Pierwszy cel to urealnienie terminów zrealizowania poszczególnych kamieni milowych. Drugi to wartość merytoryczna projektów – mówi Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

W zeszłym tygodniu KE odblokowała 137 mld euro dla Polski z KPO i unijnej polityki spójności. Decyzja zapadła na podstawie legislacyjnych planów rządu dotyczących przywracania praworządności. A co jeśli to się nie uda – reset w TK okaże się nieskuteczny, ustawę o KRS zawetuje Andrzej Duda, a neosędziowie dalej będą orzekać? Czy wtedy Bruksela znów nie zaciągnie hamulca?
Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej / Materiały prasowe / fot. mat. prasowe

Przede wszystkim dostajemy te pieniądze, bo 15 grudnia ub.r. wysłaliśmy pierwszy wniosek o płatność, czego nasi poprzednicy nie zrobili. Wcześniej Bruksela nie miała nawet czego procedować.

PiS podnosi, że w gruncie rzeczy stan prawny jest taki sam jak wtedy. Dziś mówimy jedynie o planach rządu czy projektach ustaw, ale tym razem KE to wystarczy.

Sam KPO był negocjowany w zupełnie innej sytuacji politycznej i prawnej w Polsce. Dziś zawnioskowaliśmy o dołączenie do Prokuratury Europejskiej, jest projekt ustawy o KRS czy przedstawiony przez ministra Bodnara polski plan działania dotyczący przywracania praworządności, który KE zaakceptowała. Oczywiście wszyscy wiedzą, w jakim układzie politycznym funkcjonujemy obecnie i jakie to niesie za sobą ograniczenia. Dzisiaj PiS podnosi, że uwolnienie KPO to dowód na to, że taki był plan polityczny KE na zmianę władzy w Polsce. Tylko jeszcze raz pytam – dlaczego sam PiS nie złożył wniosku o płatność? Przecież to tak, jakby kupić bilet na autobus, nie stawić się na przejazd i mieć pretensje, że się nie dojechało do miejsca docelowego.

I nie ma zagrożenia, że jeśli rząd nie zrealizuje czegoś, do czego się zobowiązał – np. z powodu weta Andrzeja Dudy – to pieniądze zostaną ponownie zamrożone?

Ostatecznie decydować będzie KE, ale nie spodziewałbym się tego. W Komisji pracują rozsądni ludzie, którzy wiedzą, jak wygląda sytuacja polityczna w Polsce i że nie byłoby mądrym działanie, w którym zakładnikami takiej czy innej decyzji prezydenta staje się 38 mln Polaków.

Zmiany wprowadzane przez ministra Bodnara, choć mające uporządkować sytuację np. w prokuraturze, mogą jednocześnie skutkować chaosem w postaci podważania decyzji części prokuratorów. To też nie zniechęca KE?

Komisja uznała wszystkie warunki horyzontalne za spełnione. A skoro tak, to rzeczywiście można to traktować jako stałe zielone światło, które mogłoby się zmienić na czerwone dopiero wtedy, gdyby z jakichkolwiek przyczyn nastąpił powrót do sytuacji prawnej, która była w Polsce jeszcze kilka lat temu. A jak wiadomo, obecnie nie ma ku temu żadnych przesłanek. Komisja ocenia działania obecnego rządu całościowo i uznaje za zadowalające w wymiarze, który jest możliwy przy tym klimacie politycznym, który mamy.

Mamy kilkuletnie opóźnienie w inwestowaniu środków z KPO. Zdążymy wszystko wydać do 2026 r.?

Mamy dwa lata opóźnienia i bardzo napięte terminy. Na razie w Unii nie ma formalnych dyskusji na temat przedłużenia terminu rozliczania KPO, choć wiemy, że są państwa członkowskie, które byłyby tym zainteresowane. Zresztą z punktu widzenia taktyki negocjacyjnej, nawet gdybyśmy chcieli siadać do takich rozmów, to i tak robienie tego na dwa lata przed upływem terminu nie byłoby zbyt rozsądne. My chcemy pokazać, że jesteśmy w stanie wyrobić się w obowiązujących terminach.

Na razie planujecie rewizję KPO. Część kamieni milowych może być zmieniona, zarówno pod kątem zakresu reform, jak i wydatków, część może w ogóle nie zostanie zrealizowana itd.

W tym tygodniu resort funduszy i polityki regionalnej przedstawi premierowi propozycję pakietu negocjacyjnego KPO. To efekt styczniowych konsultacji międzyresortowych, w ramach których pytaliśmy inne ministerstwa o ich zapotrzebowanie i sugestie, co w zmienionym KPO powinno się znaleźć. Te propozycje spłynęły, my je opracowaliśmy i lada dzień trafią na biurko Donalda Tuska. Można powiedzieć, że na dziś mamy dwa priorytety, jeżeli chodzi o ten pakiet. Pierwszy to urealnienie terminów zrealizowania poszczególnych kamieni milowych. Drugi to wartość merytoryczna projektów, czyli urealnienie tego, w jakim zakresie dany kamień milowy jesteśmy w stanie zrealizować przy dzisiejszych uwarunkowaniach gospodarczych.

I spodziewacie się, że KE przystanie na te zmiany w KPO?

Taka rewizja jest bardzo trudna, bo KE zależy na tym, aby utrzymać system „pieniądze za reformy”, a więc chce, by te reformy były jak najbardziej kompletne w momencie ich rozliczania. My też nie mamy zamiaru zgłaszać do rewizji więcej inwestycji, niż jest to absolutnie konieczne. Z takim komunikatem wyszliśmy do innych resortów, aby ograniczyły swoje propozycje tylko do rzeczy absolutnie niezbędnych.

A jakie kamienie milowe wyleciały z listy?

Te trudne do realizacji, o czym wiedział już poprzedni rząd. Bardzo wątpliwy jest zwrot przez Komisję pieniędzy za laptopy dla uczniów. KE nie uznała wręczenia uczniom tysięcy laptopów na własność za wypełnienie kamienia mówiącego o cyfryzacji polskich szkół w sposób systemowy. Co innego laptopy dla nauczycieli, bo ten sprzęt zostanie już na stałe w placówkach oświatowych.

Kiedy się rozstrzygnie los polskiej rewizji KPO?

W tym tygodniu propozycja wpłynie na biurko premiera. Potem musimy ruszać naprawdę bardzo szybko, bo nie możemy renegocjować KPO i jednocześnie zgłaszać wniosków o płatność. Mamy dosyć napięty harmonogram ich zgłaszania. Kolejne chcemy wysłać latem i do końca grudnia; zgodnie z zasadą, że można je składać dwa razy do roku. To oznacza, że na negocjacje z Komisją Europejską w sprawie zmian w KPO będziemy mieli krótkie miesiące. To będą naprawdę bardzo trudne rozmowy.

Gdybyśmy mogli to tak pokrótce zbilansować, o jakie pieniądze będziemy wnioskować w tym roku?

Będziemy wnioskować o środki w wysokości 23,6 mld euro, czyli prawie 102 mld zł. W drugim i trzecim wniosku wystąpimy o 11,1 mld euro, czyli o blisko 48 mld zł, a w grudniu, w czwartym i piątym, o 12,5 mld euro, czyli o blisko 54 mld zł.

O tyle wystąpimy, a ile wpłynie w tym roku?

Komisja ma zawsze dwa miesiące na ocenę wniosku. Do Polski powinno wpłynąć ponad 11,1 mld euro z wniosków, które złożymy latem, oraz 6,3 mld euro, czyli ponad 27 mld zł za pierwszy wniosek złożony w grudniu 2023 r., zaraz po utworzeniu rządu.

Z kolejnej perspektywy unijnej na razie otrzymaliśmy zaliczkę. Pierwsi beneficjenci dostali już pieniądze?

Te pieniądze poszły głównie na pomoc techniczną, rozruch perspektywy, niewielka pula trafiła też na FERS (Program Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego). Natomiast jedną z pierwszych decyzji, którą podjąłem, było zwiększenie celów certyfikacji na ten rok. Wcześniej były na poziomie 5 proc. alokacji do końca tego roku i 14 proc. w przyszłym. Cel został podniesiony do 6 proc. w tym roku i do 17 proc. w przyszłym, by wszystkie instytucje w kraju miały motywację do szybszego inwestowania i wydawania pieniędzy. Obawiamy się kumulacji w roku 2026, wtedy będziemy mieli szczyt wydatków z KPO i polityki spójności. Wolimy je rozłożyć, a z powodu opóźnień i harmonogramu mamy mniejsze pole manewru, jeśli chodzi o KPO. Dlatego tym lepiej przyspieszyć wydawanie środków z polityki spójności.

Jak będzie wyglądał napływ tych pieniędzy?

Rocznie mamy sześć okresów, w których możemy składać wnioski o wypłatę z polityki spójności. Pierwszy z nich pewnie na kilkaset milionów złotych spróbujemy wysłać do 28 lutego, więc mamy trochę napięty harmonogram, ale zrobimy wszystko, żeby zdążyć. Kolejny slot mamy do końca maja.

To jakie będą łączne przepływy z KPO i funduszy w tym roku?

Z polityki spójności trudno szacować, ale zakładając, że uda się wydać te 6 proc., to dostaniemy ok. 19,4 mld zł z budżetu UE plus wspomniane wcześniej dwie transze z KPO na kwotę 75 mld zł. Jak widać, w tym roku większą rolę będą grały pieniądze z KPO, ale udział tych ze spójności w transferach będzie stopniowo się zwiększał.

Czyli w tym roku łącznie z obu źródeł może wpłynąć prawie 100 mld zł?

Tak.

Chcieliśmy zapytać o gorący ostatnio projekt, czyli CPK. Wiemy, że z jednej strony to zestaw projektów, jak np. koleje dużych prędkości „Y” czy lotnisko. Z drugiej, że jeszcze przed nami audyty, ale co można powiedzieć o udziale unijnego finansowania tego pomysłu?

Osobą kompetentną i decyzyjną w tej sprawie jest pełnomocnik rządu do spraw CPK minister Maciej Lasek i do niego najlepiej kierować wszystkie szczegółowe pytania dotyczące tej inwestycji. Natomiast zgodnie z tym, co mówiła minister Pełczyńska-Nałęcz, nie jest tak, że Polski na CPK nie stać. Audyt musi wskazać, w jakiej formule taki projekt mógłby się przysłużyć Polakom, ale powiem to jeszcze raz – Polskę stać na CPK. Jesteśmy 21. gospodarką świata i stać nas na duże projekty, jeżeli przynoszą korzyści Polakom.

Polskę stać, ale rozumiemy, że także z pomocą funduszy unijnych?

Część projektów, które zostały ujęte w obecnym projekcie CPK, ma szanse na finansowanie z KPO. Problem jest natury technicznej: to co łączy KPO i CPK, to opóźnienie całego projektu. ©℗

Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak