Po wynikach referendum w sprawie Brexitu giełda w Toronto otworzyła się w piątek spadkami, kanadyjski dolar stracił półtora centa, a eksperci przestrzegają Brytyjczyków przed politycznym i gospodarczym kacem.

Wiadomości z Wielkiej Brytanii są głównym tematem w kanadyjskich mediach, jak rzadko która kwestia europejska. Trzeba pamiętać, że królowa brytyjska jest konstytucyjnym monarchą Kanady, królowa wchodzi w skład kanadyjskiego parlamentu (formalnie, jako Queen-in-Parliament), kanadyjski rząd jest "rządem Jej Królewskiej Mości", naturalizowani Kanadyjczycy - składając przysięgę obywatelską - przysięgają wierność królowej Elżbiecie II i jej następcom, a każda uchwalona ustawa musi przed wejściem w życie zostać podpisana przez reprezentującego brytyjskiego monarchę gubernatora generalnego, nawet jeśli tzw. royal assent jest tylko formalnością. Tego typu obecności brytyjskiej monarchii w kanadyjskim systemie prawnym jest bardzo dużo.

W kwestiach gospodarczych Wielka Brytania jest - jak podkreślał w piątek dziennik "National Post" - piątym partnerem handlowym Kanady, a Kanadyjczyk Mark Carney jest gubernatorem Bank of England.

"Zjednoczone Królestwo i Unia Europejska są ważnymi partnerami strategicznymi Kanady, z którymi utrzymujemy głębokie związki wynikające z historii i których wartości podzielamy. Nadal będziemy utrzymywać z nimi stosunki, podczas gdy ich relacja (z UE) będzie podlegać zmianom" - oświadczył w piatek premier Kanady Justin Trudeau.

Reklama

Eksperci jeszcze nie przedstawili analiz, jak Brexit wpłynie na ratyfikację umowy o wolnym handlu między Kanadą a Unią Europejską (CETA), której negocjacje zakończyły się w sierpniu 2014 r. Obecnie trwa tłumaczenie umowy na języki krajów UE, a w lutym br. Kanada i UE porozumiały się co do modyfikacji umowy w kwestiach ochrony inwestycji i rozstrzygania sporów z inwestorami. CETA musi być ratyfikowana przez Parlament Europejski oraz parlamenty krajów członkowskich (choć są wątpliwości prawne, czy ratyfikacje przez parlamenty krajów UE są niezbędne). Ma to być pierwsza umowa tego typu między UE a innym krajem.

Jedną z pierwszych analiz politycznych i gospodarczych konsekwencji Brexitu opublikowano w piątkowym wydaniu dziennika "The Globe and Mail"; jej autorką jest profesor historii powszechnej Kanadyjka Margaret MacMillan, wykładająca obecnie w Oxfordzie, która jest potomkinią premiera Wielkiej Brytanii Davida Lloyda George'a.

MacMillan uważa, że Brytyjczycy "cieszą się dziś swoim zwycięstwem, ale jutro obudzą się z potężnym kacem. Brytyjski eksport prawdopodobnie zmniejszy się z tego względu, że kluczowe rynki nie będą już swobodnie dostępne; tracący na wartości funt sprawi, że import i zagraniczne wakacje będą drogie, najprawdopodobniej ubędzie kolejnych łóżek w szpitalach, ponieważ zmniejszy się imigracja, w tym – imigracja pielęgniarek i lekarzy".

Przypominając o możliwości niepodległości Szkocji, jako profesor historii MacMillan prostuje przekonania zwolenników Brexitu na temat wielkiej Anglii Tudorów. "Rzeczywistość wyglądała w istocie inaczej. Anglia była mało istotnym państwem, z wrogą Szkocją na północy i niemożliwą do zarządzania Irlandią na zachodzie. Miała niewielu przyjaciół na kontynencie i żyła w strachu przed inwazją. Konsekwencją referendum będzie Anglia tej wielkości jak w tamtej epoce. Czy znów Anglicy zajmą się piractwem, by mieć pieniądze na zapłacenie rachunków?" - pyta MacMillan.

Historyczka przypomina o nacjonalistycznych i separatystycznych ruchach w całej Europie i w tym kontekście podkreśla, że referendum jest w istocie sprzeciwem wobec "własnych przywódców, wobec biurokratów bez twarzy w Brukseli i oligarchów, którzy traktują Londyn jako swoje podwórko i bezpieczne miejsce do przechowywania pieniędzy". Tym zaś, którzy używali argumentu suwerenności jako "nowej i lśniącej zabawki", przypomina, że "nie ma czegoś takiego jak absolutna suwerenność", a fakt podpisywania umów międzynarodowych ogranicza nawet takie kraje jak Korea Północna.

"Nie jest niemożliwe, że UE się rozpadnie. Rosyjski prezydent Władimir Putin śmieje się na Kremlu do rozpuku" - podkreśla MacMillan w swojej analizie.