych zysków" - ocenił Zarychta.

Analityk zaznaczył, że scenariusz ten potwierdzi się, jeśli w dalszym ciągu byki nie poradzą sobie ze sforsowaniem 2100 pkt., a wykres utknie w kanale 2000-2100 pkt. Dziś na notowania wpływ będą mieć dane makro ze Strefy Euro oraz z USA. WIG20 wzrósł we wtorek 0,16% do 2099.75 pkt., zaś WIG wzrósł o 0,21% do 37.887,74 pkt. Obroty wyniosły nieco ponad 700 mln zł.